ZAMKNIĘCI NA KEMPINGU – ŻYCIE CODZIENNE W CZASIE LOCKDOWN.

Marczec / Kwiecień 2020

20 Marca 2020 Premier Boris Johnson wydał nakaz zamknięcia pubów, restauracji i siłowni. To była pierwsza oznaka i pierwsza pętla spirali restrykcji i ‘zamrażania gospodarki’ i normalności. Tego wieczoru, kempingowy pub miał być zamknięty, jednak właściciele postanowili otworzyć lokal dla nielicznych gości kempingu, naszych sąsiadów i członków naszej kempingowej rodziny. Ze smutnymi minami zaprosili nas na ostatni wieczór w pubie. Dla Brytyjczyków pub to swoisty dom kultury, świetlica i centrum życia lokalnej społeczności. Do pubu nie przychodzi się tylko na pintę piwa… Idziesz tam żeby spotkać przyjaciół i sąsiadów, posłuchać początkującego zespołu z sąsiedztwa który gra w zamian za drinki, wziąć udział w akcjach charytatywnych, poznać swoją drugą połowę, zebrać najświeższe plotki z okolicy. Zamknąć w Anglii pub to jak zamknąć w Polsce kościół…

Trawieni coraz większym niepokojem, w pubie pojawiliśmy się jako pierwsi, jeszcze przed otwarciem aby zapytać właścicieli kempingu co z nami będzie… Wiedzieliśmy że skoro zamyka się puby, niebawem nasz kemping też zostanie zamknięty, a wtedy co z nami? Czułam że tracimy grunt pod nogami… Co z nami? Mill Park, to nie tylko praca, to też nasz dom. Szczęśliwy dom. Czy będziemy musieli go opuścić?

Na szczęście właściciele kempingu nas uspokoili i zapewnili że nadal możemy mieszkać w Mill Park do czasu kiedy będziemy mogli znowu otworzyć. Wspomnieli też o programie furlough, finansowanym przez rząd. Aby ochronić miejsca pracy i zapobiec epidemii bezrobocia, brytyjski rząd zobowiązał się płacić pracownikom 80% wypłaty przez co najmniej 3 miesiące. Mogliśmy odetchnąć.

Tego ostatniego wieczoru do pubu przyszło sporo ludzi i wszyscy starali się nawzajem wspierać i pocieszać. Nieznajomi bardzo szybko się przedstawiali i panowała miła atmosfera otwartości i przyjaźni. Mimo wszystko, każdy instynktownie zachowywał fizyczny dystans od innych, jednak na poziomie emocjonalnym byliśmy tam razem.

Moją uwagę przykuł jeden z naszych starszych gości. Starszy pan, który siedział sam, przy stoliku nieopodal baru. Przysiedliśmy się do niego i przegadaliśmy z nim resztę wieczoru. Okazało się że nasz gość niedawno owdowiał i poza załogą Mill Park, tego wieczoru właściwie nie miał żadnej rodziny. Przyjechał na nasz kemping mając nadzieję że tutaj przeczeka epidemię.

Z pubu wyszliśmy pełni emocji. Odczuwaliśmy ulgę, ale i niepokój. Co będzie dalej?

O tym mieliśmy przekonać się w niedzielę.

Tego dnia Marek pracował sam i o 7.30 odwiedziła go nasza szefowa, mówiąc: To koniec. Zamykamy. Przerwij pracę i idź do domu…

Marek obudził mnie i podzielił się smutną wiadomością.

Co będzie z Mill Park? Z jednej strony odczułam ulgę: nie będziemy musieli pracować i mieć kontaktu z gośćmi, którzy mogliby nas zarazić… Jednak dla kempingu każdy dzień zamknięcia to ogromne straty finansowe. Czy kemping przetrwa?

Przez okno przyczepy obserwowałam naszego szefa, który osobiście wypraszał naszych gości z kempingu. W tym starszego, samotnego pana, którego poznaliśmy w pubie. Nasi goście ze smutnymi minami pakowali swoje rzeczy i opuszczali kemping.

Następnego dnia w poniedziałek 23 Marca Premier oficjalnie ogłosił zamknięcie kraju – Lockdown. Instrukcje były proste:

ZOSTAŃ W DOMU.

CHROŃ SŁUŻBĘ ZDROWIA.

OCAL ŻYCIE INNYCH.

Wszyscy mają zostać w domu. Można wychodzić tylko aby kupić żywność lub leki. Zalecana jest praca z domu, jeśli to możliwe. Nowe infekcje i liczba zgonów rosły lawinowo, a ludzie sparaliżowani strachem zamknęli się w swoich domach. Kiedy z ulic zniknęli klienci, wszystkie sklepu i punkty usługowe zostały zamknięte, a miasta i wsie opustoszały.

Nikt nie miał złudzeń, że pozostanie w domu sprawi że wirus zniknie. Chodziło o to aby spowolnić tempo wzajemnego zarażania się i dać szansę szpitalom na zakup sprzętu, środków ochrony i zwiększenia liczby łóżek na oddziałach intensywnej terapii.

Pierwsze tygodnie naszego płatnego urlopu na koszt państwa, wyglądały jak wakacje. Cieszyliśmy się że mogliśmy zostać w Mill Park, który pokochaliśmy. Cieszyliśmy się z przestrzeni i rozrywek normalnie dostępnych dla gości, a teraz dla nas. Mieliśmy do dyspozycji 10 hektarów terenu stworzonego z myślą o wypoczynku.

Kilka dni później pojechaliśmy odebrać nasze zakupy z supermarketu. Wtedy jeszcze mogliśmy wychodzić poza teren kempingu, jednak to co zobaczyłam na ulicach Barnstaple skutecznie mnie do tego zniechęciło.

Pod sklepem w kilkusetmetrowej kolejce stali ludzie, czekając na swoją kolej aby wejść do środka i zrobić zakupy. Ograniczono liczbę produktów jakie można było kupić – w sumie 80 rzeczy, w tym maksymalnie 3 sztuki tego samego produktu.

Z dnia na dzień przyzwyczajamy się do nowej sytuacji i życia w izolacji. Tęsknimy za rodzina i przyjaciółmi, którzy zostali na zewnątrz. Zmagamy się z emocjami… Jednak każdego dnia jesteśmy wdzięczni za to że ten trudny czas możemy przeczekać w Mill Park i zastanawiamy się czym sobie zasłużyliśmy na takie szczęście.

2 komentarze

  1. Megatron

    Jak się czyta to aż mam ciarki na plecach. Normalnie to o takich rzeczach to tylko w filmach się słyszy a tu niestety to sama rzeczywistość i to dość okrutna! Ale faktycznie kochani macie to szczęście że jesteście w takim miejscu i możecie ten czas przeczekać w tak pięknym miejscu w ciszy i spokoju. Tego Wam zazdroszczę ale i mam nadzieje że już niedługo park zostanie otwarty wrócą goście i zacznie się życie czy normalne jak kiedyś to czas pokarze! Pozdrawiam 😉

    Odpowiedz
  2. Agnieszka Gajewska

    A ja cały czas mam przed oczami tego starszego Pana. Myślę co teraz robi, czy ktoś mu pomaga. Myślę że pewnie nie został bez pomocy, gdyż tutaj władze lokalne szybko reagują w takiej sytuacji i w pierwszej kolejności obejmują pomocą osoby starsze. Jednak to nie to samo co pomoc i wsparcie najbliższych. Cieszę się że mam rodzinę na którą mogę liczyć w każdej sytuacji, która mnie wspiera. Mam przyjaciół do których mogę zadzwonić. Czasami nie zdajemy sobie sprawy jakie mamy szczęście. Warto czasami rozejrzec się wokół, może ktoś potrzebuje naszego wsparcia. Cieszę się że mogliście zostać w Mill Park i zachować pracę. Mam nadzieję że niedługo wszystko wróci do normy i znowu się spotkamy. Może teraz w większym gronie. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia <3

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *