Warmińska cisza i spotkanie przyjaciół w Olsztynie.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Po pożegnaniu z Panem Disnikskim, deszczowym rankiem pomknęliśmy w stronę Lidzbarka Warmińskiego. Ci z Was którzy śledzą nas dłużej niż dwa lata, mogą kojarzyć łowisko wędkarskie Samotnia Warmia.

Właściciel zmienił nazwę na Warmińska Cisza, ale ja wolę Samotnię. Uroki tego miejsca możecie podziwiać w naszej relacji filmowej:

Jak trafiliśmy do Samotni? Myślę że to był rok 2015, kiedy po raz pierwszy ruszyliśmy do Polski z naszym psem. Szukałam domku nad jeziorem, najlepiej w oddaleniu od innych, nie w kompleksie wypoczynkowym… Łatwiej powiedzieć niż znaleźć! Po wielu godzinach wpisałam w wyszukiwarkę hasło ‚ domek nad jeziorem’ … no ale taki w sam raz dla nas … wyobraziłam sobie ten domek i nasunęło mi się słowo ‚samotny’. Tak! Szukaliśmy samotnego domku! Tak trafiliśmy na niemalże niepromowaną stronę Pana Henryka i jego łowisko – Samotnia Warmia. Po przyjeździe okazało się, że to domek naszych marzeń i tegoroczny pobyt był już naszym trzecim.

W tym roku drewniany domek na który składa się pokój z aneksem kuchennym, łazienką i przepiękną werandą był dla nas luksusem na miarę Hiltona!

Wyobraźcie sobie: prąd, bieżąca woda,której nie trzeba dolewać, prysznic a nawet dwa, w tym jeden pod chmurką, oba gorące!… toaleta…

Telewizor był, ale nie używaliśmy. Za to całymi godzinami z porośniętej dzikim winem werandy oglądaliśmy naszą Łowiskową Telewizję (staw nad którym zawsze się coś dzieje, a to karp skoczy, a to żuraw przeleci, zaprezentuje się rodzina dzikich kaczek, wiatr zabawi się z tatarakiem, ranem mgła wszystko zasłoni, a wieczorem zaprezentuje się klucz żurawi). Oprócz Łowiskowej Telewizji było także Ptasie Radio, w którym prym wiodły żurawie. Żurawie i ich śpiew powinniście kojarzyć z Łańska 😉

Co my tam właściwie robiliśmy przez cały tydzień? No plan był bardzo ambitny, aby korzystać z dostępu do prądu i kręcić filmiki, montować… pisać i w końcu zabrać się za nasz kurs języka angielskiego…

No ale ta weranda rano…
Śniadania na świeżym powietrzu…
Obiady nad wodą…
Grille…
Ogniska…
Spacery z Dyziem…
Zaglądające do nas żurawie…

No nie było kiedy pracować!

Łowić ryb też nie było kiedy. Jednak mieliśmy ze sobą bardzo pełnoletni sprzęt znaleziony u Marka w piwnicy. Przez tydzień złowiliśmy tylko paluszki rybne, a sąsiad z drugiego domku tak się zmartwił naszą krnąbrną postawą na łowisku, że któregoś dnia pofatygował się do nas osobiście, założył nam przynętę i nawet zarzucił na lina… Nie mieliśmy serca mu powiedzieć, że my nie przyjechaliśmy tam aby łowić :D:D

A jak wyglądały nasze wieczory? Chyba codziennie było ognisko. Wokół domku, w lasku można było znaleźć mnóstwo chrustu i drewna. Dodam, że najbliższa wsie- Ignalin i Workiejmy, znajdywały się wiele kilometrów od nas, więc noce były ciemne jak sam kosmos i tylko poszczekiwanie psów kalało Warmińską Ciszę.

Któregoś dnia napisał do nas Mr Disnikski, a może coś udostępnił na FB o spadających gwiazdach… Oj gwiazdy spadały i to jak! Początkowo obserwowaliśmy je znad ogniska, i było już późno i chłodno, ale obiecaliśmy sobie że następnym razem jak będzie taka noc urządzimy sobie legowisko aby obserwować gwiazdy na leżąco.Jednak człowiek nie jest zaprojektowany aby zadzierać głowę i patrzeć w niebo przez dłuższy czas.

Kochani widzicie to? Ciepła letnia noc, popsikaliście się czymś na komary, leżycie na czymś miękkim, pod kocykiem i czekacie kiedy gdzieś tam, het het jakiś skalny odłamek wejdzie w atmosferę i się spali ekhm przepraszam kiedy ukaże Wam się ten cud natury i stanie się niemożliwe – jedna z gwiazd spadnie.

Tej nocy dzięki darmowej aplikacji do obserwowania gwiazd zidentyfikowaliśmy Marsa. Rzeczywiście świecił na pomarańczowawo i wybitnie wyróżniał się na tle innych gwiazd.

Tak wyglądało nasze poranki, dnie i wieczory.

Przeglądając teraz zdjęcia z tamtego okresu nasuwa mi się jeszcze jedno miłe wspomnienie. To właśnie będąc na Łowisku, w końcu otworzyłam listy i rysunki jakie otrzymałam od moich milusińskich widzów Kasi i Krzysia 😉 Kiedy ostatnio widzieliśmy się osobiście, Krzyś słusznie zauważył, że jakoś nie dostaje listów… Postanowiłam to zmienić i napisałam do Niego i do Jego siostry Kasi. Do czasu kiedy znaleźliśmy się w Warmińskiej Ciszy, moi przyjaciele zdążyli mi odpisać i nawet stworzyć dla mnie wspaniałe obrazki. Mam nadzieję, że to dopiero początek naszej korespondencji 😉 

Któregoś dnia wpadliśmy na pomysł aby przejść się do sklepu, co mogliście zobaczyć w filmiku. Dokładnie 4,7 km w jedną stronę, przepiękną drogą, przez pola i las. Właściwie to wszystko mieliśmy w domu, ale chcieliśmy się przejść 😉

Któregoś dnia pan Henryk mijał nas parę razy i podśmiewał się z naszej ‚ Wyprawy’. Wykorzystaliśmy okazję aby zaprosić go na kawę. Pan Henryk przyjechał i kawę rzeczywiście wypił w dniu naszego wyjazdu … rozmawiało nam się tak dobrze, że na werandzie zastali nas następni goście, którzy przyjechali trochę wcześniej 😉

W pośpiechu pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do kampera… który przez tydzień nie był używany. Wsiadamy, następuje scena w której odjeżdżamy… a tu klops… Marek nie może wcisnąć sprzęgła… nie może wrzucić biegu… nie może ruszyć [;

Ha! Nie traćcie wiary w Marka! Na szczęście przygotowując się do wyjazdu czytał o podobnych przypadkach, kiedy to sprzęgło ‚przykleja się’. Nie pytajcie mnie gdzie i po co. Dzieje się tak kiedy auto stoi przez dłuższy czas i ze smutku sprzęgło przykleja swój sprzęgłowy nosek tam gdzie nie powinno… W takim wypadku, jak pouczył mnie Marek, należy na zgaszonym silniku, bez sprzęgła wrzucić piątkę i z niej ruszyć, aby auto i sprzęgło stanęły dęba. No nie jest to coś co można robić regularnie, ale poskutkowało!!!

Po raz kolejny spojrzałam na Marka jak na Kapitana Planetę i w aurze uzasadnionego triumfu ruszyliśmy spod domku w stronę Olsztyna.

A co się stało w Olsztynie? O ile dobrze pamiętam to zatrzymaliśmy się tam tylko na jedną noc. Mieliśmy spać przy ulicy Leśnej nad jeziorem Długim i pomyśleliśmy że może ktoś do nas tam wpadnie… Ci ktosie to Elwira i Małgosia z Dagome, Sebastian ratujący dane i kierunkowskazy, i Ania od śliwek i Alibi na pyszny obiad.
Do tego wesołego grona wysłaliśmy mniej więcej taką wiadomość:
‚W sobotę zjeżdżamy z Lidzbarka do Olsztyna. Będziemy spać na Leśnej, może wpadniesz wieczorem’…

Iście Kazikowe zaproszenie. Mieliśmy jeszcze kilka spraw po drodze, więc nie byliśmy w stanie podać dokładnej godziny.

Dla nas wieczór zaczyna się wraz ze zmierzchem, jednak dla naszej ekipy trochę później. Około 20 zaczęliśmy już godzić się z tym, że nikt nie odpowie na nasze wariackie zaproszenie na ostatnią chwilę i na ‚wieczór’… kiedy pojawiły się Elwira i Małgosia. I to nie z pustymi rękoma: przywiozły winogron – umyty, bo w kamperze woda to skarb, świeżą miętę, cytrynę, wodę mineralną… patrz winogron i ciastka!
Dziewczyny dojechały i przepraszały że tak późno, ale walczyły z zalanym balkonem. Tego dnia nad Olsztynem przeszła konkretna burza. Mimo przygód dojechały.

Dziewczyny dziarsko wskoczyły do kampera, bo zaczęło się robić chłodno.

Niebawem dojechał Sebastian… w towarzystwie uroczej koleżanki i… torby winogrona, naturalnie też umytego, co podkreślił z dumą i kilkoma butelkami picia [;

Tę czwórkę jeszcze jakoś zmieściliśmy w kamperze, naprzeciwko sióstr… i zaczęła się akademicka impreza…

Wśród śmiechów i gwaru, w całkowitej ciemności dojechali do nas Ania i jej chłopak Kuba i w tym momencie, mimo chłodu, musieliśmy się przenieść pod drewnianą wiatę. Choć i w kamperze nasza ośmioosobowa gromada człowieków plus pies by się zmieściła, ale to już zakrawało na bicie jakiegoś rekordu Guinessa!

Jak opisać ten wieczór?

Po raz pierwszy ja i Marek rozkręciliśmy taką imprezę… nie mogliśmy się nadziwić, że wszyscy dojechali, mimo tego że każda osoba miała przynajmniej jeden, rozsądny powód aby nie dotrzeć na nasze spotkanie.

Atmosfera była tak wspaniała, że nikt przez cały wieczór nie pomyślał aby zrobić wspólną fotkę, nie wspominając o filmowaniu. Nasi goście dogadywali się ze sobą w pół słowa i chyba każdy nie mógł się nadziwić że spotykamy się po raz pierwszy w takim gronie.

Przy drewnianym stole tematy sypały się jak z rękawa i co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Mozaika wieków, zawodów i zainteresowań. Zapewne gdyby nie KazikTV nigdy byśmy się nie spotkali. Jednak los ma poczucie humoru i tego wieczora nam sprzyjał i czuliśmy się wspaniale.

Ja i Marek wiemy, że spotkanie w tym składzie pod ‚grzybkiem’ na Leśnej, będzie obowiązkowym punktem naszych przyszłych wizyt w Polsce.

Rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od lat, a nasi nowo-poznani przyjaciele szybko pododawali się na stronach społecznościowych, oczywiście są też aktywni na KazikTV i jego wszelkich odsłonach.

Impreza zakończyła się grubo po północy. Siostry opuściły nas pierwsze, zapraszając nas na obiad następnego dnia, potem Ania i Kuba, a Sebastian w końcu się pożegnał tylko dlatego że następnego dnia rano miał gdzieś się stawić… Z Sebastianem najpierw żegnaliśmy się przy stole, a potem przy samochodzie [; Nie mogliśmy się rozstać. Ceremonie pożegnalne trwały z bitą godzinę.

Kiedy w końcu znaleźliśmy się w kamperze, nie mogliśmy uwierzyć co przed chwilą się wydarzyło! Ech Kaziki… góra z górą się nie zejdzie, a Kazik z Kazikiem… ZAWSZE!!!

Ten wieczór będziemy długo wspominać, zwłaszcza w trudniejszych chwilach.

Muszę po raz kolejny wspomnieć o prezentach od Ani. Tego wieczora nasza Ania od śliwek, stała się Anią od baniaków na wodę i dwóch uroczych zawieszek z logo KazikTV.

Właściwie to mieliśmy wyjechać z Olsztyna następnego dnia rano, jednak miłe zaproszenie Małgosi na obiad w jej mieszkaniu i perspektywa zobaczenia jej ukochanych obrazów, skłoniły nas do zmiany planów. Własćiwie Zmianaplanów to niemal nasze drugie nazwisko!

Następnego dnia była niedziele i całkiem przypadkowo przeżyliśmy ją tak jak należy.

Najpierw odwiedziliśmy babcię Marka a potem Małgosię i Elwirę, które mieszkają w tej samej okolicy.

Wielki świat może poczekać w takich okolicznościach.

Dziewczyny miały niezły ubaw, kiedy na ich jak to się wyraziły ‚dzielnię’ zajechał kamper 😉 Obrazy były rzeczywiście wyjątkowe i zarówno one jak i ich autor zasługują na oddzielny wpis.

Z wizytą u Małgosi 😉

Obiad był przepyszny – pstrąg zapiekany z warzywami [; poezja, wino wyborne a na deser ciasto drożdżowe. Nie zdołaliśmy zjeść swoich porcji do końca, więc kochana Małgosia zapakowała nam i rybkę i ciasto i całe szczęście, bo ten prowiant stanowił nasze luksusowe śniadanie na bardzo luksusowej miejscówce następnego dnia. Ale o tym będzie w następnym wpisie!

8 komentarzy

  1. Szalona Ania

    Kasiu, kolejny niesamowity wpis! Nawet nie wiesz jak miło spędzało nam się wieczór w tak doborowym towarzystwie 🙂 Winogrona wspominam do dziś, strasznie się nimi objadłam hehe 🙂 Do tej pory nie dowiedziałam się gdzie zostały kupione, poluję na te bezpestkowe już jakiś czas, ah! No i nie wspomnę już o tym, że nie mogę się doczekać aż się kolejny raz zobaczymy. Bardzo, ale to bardzo dziękuję że doceniłaś moje zawieszki, KAMPER SUPER <3 Pozdrawiam Was wszystkich!

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Aniu, zawieszki jeżdżą z nami, jedna pod lusterkiem a druga w salonie 😉 Były z nami w Niemczech, Szwajcarii, Włoszech i Francji.

      Co do winogron to musisz zapytać albo Sebastiana albo Małgosię, nie wiem którego jedliśmy najpierw!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz