Wyprawa na północ – Snowdonia.

Jezioro Gwynant.

Dopiero rano, dzień pokazał całą urodę jeziora i otaczających je gór. Nad naszym kamperem górowały ośnieżone szczyty, wyniosłe i dumne.
To ja pierwsza wychyliłam nos za próg, dzielnie prowadząc Dyzia na poranny spacer wokół pola kempingowego. O niewiele psów ma taką miejscówkę na spacer o poranku!
Nie dość że byliśmy w górach, to jeszcze nad pięknym jeziorem z malutką plaża. Świat był mokry, zimny i mglisty, ale i tak byliśmy zachwyceni naszą nową okolica.

Byliśmy tak zmęczeni dojazdem do północnych granic Snowdonii, że nasz pierwszy dzień postanowiliśmy spędzić na miejscu. Wszyscy nasi sąsiedzi (2 vany i 2 kampery) wyruszyli gdzieś w teren, ale my nie mając zaufania do pogody, postanowiliśmy zostać w cieplutkim kamperze i podziwiać krajobraz przez okno.

Około południa wyszło słońce, więc poszliśmy na dłuższy spacer z Dyziem próbując znaleźć jakąś miłą, cichą ścieżkę. Nie od razu nam się to udało, ale w końcu znaleźliśmy. Była tak piękna, że po godzinie postanowiliśmy wrócić po latarkę i iść jeszcze dalej, tym razem już bez psa.

Taki był plan… Jednak kiedy doszliśmy do kampera i zobaczyliśmy jak pięknie lśni jezioro i jak pięknie jesteśmy nad nim zupełnie sami, postanowiliśmy odłożyć spacer i posiedzieć na wodą.

Nagraliśmy wtedy dla Was co nieco, a Marek zrobił pięknego time lapsa.

Wszyscy popędzili na szlaki, a my zostaliśmy na miejscu zauroczeni piękną ośnieżoną górą zanurzoną w naszym jeziorku 😉 Nagraliśmy tam dla Was parę scenek.

Jednak ciekawość w końcu wzięła górę i ruszyliśmy w stronę majestatycznych gór. I tak patrząc na nie przypomniała mi się piosenka ‚Szumią jodły na gór szczycie’… Tam nic nie szumiało na szczytach. Ani jodły, ani świerki ani limby… Tam szumiały, a raczej huczały potoki i wodospady. Ale i tak było cudownie. Przypominały mi się moje pierwsze wizyty w polskich górach. Góry, to góry. Nieważne gdzie. O ile nie są zadeptane i zakrzyczane przez ludzi robią takie samo wrażenie gdziekolwiek się wypiętrzyły.

Po powrocie do kampera, zawiesiliśmy folie termiczne w oknach, oddzieliliśmy szoferkę od salonu grubym kocem i poszliśmy spać na piętro. Oczywiście nasz przyjaciel Grzejnik Elektryczny był włączony i całą noc dbał abyśmy nie zamienili się w trzy sopelki. Niektórzy mieli nawet termofory 😀

To była naszą pierwsza próba spania we dwoje na piętrze w tzw. alkowie, nad miejscem kierowcy i pasażera. Mimo Snowdońskiego ziąbu, Marek stwierdził że może nam tam zabraknąć tlenu i ‚nie chce tak głupio umierać’, więc uchyliliśmy delikatnie okienko. To malutkie okienko, które znalazło się na rysunku Damiana N.

Powiem Wam kochani, że trochę obawiałam się spania w takiej klaustrofobicznej przestrzeni, ale mimo że nie robimy za wiele, każdego dnia na tym wypadzie wieczorami padam z nóg i jak tylko zapadnie zmrok rozglądam się za piżamką i kołdrą i spałam ja suseł 😀

Przeżyliśmy, tlenu starczyło i mimo otwartego okna było nam ciepło. Mało tego, głowy były tuż pod oknem, a nie zaziębiliśmy się.

Rano obudziliśmy się przed świtem i czekaliśmy kiedy przez okno będzie widać jezioro i góry …

Na pewno warto wybrać się do Snowdonii. Dla nas to była wyprawa testowa. Chcieliśmy wypróbować kampera w górskich warunkach. Nie weszliśmy na Snowdon, na który latem wchodzi się 8 godzin 😀 ale odkryliśmy wspaniałą bazę wypadową i mam nadzieję że tam wrócimy cieplejszą porą.
…ze szczegółowymi mapami szlaków
…z odpowiednim obuwiem
…z odpowiednią kondycją 😀
… z kompasem.

A mówilam Wam że na początku chcieliśmy jechać do Hiszpanii przez Pireneje??? Jakie to szczęście że ceny za Eurotunel były zaporowe. Nasz kamper jakoś sobie poradził z wysokościami ok 1000 m.n.p.m… chwilami ostatkiem swych Talbocikowych sił. Pireneje są trzy razy wyższe :D:D:D

Po dwóch dniach w Snowdonii, zapragnęliśmy zjechać na południowe, ciepłe niziny.

4 godziny jazdy i jedną porę roku później znaleźliśmy się w Parku Narodowym Brecon Beacons, w nieco już znajomej Walii południowej.

I powiem Wam że niewątpliwym plusem wypadu w wysokie góry zima jest to, że jak się już z nich zjedzie to tempertura na poziomie 8 stopni wydaje się upałem 😀

Następnym razem opowiem Wam czym się rózni camping site od glamping site i co to właściwie jest ten glamping. Bo tak się składa że w Becon Breacons zatrzymaliśmy się na polu glampingowym.

 

1 komentarz

  1. Aga Gaj

    Jak cudownie. Zupełnie jak w bajce. Te osnieżone szczyty – coś pięknego- a w połączeniu z muzyką, rozmarzyłam się 🙂 Ja chyba jednak preferuję górski krajobraz, a ten domek w dolinie nad jeziorkiem to idealna miejscówka dla mnie . Super ujęcie z płynącymi obłoczkami i owieczki . Filmik pierwsza klasa jeszcze pewnie nie raz obejrzę . Cieszę się że wyprawa udana i jeszcze raz dziękuję za odwiedziny . Pozdrawiam cieplutko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz