Szczęście początkującego. Przepiękne Wiltshire.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Dawno, dawno temu … no tak z rok temu, lub może wcześniej, rozmawialiśmy sobie Markiem w kuchni i doszliśmy do naszego ulubionego tematu: zaczęliśmy marzyć o wspólnej wyprawie vanem lub kamperem. Tylko my, pies i otwarta droga. Bez planu i bez pośpiechu.
Cudownie było sobie to wyobrażać, jednak w pewnej chwili powiedziałam: no tak, ale przecież nie możemy od tak sobie wyjechać:
– a praca?
– a karawany w Newquay?
– co z domem?
– co z autami?
– czy nas na to stać?
– czym pojedziemy?
– co powiemy rodzinie?

I w momencie wypowiedzenia tych wszystkich powodów, które miały nas zatrzymać, uświadomiliśmy sobie że przecież to wszystko jest do przeskoczenia.

Marek dziarsko skwitował: zróbmy to! Zróbmy to w przyszłym roku!

I nagle zamieniliśmy listę barier w plan działania. Właściwie to nasza wyprawa rozpoczęła się już wtedy, bo zaczęliśmy się do niej przygotowywać. Okazało się, że wszystko do czego jesteśmy przywiązani to głównie rzeczy materiale, lub nabyte. Po chwili namysłu już wiedzieliśmy co musimy zrobić:

– praca? – poprosić o bezpłatny urlop, lub się zwolnić
– karawany w Newquay? – sprzedać
– co z domem?- wynająć
– co z autami?- sprzedać
– czy nas na to stać?- już dziś zacznijmy oszczędzać
– czym pojedziemy?- może przerobimy vana a może trafi się kamper?
– rodzina? znają nas na tyle dobrze, że nie powinno ich to dziwić!

I to wszystko.

Naprawdę? I to wszystko aby zasmakować wolności? Robić to na co masz ochotę? Biegać boso po trawie? Patrzeć na gwiazdy? Mieć czas dla siebie? Nie oddawać swojego życia za comiesięczną wypłatę? Odkrywać nowe miejsca? Poznawać nowych ludzi? Już nigdy nie zostawiać naszego psiaka samego w domu? Wyrzucić budzik?

Wtedy to wydawało się proste i w gruncie rzeczy było proste do zrealizowania, jednak kosztowało nas mnóstwo pracy i troszkę nerwów.

Kiedy mówię troszkę nerwów, mam na myśli balansowanie na granicy euforii i totalnej paniki.

Moim sposobem na realizację tego wszystkiego była lista i zajmowanie się jedną sprawą naraz. Próbując osiągnąć wszystko od razu, wiem że powaliłoby mnie uczucie totalnej paniki i bezsilności.

Zaczęliśmy od spraw najtrudniejszych – sprzedaży karawanów. Z jednym poszło łatwo, z drugim gorzej, ale udało się. Potem pozbyliśmy się aut. Pewnie że straciliśmy trochę pieniędzy na sprzedaży, jednak nasz budżet domowy nabrał wigoru kiedy zniknęły comiesięczne koszty utrzymania dwóch aut…

Ale zaraz, zaraz to wcale tak nie było.
Nie zaczęliśmy od spraw najtrudniejszych.
Zaczęliśmy od tej najlepszej … kupiliśmy kampera!
Tak!
We wrześniu 2017, w ostatni weekend moich wakacji pojechaliśmy ‚zobaczyć’ kampera w Devon. Nawet nie mieliśmy telefonu do właściciela i nie wiedzieliśmy czy będzie w domu. Pojechaliśmy na totalny żywioł. I przejechaliśmy przez tęczę, co potraktowaliśmy jako dobry znak.
Oczywiście nasze ‚oględziny’ skończyły się tym że kilka dni później Talbot został zaholowany do warsztatu… i dopiero po miesiącu dumnie stanął na naszym podjeździe.

Odtąd było łatwiej, bo przed domem stało Nasze Spełnione Marzenie i widok kampera dodawał nam energii.

O wyprowadzce słyszeliście już tyle i był z niej finalny vlog, więc nie będę się o niej rozpisywać. Powiem tylko, że się udało!

Jeśli chodzi o finanse, to rok niewydawania i oszczędzania pozwoliły nam odłożyć pieniądze na kilka miesięcy podróżowania, praktyka pokaże jak nam się uda te pieniądze rozciągnąć i czy uda się zarabiać będąc w drodze.

W pracy nikt nie podzielił naszego entuzjazmu na tyle aby dać nam bezpłatne urlopy, ale to akurat była łatwa decyzja. Oboje mamy doświadczenie w szukaniu i zmienianiu pracy, także damy radę. Żadna z naszych posad nie była warta aby poświęcić dla niej nasze marzenia.

Co do rodziny, to ta w UK przyjęła nasz pomysł spokojnie, a ta w Polsce już na nas czeka 😉 Podobnie nasi przyjaciele.

Także, tak pokrótce wygląda geneza i preludium podróży, którą w końcu rozpoczęliśmy!

Pierwszy dzień był tak emocjonujący i tak niezwykły, że musieliśmy uczcić to spotkaniem z Wami i wspólnym Live 😉

Nadal jestem oszołomiona i nie wierzę że udało nam się to wszystko osiągnąć. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. W momentach kiedy jedno traciło wiarę i zapał, drugie musiało nadrabiać 😉

A podróż zaczęła się jak w cytacie ‚szczęściem początkującego’ – ‚Każda podróż nieodmiennie zaczyna się szczęściem początkującego a kończy próbą zdobywcy’.

Nasze szczęście objawiło się noclegiem w urokliwym miejscu i przesympatyczną rozmową z Priscillą – ha! Mówiłam Wam na Live, że ktoś kto ma róże i malwy w ogródku musi być romantyczną, przyjazną duszą.

Bądźmy w kontakcie! Postaram się pisać jak najczęściej. A bieżące fotki możecie znaleźć na Instagramie. Wszystkie oznaczamy #kaziktv
Wy też tak oznaczajcie swoje, to z przyjemnością je obejrzę i zaserduszkuję.

Co tam pijecie kiedy czytacie tę moją grafomanię? Ja mam kawę- tiramisu. Gdybym była w domu powiedziałabym że mleko mi się zwarzyło… ale na Wyprawie to jest kawa-tiramisu 😀 😀 😀
Pa!


LINK DO MIEJSCÓWKI

3 komentarze

  1. Adrian M

    Jejkuu, bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Są wypełnione taką radością że szok 🙂 Bardzo się cieszę, że Wasze marzenie w końcu jest realizowane. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Hej Adrian,
      Oczywiście my też się bardzo cieszymy że oto podróżujemy sobie tak jak zawsze marzyliśmy 😉 Cieszę się że nie tylko oglądasz, ale i znajdujesz czas aby skomentować te nasze wpisy 😉 Pozdrawiamy serdecznie z Niemiec.
      Gruss aus Deutschland!

      Odpowiedz
      • Adrian M

        Dziękuję za pozdrowienia 🙂 Trochę późno zobaczyłem odpowiedź, i tetaz już są pozdrowienia z Polski 😀

        Odpowiedz

Dodaj komentarz