Tani kemping dla kampera, Malaga i inne przygody.

Po sielankowym pobycie w El Torcal i Antequerze… no dość sieleankowym, nie licząc problemów z chłodnicą i spędzenia dnia w warsztacie, ruszyliśmy na południe, na wybrzeże.

16 grudnia, dosłownie na dni przed Świętami, boleśnie przekonaliśmy się że nie jesteśmy jedynymi kamperującymi w okolicy. Kempingi były pełne, podobnie kamper place z serwisem. Malaga to bardzo popularny region, i ciężko było znaleźć darmową miejscówkę na dziko, gdzie nie groził nam mandat. Nie mieliśmy prądu z naszego panela solarnego, więc despercako szukaliśmy miejsca gdzie możemy podłączyć kampera do sieci.

Po kilku telefonach udało mi się zarezerwować miejsce na parkingu dla kamperów i przyczep, który normalnie używany jest jako przechowalnia. Jednak, na nasze szczęście nas przyjęli. Miejscówka była okropna, ale mieliśmy prąd i mogliśmy naładować akumulatory i zrobić pranie. Na parkingu były łazienki, jednak były ‘jakby nie do użytku’… Po dniach przeżytych na dziko, w pięknej lecz odludnej okolicy parku El Torcal, nic nie było w stanie mnie zniechęcić do wzięcia prysznica… Nawet fakt że musiałam własnoręcznie wysterylizować kabinę, zanim z niej skorzystałam.

Właśnie w okolicy tego stopu po raz pierwszy zobaczyłam stróżujące psy. To niestety dość częsty widok w Hiszpanii. Szczególnie na wybrzeżu jest wiele domów posiadanych przez obcokrajowców, którzy nie mieszkają w nich na stałe. Bliskość lotniska sprawia że wielu ludzi decyduje się na inwestowanie w nieruchomości. Aby zaoszczędzić na ochronie, właściciele posesji, zostawiają w ogrodach duże psy, wyszkolone tak aby szczekać i odstraszać intruzów. Zamiast opłacać ludzkich stróżów, opłaca się lokalnego człowieka, który raz dziennie karmi psy. Podobno Brytyjczycy wiodą w takich praktykach prym, na świecie znani są ze swojej miłości do zwierząt, jak widać nie sięga ona poza granice Wyspy.

Po prysznicowej traumie, postanowiliśmy, że wypróbujemy inną strategię: skoro na wybrzeżu panuje tłok, po raz kolejny ukryjemy się w górach. Idąc tym tropem odkryliśmy kemping Iznate, reklamowany jako wiejski kemping. Byliśmy zaintrygowanie skrajnymi opiniami gości kempingu, jakie znaleźliśmy w sieci.

Dlaczego ten kemping ma tak zróżnicowane opinie? Może to przez brak zasad? Dobry kemping dla każdego oznacza coś innego. Po części z konieczności, a po części z wyboru postanowiliśmy sprawdzić kemping Iznate, jakieś 15km na północ od znanego kurortu Torre del Mar. Torre del Mar to miejsce gdzie plaże, życie nocne i asfalt od lat przyciągają rzesze turystów… Natomiast nasz kemping, znajduje się na obrzeżach małej górskiej wioski Iznate i jest reklamowany jako camping rural – kemping wiejski, rustykalny. Co to oznacza w praktyce? Że w najbliższym otoczeniu nie ma nic, oprócz przepięknej przyrody, ciszy i spokoju. Dojazd na kemping był bardzo malowniczy, wiodła do niego przepiękna górska trasa widokowa. Chwilami trzeba było zredukować bieg żeby pokonać dość stromy podjazd, ale nasz stary kamper dawał sobie doskonale radę. Na sam koniec zjechaliśmy ostro w dół, ponieważ kemping położony jest w żyznej dolince, a w najbliższym otoczeniu dostrzegliśmy drzewa oliwne, drzewa migdałowe a nawet słynne winogrona moscatel.

Wybierając kemping zawsze czytamy jego recenzje. W przypadku Iznate, był bardzo podzielone, co jeszcze bardziej podsyciło naszą ciekawość. Dostępne dla gości sanitariaty, stanowisko do mycia naczyń, wielkość miejscówek i generalny porządek na obiekcie były na przysłowiową piątkę. Jednak niektórzy stali goście kempingu miejscami bardzo go oszpecili, czego nie omieszkałam uwiecznić w filmie.

W Iznate spędziliśmy miły czas i cieszyliśmy się, że nasz kamper stanął na jednym z trzech zajętych w tamtym czasie stanowisk. Taka cisza i spokój nie byłaby możliwa na pobliskim wybrzeżu. Co do ceny, można powiedzieć że była to średnia półka.

Kemping Iznate był prowadzony przez bardzo sympatyczną rodzinę i na odjezdnym, nie mogłam się powstrzymać i opowiedziałam właścicielce o naszej pracy w Anglii, zasadach jakie panują w Milla Park i zachęciłam aby wzięła sprawy w swoje ręce. Kemping należy do niej, a nie do gości. Naprawdę wypoczęliśmy w Iznate i było mi żal tego miejsca… Otoczenie było przepiękne.

1 komentarz

  1. Megatron

    Kasia podziwiam ja bym chyba sie zniechęcił po widoku tych łazienek. Ale za to na tym kempingu w górach udało się wypocząć i miło spędzić czas! 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *