Zwieńczenie podróży po Polsce, parowozownia Gniezno. Spotykamy Dzieci z Bullerbyn.

Nie chcę mówić tego głośno, ale wygląda na to że nasza podróż po Polsce dobiega końca…

Zaczęliśmy w Legnicy z Damianem, potem był Mucharz z Anią i jej rodziną, potem Częstochowa i spotkanie z naszymi rówieśnikami z Ukrainy, pole namiotowe w okolicy Izbicy Kujawskiej i bohaterska postawa Pana Pawła z Łodzi, który walczył jak lew aby wyciągnąć nasze auto z błota, potem Olsztyn gdzie dojechali do nas Piotrek i Kuba, biwak w Łańsku, awaria kierunkowskazów i poznanie Sebastiana, pobyt na łowisku u Pana Henryka, poznanie Ani i Kuby, śliwki w czekoladzie na śniadanie, spotkanie z Elwirą i Małgosią i ich przyjaciółmi z Dagome w Rucianem Nida, spartańskie pole biwakowe w Cierzpiętach, gdzie z przesiadkami dojechał do nas MrDisnikski, niesamowity pożegnalny wieczór w Olsztynie w doborowym składzie, jednodniowy- tygodniowy pobyt w Krynicy i Piaskach,gdzie na plaży naturystów WIDZIAŁA i rozpoznała mnie widzką, poznanie Danusi ze smażalni ryb w Kikole i ścieżka dydaktyczna, zwiedzanie parowozowni w Gnieźnie i rozdawanie pierwszych autografów dzieciom z Bullerbyn, to znaczy z Niechanowa…

Kto oglądał wszystkie filmiki i czytał wszystkie wpisy powinien być na bieżąco aż do Gniezna i Niechanowa 😉

Tak się wszystko poukładało,że naszą podróż po Polsce zakończyliśmy tam gdzie Polska się zaczęła, czyli w piastowskiej stolicy, rzut denarem od Ostrowa Lednickiego gdzie Mieszko I dał się ochrzcić 😉 i rzut denarem w przeciwną stronę czyli do Niechanowa, gdzie mieszkają dzieci z Bullerbyn.

Właściwie to Niechanowo było pierwsze. To tam zatrzymaliśmy się na kolejną ‚herbatę’… w drodze do Gniezna gdzie miał dojechać do nas Damian, nasz przewodnik z Legnicy. Niechanowo okazało się bardzo sympatyczne. Niby wieś, niby miasteczko… Kilka ulic na krzyż, ale jakie to ulice! Jedna z nich cała obsadzona różami 😉
Pierwszego dnia zatrzymaliśmy się na parkingu naprzeciwko kościoła, tuż przy parku z pięknym pałacem. Kościelne dzwony znowu informowały nas o tym że upłynęła kolejna godzina… a dwa razy dziennie wygrywały pieśni… Pamiętam ‚Kiedy ranne wstają zorze’… o 7 rano [; Nie wiem czy gdzieś jeszcze się to praktykuje, ale Niechanowskie dzwony zrobiły na mnie wrażenie.

Wypad dziki czy mniej dziki, w końcu trzeba znaleźć sklep.
W Niechanowie znaleźliśmy bardzo dobrze zaopatrzony SAM… mały supermarket gdzie wszyscy, wszystkich znają [; W ogóle całe Niechanowo to ewenement społeczny. Niby jest tam supermarket, ale wszyscy klienci znają się po imieniu i wypytują o swoje ciocie, dzieci, wnuki i szwagrów, niby są tam bloki, ale tuż przy nich znajdują się ogródki działkowe, a nawet komórki i kurniki w których wesoło piejo kury piejo, znaleźliśmy tam także piękną polną drogę, po której spacerowaliśmy z Dyziem…

Warto wspomnieć Niechanowskie dzieci z bloków. Wyobraźcie sobie że te dzieci ganiały razem od rana do wieczora! Mają pod blokami boisko do piłki nożnej i miejsce na ognisko! Mają też piaskownicę, w której leży cała kolekcja zabawek do wspólnego użytku [;
Właśnie ‚wspólny’ to słowo klucz aby zrozumieć klimat tego zakątka. Wspólne boisko, miejsce na ognisko, wiata, piaskownica, przyblokowy ogródek a nawet trampolina…

Oczywiście przycupnęliśmy w tej okolicy bo było tam bardzo sympatycznie.

Rano widziałam jak sąsiedzi wspólnie malowali elewację wokół piwnicznych okienek. Ledwo zabrali się do roboty, znalazła się uczynna sąsiadka zbierająca zamówienia na kawę… Wszyscy się znali i wesoło gawędzili przy robocie 😉 Pierwszy raz widziałam coś takiego. To był sobotni poranek. Wszystko widziałam i słyszałam, bo akurat siedziałam sobie przed kamperem i obierałam wiaderko owoców czarnego bzu…

Drugiego dnia pojechaliśmy do Gniezna aby odebrać z dworca Damiana po czym wspólnie poszliśmy zwiedzać zabytkową parowozownię.

Ach ciężko opisać to słowami. Z jednej strony wspaniały, majestatyczny obiekt, miasto w mieście jak mówiła nam oprowadzająca nas Asia…
wspaniałe rozwiązania techniczne, solidne hale i warsztaty które stoją do dziś, pomnik upamiętniające stulecie istnienia parowozowni, młodzi wolontariusze ze Stowarzyszenia Miłośników Kolei, którzy własnymi rękoma konserwują ten obiekt cegła po cegle… i odzyskują wywiezione gdzieś na złom parowozowe skarby, a z drugiej strony ruina. Jednak parowozownia nadal jest piękna. I grzechem byłoby nie wyobrażać sobie jak to wszystko musiało wyglądać w czasach świetności.

Po zwiedzaniu poszliśmy coś zjeść, no nie coś, ja zamówiłam pyrę z gzikiem. Pewnie domyślacie się, że pyra w Wielkopolsce to ziemniak, ale kto to jest ten Gzik? Gzik to twaróg. Ma mojej pyrze był wymieszany ze śmietaną i szczypiorkiem. Zapiekana pyra była przepyszna.

Oczywiście wizyta w Gnieźnie nie mogła się obyć bez obejrzenia katedry. W Gnieźnie ostatni raz byłam na szkolnej wycieczce i muszę przyznać, że od tamtego czasu miast spektakularnie wyładniało.

Rynek jest ogromny, otoczony pięknymi kamieniczkami a do Katedry prowadzi tak piękna, szeroka aleja, że można się poczuć jak w Częstochowie. Sama katedra, jak na średniowieczną katedrę przystało, do dziś imponuje wysokością i rozmachem. Do środka tylko zajrzeliśmy, bo akurat ktoś miał powtarzać słowa przysięgi małżeńskiej i nie chcieliśmy przeszkadzać.

Za to sporo czasu spędziliśmy z Damianem w informacji turystycznej. Dowiedzieliśmy się tam o znaczeniu gnieźnieńskich królików (gra słów, król – królik), które rozsiane są po całym mieście. My na swojej trasie spotkaliśmy królika szofera i królika wznoszącego toast. Wrocław ma swoje krasnale przypominające o lokalnej historii, a Gniezno ma swoje króle, króliki.

Dopiero od niedawna uświadamiam sobie, że nie jestem już związana z żadną poprawnie polityczną instytucją i z tej okazji kupiłam sobie w Gnieźnie krzyżyk, replikę jednego z najstarszych znalezionych w okolicy Ostrowa Lednickiego, gdzie w 966 roku odbył się Chrzest Polski. Z informacji turystycznej zabrałam także ulotkę która w końcu wyjaśniła mi o co chodzi z Drogą Jakubową, czyli Camino de Santiago.

Temat frapował mnie od jakiegoś czasu, bo często na naszej trasie spotykamy symbole muszli, czy to drogowskazach w Olsztynie, czy w postaci pokaźnej rzeźby przed kościołem w Niechanowie. Droga Św Jakuba, a raczej drogi przebiegają przez całą Europę aby doprowadzić pielgrzymów do sanktuarium w Santiago De Compostella w północnej Hiszpanii. Ciekawa jestem ilu z Was mieszka w miejscowości na tym historycznym szlaku, zupełnie nie zwracając na to uwagi? Wzruszające jest to że Polska opleciona jest siatką szlaków pielgrzymich, a wszystkie prowadzą do jednego miasta. Camino de Santiago jeszcze powróci w moich relacjach z podróży 😉

Zwiedziwszy Gniezno wróciliśmy do Niechanowa na nocleg. I tu kolejna miła niespodzianka. Zajeżdżamy na parking, a tu obstępują mnie Dzieci z Bullerbyn, przekrzykując się: To Pani jest youtuberką? Pani ma kanał? To jest Diesel? Mogę dostać autograf? Kiedy zrobi Pani film o Niechanowie? Zrobimy sobie zdjęcie? Dałem Pani suba!


I tak oto w Niechanowie po raz pierwszy rozdawałam autografy 😉
Patrząc na te dzieci przypomniało mi się afrykańskie powiedzenie: Potrzeba całej wioski, aby wychować dziecko, co w wolnym tłumaczeniu znaczy: dziecko wychowują nie tylko rodzice ale i cała społeczność. Jak mówiłam wcześniej, w Niechanowie społeczność jest i ma się bardzo dobrze, nic więc dziwnego, że i Niechanowskie dzieci były wyjątkowo mądre i dobrze wychowane. Polubiłam je tak bardzo, że postanowiliśmy urządzić im ognisko. Okazało się że od wielu tygodni mieli uszykowane drewno, ale nie miał kto im tego podpalić i zwyczajnie ich przypilnować. Tym kimś byliśmy My!

Tylko czworo z naszych nowych widzów mogło być na tym ognisku, ale i tak było bardzo miło. Oczywiście był to pełen spontan, zaczęliśmy po 21, mimo deszczyku. Jednak Kinga, Kamil, Fabian i Mateusz trwali na ogniskowym posterunku i wytrwale czekali aż pojawimy się o umówionej godzinie.

Spędziliśmy bardzo miły wieczór i spaliliśmy sporo drewna 😉 To był piękny pożegnalny rytuał. Dzieci żegnały się z wakacjami, a my z Polską.

Uderzyły mnie słowa jednego z chłopców, który mógł mieć z 6 a może 7 lat: Wie Pani, te wszystkie dzieciaki powiedziały, że jeszcze jutro do Pani przyjdą się pożegnać, ale one teraz poszły do domu… Każdy mówi że coś zrobi, ale potem idzie do domu i zapomina. Ludzie już tacy są…

Nawet teraz jak piszę te słowa chce mi się płakać. Ten chłopiec miał rację. Rzeczywiście tak jest, łatwo jest coś obiecać lub postanowić pod wpływem chwili, a potem zwyczajnie o tym zapomnieć [; Uderzyło mnie to że ten chłopiec przekonał się o tym stanowczo za wcześnie i że był naprawdę zasmucony tym, że następnego dnia zapewne nikt nie przyjdzie obejrzeć kampera i się pożegnać… jak to nam dziś obiecywano.

Jednak następnego ranka przyszła nas odwiedzić przemiła dziewczynka, która nie mogła być na ognisku 😉 reszta ekipy poszła do domów i zwyczajnie o nas zapomniała. Ludzie już tacy są!

Gniezno było piękne i ciekawe, ale to w Niechanowie było najwięcej wzruszeń. To tam czas się zatrzymał. I to tam chcę wrócić aby wsłuchać się w dźwięk dzwonów aby dowiedzieć się która godzina.

6 komentarzy

  1. Megatron

    Kasia to jest chyba jeden z moich ulubionych tekstów! Ty dobrze wiesz dlaczego normalnie aż się łezka zakręciła! Dziękuje za tak szczery i piękny wpis oraz życzę wielu kolejnych bo wiem że takie powstaną! I od teraz będę ciebie zachęcał abyś napisała kiedyś książkę jeszcze nie wiem na jaki dokładnie temat ale wiem jedno z przyjemnością bym ją przeczytał! Pozdrawiam cieplutko 🙂

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Widzisz Megatron, dobre historie biorą się z dobrych przeżyć, a dobre przeżycia to czas dzielony z wyjątkowymi ludźmi. Najpiękniejsze jest to, że to co tam przeżyliśmy zostanie z nami już na zawsze. Czas dobrze spędzony, wspomnienia na resztę życia. To było piękne podsumowanie naszego lata w Polsce. Pozdrawiam Cię serdecznie. Twoje słowa też mają moc! Bardzo mnie motywujesz. Dziękuję.
      @Aga Gaj, podaj chusteczkę!

      Odpowiedz
  2. xGrool

    No wzruszające, to fakt. Tekst ma taką głęboką refleksję w sobie, że nadaje się do analizy literackiej na lekcji języka ojczystego (wolę tak mówić, niż polskiego. Tak już mi się przyzwyczaiło). Żaden wpis jeszcze chyba tak dotkliwie nie ukazywał ludzkiej istoty. Książka! Tak! Będzismy cię o to ganiać! Ale nie o j. angielskim, bo takich już jest sporo. Według mnie, to powinno być coś w stylu tych wpisów, tylko bardziej rozwinięte. Książka podróżnicza. Jak by cię tutaj do tego zainspirować?

    Odpowiedz
  3. Aga Gaj

    Zgadzam się z z chłopakami w stu procentach. Dobrze że miałam pudełko chusteczek na stole jak czytałam ten wpis. Oj tak, jakże często nie przywiazujemy wagi do wypowiadanych słów, one sobie tak lecą z wiatrem a my w końcu zapominamy. Czasem ktoś lub coś przypomni nam o nich i wtedy dopiero olsnienie, no tak przeciez ja tak powiedziałam, kiedyś bardzo dawno…
    Co do książki to faktycznie super pomysł, ale na razie póki nie powstała możemy się zaczytywac w tych wpisach i wracac do nich w roznych sytuacjach naszego życia, bo to wspaniała lektura, zupełnie jak ulubiona ksiazka, która gdy czytamy, za każdym razem odkrywamy w coś nowego.
    Pozdrawiam serdecznie kochanych Kazików i wszystkich „czytaczy” 🙂

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Agnieszko, ja już sobie użyłam terminu Czytacze na FB, bo jest wspaniały i taki Kazikowy, mam nadzieję, że mogę! Powiem Ci, że mnie też słowa tego chłopca chwyciły za serce. Muszę Mu coś wysłać ze świata 😉 I napiszę, że o nim pamiętam i będę zawsze pamiętać bo jest wyjątkowy! Może i Ty chcesz Mu coś przekazać? Możesz wysłać najpierw do mnie, a potem ja to wyślę do Polski. Wyobrażasz sobie co czuje chłopiec z Bullerbyn, kiedy dostaje wiadomość od Agi, która gdzieś tam w świecie dowiedziała się o nim… To jak wyłowić list w butelce.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz