Spotkanie z Elvisem i inne niespodzianki w Kent.

Opuściliśmy Wiltshire w fantastycznych nastrojach, pełni wiary w naszą epicką Wyprawę.
Podziwialiśmy krajobrazy, tak inne od tych Kornwalijskich. Zamiast pastwisk wypełnionych owcami, łany zboża po horyzont. Czuliśmy się jak w Polsce.

Niewiele podróżowaliśmy po Wielkiej Brytanii i zarówno Wiltshire jak i Kent okazały się miłymi niespodziankami. Musieliśmy przyznać że i poza Kornwalią można znależć przepiękne wioski. Senne, ukołysane rytmem falujących zbóż, ukwiecone malwami i różami. Wydawało się że trafiliśmy do krainy gdzie ludzie, lub raczej skrzaty nie zajmują się niczym innym niż czesaniem żdzbeł trawy i poprawianiem trzciny tradycyjnych strzech.
Każde obejście wyglądało jak obrazek z kalendarza lub puszki na herbatniki.

Ale zejdżmy na ziemię, a raczej zjedzmy na autostradę.

Każda wyprawa do Polski łączy się z przeprawą przez Kanał La Manche. Tak nazywają go Francuzi, dla Brytyjczyków to English Channel. Jak zwał, tak zwał… istotną kwestią jest to że każda wyprawa na Kontynent czy to promem czy tunelem dla nas wiąże się z objechaniem Strasznego Londynu i Strasznej Obwodnicy M25. M25 dość ciasno trzyma mieścisko w ryzach, miewa chyba ze 6 pasów ale i tak bywa strasznie zakorkowana… Można wtedy podziwiać luksusowe auta mieszkańców stolicy…

Pełno tam zjazdów i rozjazdów i naprawdę trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Ja nie miałam bo akurat pisałam dla Was posta… myślami byłam zupełnie gdzie indziej. I nagle Marek przypomniał mi ze nadal jesteśmy na M25 pytając: Jest znak na Heathrow (Straszne Lotnisko)… Zjeżdzać?

Pytał mnie, bo zawsze mimo nawigacji do wyznaczania trasy i komórki z mapami online dla śledzenia korków, ja dla pewności śledzę jeszcze papierową mapę…
Nie odrywając się od zakończenia myśli w moim poście, lekkomyślnie odparłam: tak, zawsze kierujemy się na Hethrow i na pewno jeszcze daleko na lotnisko. Hmmm w tym momencie zemścił się na mnie mój jakże sławny już brak poczucia upływu czasu. To był ostatni zjazd na Hethrow i ta pomyłka kosztowała nas godzinę stania w korkach w bezlitosnym upale. Kierowanie się znakami na Heathrow jest dobrym patentem w drodze POWROTNEJ… bo pozwala nam pozostac na trasie do Kornwalii.

Ale było, minęło… obyło się bez popełnienia przestępstwa.

Przeprawa przez M25 nigdy nie jest łatwa, ale miała jedną zaletę.

Tym bardziej oszołomiło nas piękno hrabstwa Kent, kiedy w końcu zjechaliśy z autostrady i w zaledwie kilka minut znależliśmy się na wąskiej, zagubionej pośród pól i lasów drodze.

Chyba nie wspominałam Wam że nasza wyprawa i kamperowanie ‚na dziko’ wcale nie jest takie dzikie. Marek starannie wybiera dla nas miejsca na nocleg, polecone przez innych podróżujących w podobny sposób.

Tym razem naszym miejscem docelowym był pub Czerwony Lew, oddalony zaledwie 30 min jazdy od terminala Eurotunelu – tak wiem, mój mąż jest GENIALNY!
Właściciele rzeczonego pubu, także pozwalają Kamperowym na nocleg na swoim parkingu, tym razem za symboliczne 5 które i tak jest niemal gratisową porównując do cen lokalnych kempingów.

Kiedy dotarliśmy na miejsce przywitał nas jakiś sterany robotnik, który przeprosił za dość zastawiony parking, bo oto pod pubem szalała budowa. Pełno tam było worków z cementem, drewna i żwiru ale o ile mogliśmy sobie tam legalnie spać, w ogóle nam to nie przeszkadzało.

Zmęczony i zgrzany Pan okazał nam wiele przyjazni i troski i wskazał pole gdzie mogliśm prowadzić Dyzia. Troska o nas od razu zwróciła moją uwagę i pomyślałam że Robotnik musiał być w dobrej komitywie z właścicielami pubu, skoro tak zajmował się ich gośćmi mimo upału i zmęczenia.

Kilka godzin póżniej spotkaliśmy naszego Robotnika w pubie, już w wersji wieczorowej tym razem zabawiającego i obsługującego SWOICH gości w SWOIM pubie 😉
No ale tak to jest jak ma się swój biznes, czego ja na razie wystrzegam się jak ognia.

Byliśmy troszkę bezczelni, bo w pubie mającym iście stolicowe ceny, zamówiliśmy po skromnym drinku i rozłożyliśmy się z naszymi sprzętami które jak tlenu potrzebują wifi aby projekt KazikTV zdrowo rósł w siłę! Och pachniały tam frytki i nie było łatwo, ale daliśmy radę i zjedliśmy nie mniej apetyczny obiad w kamperku. Fotkę wrzuciliśmy na insta od razu, tego samego dnia.

Żródło: Instagram @kaziktv

Oporzązając nasze kazikowe gospodarstwo zauważyliśmy że oto w rogu, tuż za barem stroi się jakiś artysta… wow! Będzie muzyka na żywo wspaniale!

Tutaj należą się słowa uznania dla Artysty który był gotowy do show na dwie godziny przed jego rozpoczęciem. Jak żyję nie widziałam czegoś podobnego! Jesteśmy przyzwyczajeni do występów lokalnych grup i solistów, które nigdy nie rozpoczynają się o czasie a artyści w panice wpadają do lokali przynajmniej pół godziny spóżnieni, jeszcze nie ochłonąwszy po porzednim występie.

Pomyślałam oooo mamy tutaj profesjonalistę.

I tak było kochani. Kiedy Artysta zawieszał duży plakat Elvisa, kątem oka dostrzegłam pekaesy, których nie powstydziłby się Kiler i wiedziałam że to będzie dobry wieczór.

Kiedy wróciliśmy na wieczorny występ, Elvis już przejął lokal. Prawdopodobnie to był Jego pierwszy występ w średniowiecznej gospodzie której sufitu niemal dotykał czubek Jego głowy. Elvis miał wszystko, pekaesy, wysadzany ćwiekami czarny strój, dzwony i kowbojki! Poświęcenie, dbałość o najmniejszy szczegół, fryzura i nonszalancja także były prawdziwe.

Tuż obok niego na krawędziach krzeseł przycupnęły dwie podekscytowane groupies, które mogły pamiętać Elvisa, zanim zaczął koncertować w Kent. Na szyjach miały wieńce z kwiatów. Pomyślałam: wow, mają komitywę z Królem Rock n Rolla!

Występ był fantastyczny i zapewne to było moje najbliższe spotkanie z Elvisem którego charyzmy być może nigdy już nie doświadczę. Nasz Elvis wiedział jak stopić niewieście serca. Wiele piosenek śpiewał rzucając iście Elvisowskie spojrzenia swojej żonie dzielnie obsługującej sprzęt nagłaśniający a w pewnym momencie jedną z piosenek wykonała Mama Elvisa, siedząca tuż przy kawałku podłogi służącym tego dnia za scenę.

Każdy utwór miał swoją anegdotę i choreografię i fiu fiu… jeśli to była osoba zainspirowana Królem i jego charyzmą, to nie dziwię się kobietom które mdlały z wrażenia widząc Elvisa w Stanach.

Oczywiście to była świetna okazja na foto na insta i powiedziałam do Marka: po występie poproszę o wspólną fotografię … Jednakże nie zasypując gruszek w popiele stanęłam przed ‚sceną’ mając Elvisa w tle… może na wypadek gdyby jednak się nie zgodził? A Marek zaczął robić mi zdjęcie swoim telefonem. Trwało to kilka chwil, bo coś tam się zawiesiło, ale czekałam i dzielnie uśmiechałam się do Was czekając na znak że moment został uwieczniony.

Żródło: Instagram @kaziktv

Możecie wyobrazić sobie jak się czułam, kiedy nagle Marek znacząco na mnie spojrzał wskazując wzrokiem na Elvisa, który nie przerywając występu stał tuż za mną i delikatnie zawieszał mi na szyji niebieski wieniec!
Ha!
Podobnie jak z Priscillą w Wiltshire, rzeczywistość przerosła moje nadzieje 😉

Nasz Elvis zachował się jak prawdziwy Król i mało tego… czekał aż telefon Marka okaże nieco posłuszeństwa i w końcu wykona to o co się go prosi 😉

Nie zostaliśmy do końca, bo rano czekała nas pobudka o 5 rano i nie miałam okazji podziękować Elvisowi osobiście, ale namierzę go na social media i wyśle mu naszą wspólną fotkę.

Tego wieczora w Strefie Księżniczki nadal słyszałam Elvisa, który zawitał do Kent i mimo póżnej pory nadal śpiewał dla swoich fanek…
W ten jeszcze czerwcowy, ciepły wieczór zasypiałam przy otwartym oknie i myślałam jak w gruncie rzeczy niewiele trzeba aby stopić niewieście serce i nie ma tu nic do rzeczy wygląd, wiek ani stan portfela i jak rzadko dziś spotyka się Elvisów, Orłów, Sokołów, Herosów…którzy mimo tego co dzisiejsze kobiety mówią i co podsuwają nam media, wiedzą jak sprawić abyśmy poczuły się jak ta nastolatka wiele lat temu, która wierzyła że to właśnie dla niej śpiewał Elvis.
Ostatnim utworem jaki pamiętam było ‚You are always on my mind’.


LINK DO MIEJSCÓWKI

2 komentarze

  1. Aga

    Kasiu Twoje opowieści są niesamowite, wystarczy że przymkne oczy i już jestem tam z Tobą. Jak Ty odnajdujesz te niesamowite miejsca i ludzi? A może to one odnajdują Ciebie ♥️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz