ZIMA W HISZPANII, CALPE I WSPINACZKA NA GÓRĘ IFACH, DARMOWY PARKING DLA KAMPERA W BENISSA.

16-17.11.2019 Benissa, Calpe (VALNECIA)

Tego ranka postanowiliśmy dojechać do miasteczka El Campello, które odwiedziliśmy w 2009 i 2011 roku. To były nasze pierwsze wspólne wakacje poza Polską i UK.

Kaziki we wrześniu 2009 ;-) Zakochane gołąbki.
Zakochane Białe Gołąbki (2009)

Przeżyliśmy niezapomniane chwile. Piękny dom który wynajęliśmy, swoim stylem nawiązywał do Arabskiej architektury, przepiękne palmy i wonne kwiaty sprawiały że czuliśmy się jak w egzotycznym kraju. Przylecieliśmy pod koniec września i większość dni spędziliśmy zwiedzając okolicę.

Obiecaliśmy sobie, że wrócimy do Naszego El Campello.

 Jednak po tych dwóch szalonych wypadach, pojawiły się nowe   obowiązki i wydatki i przez te wszystkie lata nie mieliśmy takiej   okazji. Aż do tego roku…

Tym razem jechaliśmy kamperem z nowym członkiem naszej rodziny – z Dizelkiem. Odkąd jest z nami, nie latamy samolotami na wakacje i nie zostawiamy swojego psa. Gdzie byśmy nie byli i tak myślelibyśmy o naszym psiaku i umierali z tęsknoty. 

Jesteście już gotowi na powrót do wyidealizowanego El Campello, na osiedle Alkabir? 

Nie tak szybko… Podróż to niespodzianka.

Byliśmy jakieś 60 kilometrów od El Campello, kiedy dał o sobie znać poranny głód i postanowiliśmy zjechać z autostrady AP7 no najbliższego sklepu po coś na śniadanie.

Nawigacja wyznaczyła nam trasę na Lidl w miasteczku Benissa. Zaparkowaliśmy na ulicy, a po zakupach i śniadaniu, zabrałam Dyzia na spacer. Doszłam do końca uliczki na której staliśmy i odkryłam rzadki widok: TRAAAAWNIK!

Zwieńczeniem tego wspaniałego zakątka był znak: AREA SERVICIO PARA AUTOCARAVANAS… Och! Co za szczęście! Darmowy plac dla kamperów, w idealnym miejscu dla Dyzia i blisko punktu zaopatrzenia. Mieliśmy tam kran z wodą i punkt zrzutu…

 I tak nasze nieodległe El Campello, zostało odsunięte ręką czasu na dwa dni.  Mieliśmy tam sporo sąsiadów, w pięknych kamperach.

 Okoliczna przyroda zapewniała wiele wrażeń. Pierwszy raz widziałam drzewa migdałowe.   Znalazły się też cytryny – na przeciwko OSP (bomberos – strażacy, co ciekawa po   hiszpańsku bomba to pompa, czyli po hiszpańsku strażacy to pompiarze). No więc koło   siedziby pompiarzy, no rowie, jakby nigdy nic, rosło sobie drzewo cytrynowe. 

Po nerwach związanych z kiepską wizytą w Cullera, Benissa przyjęła nas w swoje gościnne progi. Potrzebowaliśmy odreagować…

Ostatnio coraz częściej zauważam, że to chyba konsekwencja naszego powolnego, niemal całkowicie wolnego od stresu życia w Mill Park. Sytuacje stresujące, nie wyprowadzają nas z równowagi, ale strasznie nas męczą fizycznie. Jak gdybyśmy skupiali całą swoją energię na zachowaniu spokoju i pogody w obliczu ‘nagłego zdarzenia’… a potem po prostu musieli się wyciszyć i uspokoić aby nasze wewnętrzne wahadła wróciły do równowagi… Wygląda na to, że jesteśmy już całkowicie straceni dla ‘normalnego’ życia 😀 😀 😀 

Następnego dnia pojechaliśmy do pobliskiego Calpe, skuszeni skałą o walijskiej nazwie Peńon de Ifach, na którą można wejść. Wapień ma 323m.n.p.m i oblewa go morze.

Wspinaczka była ciekawa i obfitowała w widoki. Pokonaliśmy tylko połowę trasy, tę przeznaczoną dla ‘rodzin z małymi dziećmi’… To właśnie tam poznaliśmy parę sympatycznych Polaków, którzy mogliby być naszymi rodzicami. Dziarsko wracali ze szczytu… my za trasę na szczyt podziękowaliśmy, myśląć, że chcemy ‘żywi do śmierci dożyć’… 

Niniejszy artykuł jest streszczeniem tekstu dostępnego dla Patronów KazikTV: https://patronite.pl/kazik-tv/posts

2 komentarze

  1. Agnieszka Gajewska

    Wow super ta pierwsza fotka, tyle z niej można wyczytać. Fajna sprawa takie powroty po latach w miejsca które nosimy w sercu

    Odpowiedz
  2. Megatron

    O jakie super to foto z przed lat piękni i młodzi wtedy i dziś! Wspomnienia to jest jedna z najlepszych pamiątek w naszym życiu i do tego nikt nie jest w stanie nam ich zabrać! 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *