ŚWIĘTA W HISZPANII, ANTEQUERA I PARK EL TORCAL.

02/12/2020 W drodze do Antequera.

Mimo kiepskiej prognozy pogody, naszym następnym celem była górska okolica. Park Sierra Espuna, brzmiał jak dobre dla nas miejsce, ale plac dla kamperów w okolicy miasteczka Otana, okazał się kompletną porażką. To właśnie tam po raz pierwszy widzieliśmy na ulicach bezpańskie psy, które nocą ujadały i wyły… Zapytani sąsiedzi skwitowali to krótko: To jest Hiszpania. Plac był samoobsługowy, wieczorem pojawiał się pracownik który zbierał opłatę za postój i przypominał o której rano przyjedzie piekarz z pieczywem.

Odnieśliśmy wrażenie że bezpańskie psy to stały element wiejskiego krajobrazu Hiszpanii… Mieliśmy nadzieję, że nie będą nam towarzyszyć w okolicy naszego domku który wynajęliśmy na Święta… Jednak rozmowa z agentem, nie napawała optymizmem… Znowu usłyszeliśmy mantrę: To jest Hiszpania. Jednak nie uprzedzajmy faktów.

Postój w Huercal Overs, był po prostu bezpiecznym noclegiem, w miasteczku gdzie nic nie zachęcało aby pozostać tam na dłużej.

Powoli, acz konsekwentnie nadchodziły Święta, a my zbliżaliśmy się do Malagi… Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy że na trasie naszego kamperowego rejsu, czai się na nas burza. Bezpańskie psy był pierwszą czarną chmurą która zawisła nad nami.

Mieliśmy duże problemy aby znaleźć dobry, bezpłatny parking dla kampera, a większość kempingów miała pełne obłożenie. Zaiste dojeżdżaliśmy do jednego z najbardziej popularnych regionów, gdzie rzesze Anglików, Holendró i Niemców, spędzała nie tylko Święta ale i całą zimę.

Miejsce na Aire Milu Car w Torrox, musieliśmy rezerwować i przyjęto nas tylko na dwie noce. I tak mieliśmy szczęście. Stop był pięknie utrzymany i znajdował się na klifie, kilkaset metrów od plaży. Niestety wzdłuż niej przebiegała bardzo ruchliwa trasa. Tutaj też kręciły się dzikie psy, a przy plaży stały stare, rozwalające się przyczepy, zakotwiczone w morzu plastikowych krzeseł, stolików i strzępów przedsionków i wszelkiej maści daszków. Generalnie okolica nie była zbyt zachęcająca.

W tamtym czasie zaczęliśmy być źli na siebie, za brak planu wyprawy i rozeznania w terenie. Wszystko nie tak…

Uratował nas jeden komentarz o mieście Antequera, który znaleźliśmy w internecie. Oddalone jakieś 1,5 godz jazdy w góry, miasteczko miało być przyjazną oazą dla kamperów.

Spragnieni ciszy, przyrody, uciekając przed tłumami turystówm postanowiliśmy zaryzykować. Antequera przyjęła nas z otwartymi ramionami. Miasteczko położone pośród gór, oczarowało nas średniowieczną architekturą i wspaniałą twierdzą Alcazaba, górującą nad miastem.

Panowała tam atmosfera spokojnej, przyjaznej krzątaniny przed Świętami. Na drzewach zamiast lampek i bombek wisiały pomarańcze. Ceny w lokalach zapraszały nas do spędzania wieczorów na mieście i wtapiania się w tłum roześmianych i głośnych Hiszpanów. To był wspaniały czas. Po raz pierwszy od wielu miejsc czuliśmy się mile widziani.

Po tygodniu w miasteczku, postanowiliśmy odwiedzić pobliski Park Narodowy El Torcal, którego piękno ostatecznie przypieczętowało naszą miłość do Serca Andaluzji, jak nazywa się historyczne miasto Antequera.

Wspinając się po drodze prowadzącej do parkingu przy głównej atrakcji Parku, nasza chłodnica wyzionęła ducha… Jednak absolutnie nas to nie zraziło. Szybko zadzwoniliśmy do warsztatu w miasteczku, który miał nas przyjąć następnego ranka. Mimo dobrych chęci przez telefon, po wstępnych oględzinach warsztat odmówił nam pomocy. Na szczęście znaleźliśmy inny, gdzie w ciągu jednego dnia zamówiono i zamontowano nam nową chłodnicę. Bogatsi o kolejną przygodę i ubożsi o ponad 300 euro mogliśmy kontynuować naszą podróż.

3 komentarze

  1. Agnieszka Gajewska

    Wiesz Kasiu tak sobie pomyślałam po przeczytaniu tego wpisu że już niedługo coraz trudniej będzie znaleźć taką oazę spokoju gdzie będzie można posłuchać odgłosów natury i odpocząć zdala od cywilizacji. Dziękuję Bogu za to że żyję w czasach kiedy można jeszcze tego doświadczyć, zaszyć się gdzieś pośrodku niczego i stopić się z przyrodą.

    Odpowiedz
  2. Megatron

    Pamiętam te filmiki piękne ulice z pomarańczami na drzewkach i cudowny klimat tamtejszej społeczności. No i nie obeszło sie bez problemów z chłodnica ale jak zawsze wszystko dobrze sie skończyło! 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *