Z wizytą u ukraińskiej rodziny i na Jasnej Górze.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Po przygodach na Pustyni kolejnym przystankiem była Częstochowa.

Przyjaciele przyjaciela pozwolili nam zaparkować przed swoim domem. I tak to poznaliśmy dwie sympatyczne pary, mniej więcej w naszym wieku, z bardzo podobnymi doświadczeniami.

Podobnie jak my wyjechali ze swojego kraju.
Podobnie jak my my uczyli się nowego języka i nowej kultury.
Podobnie jak my lubią podróżować, odkrywać nowe miejsca i biesiadować na świeżym powietrzu.
Podbnie jak my są radośni, otwarci i z nadzieją patrzą w przyszłość.

Także spędziliśmy sobie razem wspaniały wieczór. Kolejni, przyjaciele z Drogi.

Oto wreszcie mogliśmy zobaczyć dom naszego Przyjaciela, który opowiadał nam tyle historii o jego budowie 😉 Jednak starego przyjaciela tam nie było, za to poznaliśmy nowych.

Gdyby nie to że okolica nie była zbyt przyjazna dla naszego psa i nie mieliśmy zbytnio gdzie z nim wychodzić, zostalibyśmy tam na dłużej.

O klimacie Częstochowy słyszeliśmy wiele. I to wszystko okazało się prawdą 😉
Przypadkowo spotkani ludzie okazali się przesympatyczni i rozmowni, na przykład rowerzysta który spotkał nas na osiedlu, dość póżną godziną… Właśnie mówiłam do Marka: zobacz, zobacz tam stoi sarna… Oooo ktoś ją spłoszył… A tu z ciemności wyłania się jakiś pan na rowerku i mówi: Tak, to ja ją przepłoszyłem :D:D i zaczyna się rozmowa…

Następnego dnia z pomocą kierowcy autobusu, znalazłam właściwy przystanek i wybrałam się do centrum i na Jasną Górę. Po raz pierwszy nie na piechotę!

Zmierzam na Jasną i czuję się jak oszust! Pierwszy raz nie na piechotę!

Miasto wywarło na mnie pozytywne wrażenie co mogliście widzieć w filmiku. W domu czekali Marek i Dyzio którzy nie są kompatybilni z centrami miejscowości powyżej 5 tys mieszkańców, więc nie miałam czasu aby zajrzeć do każdej galerii SZTUKI, ale nawet to co widziałam z zewnątrz podpowiada, że Częstochowa to miasto artystów.

Idąc w stronę Jasnej skamerowałam Wam to co mnie zaciekawiło i tutaj czas na kolejną angdotkę. Kamerując malowidła na sklepieniu bramy, nawet nie zauważyłam że oto przede mną stoi kierowca i cierpliwie czeka aż skończę 😉 To było bardzo miłe.

Jasna Góra jak zawsze wywołała u mnie wzruszenie, zwłaszcza nowe wystawy poświęcone stuletniej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.
Klasztor Jasnogórski to prawdziwa gratka dla miłośników historii. To tam przez wieki przybywali i nadal przybywają pielgrzymi aby szukać pokrzepienia w czasach kiedy Polski nie było na mapach, w czasach wojen i okupacji, wreszcie komunizmu a od niedawna kapitalizmu.

Żołnierze AK, więźniowie obozów koncentracyjnych, Sybiracy, internowani działacze Solidarności, wszyscy Ci ludzie na przestrzeni dekad odcisnęli swój ślad na Jasnogórskich murach, które stały się twierdzą, nie tylko w znaczeniu militarnym.
Jak mówiłam w filmiku w tym roku napis na obronnych wałach głosi: ‚Tu zawsze byliśmy wolni’.

Tu zawsze byliśmy wolni 😉 Klasztor na Jasnej Górze.

Jednak po rozmowie z nowo poznanymi przyjaciółmi z Ukrainy nasuwa mi się refleksja, że wolność i niepodległość nie są czymś danym raz na zawsze. Mark opowiadał nam że dziwi się że w polskich wiadomościach nie mówi się o wojnie na wschodzie Ukrainy. Ja od wielu lat nie oglądam wiadomości, a wiedzę o świecie a w szczególności o konfliktach, rewolucjach i demonstracjach czerpię od ludzi, którzy niestety widzieli je na własne oczy.
Mark opowiadał nam że w jego mieście wybudowano nowy cmentarz dla chłopaków w jego i moim wieku, którzy dziś walczą i giną na froncie. Nie ukrywał zdziwienia i smutku, że poza Ukrainą mało kogo to dziś obchodzi. Podobnie było z Polską i Sprawą Polską, w czasach kiedy Polski oficjalnie nie było.

Ukraina nie jest na końcu świata, a walki toczą się zaledwie 1300km od Częstochowy…
Przypomina mi się wiersz: Martina Niemollera:

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Niemoller był pastorem luterańskim, a wielokrotnie cytowany wiersz napisał w obozie koncentracyjnym w Dachau w 1942 roku. Dlaczego się tam znalazł, przecież był Niemcem? Tak, był Niemcem, ale nie był nazistą i nie godził się na nazistowskie próby aby kontrolować kościół.

… Wracając do Częstochowy….

Mark ujął nas swoją przenikliwością i elokwencją. W rozmowie, kiedy porównywaliśmy sobie nasze życie w UK i jego w Polsce, powiedziałam: W UK nikogo nie obchodzi, że w swoim kraju jesteś prawnikiem, jeśli nie znasz języka, będziesz pracować w fabryce… Mark z odrobiną zakłopotania, powiedział: ja właśnie jestem prawnikiem… i pracuję tutaj w fabryce. Jednak podobnie jak dla Polaków pracujących w UK poniżej swoich kwalifikacji, i tak jakość życia na obczyźnie w porównaniu do rodzinnych stron jest, jak wyraził się Mark ‚ jak z reklamy batonika Bounty’…

To wszystko skłoniło mnie i Marka do refleksji jak nasze pokolenie, które miało szczęście nie zaznać ani wojny, ani okupacji poradziłoby sobie w obliczu zagrożenia.

Kiedy nie ma prądu, żywności i internetu.
Kiedy trzeba się bronić.
Kiedy słychać wystrzały i świsty spadających bomb.
Kiedy trzeba trzymać się razem aby przetrwać.
Kiedy mimo wszystko jedyna szansa na ocalenie to zachowanie spokoju i trzeźwości umysłu.

Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonać.

A nasza druga refleksja brzmiała: właściwie to dlaczego w Polsce zniesiono obowiązkową służbę wojskową? Jakie będą tego konsekwencje? I jak w trakcie dociekania powodów wojen i szukania winnych, nasunęło nam się pytanie: a kto na tym najwięcej zyskał?

Jednak nie będę brnąć w to dalej. Po prostu zwróciłam na to uwagę.
W świetle tych moich rozważań nabieram coraz więcej szacunku do preppersów. To są bardzo mądrzy, praktyczni ludzie, którzy dobrze rozumieją że wolność i bezpieczeństwo to przywilej.

A tak na zakończenie dodam, że dziś jest 15 sierpnia czyli Święto Maryjne- to właśnie na nie zmierzają pątnicy na Jasną i tym samy obchodzimy dziś Święto Wojska Polskiego. Żołnierze też chodzą na pielgrzymki na Jasną i to w pełnym umundurowaniu. A jak maszerują to normalnie w całej Częstochowie szyby drżą w oknach 😉

 

 

2 komentarze

  1. Adrian M

    Obrońca Jasnej Góry – Augustyn Kordecki. Mieszkam 2 km od jego domu rodzinnego 🙂 Taki wielki człowiek mieszkał tak blisko.. Aż ciężko mi jest to sobie uświadomić.
    Wpis oczywiście bardzo dobry i refleksyjny Było miło go czytać

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Dziękuję za komentarz 😉 Wiele osób czyta, ale nie zostawiają po tym śladu. A szkoda! Co do przeora Kordeckiego, podobnie jak z panem Kocjanem, nigdy nie wiadomo w którym domu wychowuje się bohater 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz