Ruciane Nida i piękne spotkania!

Cześć Kazie i Kaziczki,

Mazury cud natury, śladami Pana Samochodzika itp… więc skąd Straszne Ruciane?

Wyobrażcie sobie małą miejscowość, właściwie pierwszy większy ośrodek turystyczny na Mazurach przy trasie z Warszawy… pierwsze jezioro i pierwsza śluza przez którą można sie dostać na pozostałe Wielkie Jeziora połączone ze sobą… Początek i koniec rejsów. Jezioro z którego wypływa rzeka, wyrozumiała dla kajakarzy- amatorów…

Unc-unc-unc-unc- KAJAKI DO WYNAJĘCIA, SPŁYW KRUTYNIĄ, ZIMMER FREI, Unc-unc-unc-unc, SMAŻALNIA RYB, RYBY WĘDZONE, HAMBURGERY, TOALETA 3 ZŁ, Unc-unc-unc-unc, REJSY STATKIEM WYCIECZKOWYM, PARKING PŁATNY… Unc-unc-unc-unc… Jesteś szalona, a ja jestem chłop z Mazur, sia-la-la-la-la, jak się bawicie? kochamy Was!, zagramy Wam festyna… Unc-unc-unc-unc… Mam passata, dał mi tata, więc jestem dziś Rycerzem Prostej, Yeahhh Bejbe! Let’s Go!!! RYBA WĘDZONA, RYBA SMAŻONA, RYBA MROŻONA, KARAOKE!!!!! KUCHNIA GRUZIŃSKA, BAŁKAŃSKA, WŁOSKA, PIEEEEEEROGI!!!
Unc…
unc…
unc…

Ale nie skupiajmy się na szczegółach. Co nas sprowadziło do tego mazurskiego Las Vegas jednej ulicy? Nasze przyjaciółki: Elwira i Małgosia. Dla Marka dwie Elwiry albo dwie Małgosie 😉 Dziewczyny są bliżniaczkami.

Jak je opisać w kilku słowach? Hmmm czasami mówię na nie: Torpedy. Ja im tam w dowody nie zaglądam, ale nie sposób je nazywać paniami, to są dziewczyny. Razem pracują i wypoczywają i akurat tego tygodnia wraz z przyjaciółmi odbywały rejs po mazurskich jeziorach. Dziewczyny są specjalistkami w dziedzinie logopedii i neurologopedii, a że praca w szkołach, centrach medycznych i wykładanie na wyższych uczelniach od kilku lat przestało im wystarczać, założyły swoją fundację ‚ Pomoc w Komunikowaniu się’. Właśnie tym się zajmują, pomagają osobom które mają trudności z komunikacją, czy to wyniku różnic rozwojowych, udarów czy wypadków. Dziewczyny są niesamowite. To dwa wulkany pozytywnej energii. Można z nimi konie kraść.
Są dla mnie prawdziwą inspiracją.

Przede wszystkim są to kobiety o ogromnym sercu. Potem to mega pracowite społeczniczki, które nie szczędzą energii i czasu aby pomagać. To profesjonalistki, gotowe bronić swoich przekonań, które cały czas się uczą, poszukują i formułują nowe metody rehabilitacji 😉 Czasami mam zaszczyt tłumaczyć ich prace naukowe i wystąpienia na kongresy i konferencje logopedów, dzięki czemu uczę się o ich dziedzinie i coraz bardziej się nią interesuję 😉 Żeby dopełnić Wam obraz Dziewczyn, dodam, że te wyjazdy finansują z własnej kieszeni, bo jakoś żadna z instytucji z którym są związane, nie garnie się do tego, aby je tam wysyłać i za to płacić [; Ech Polska.
Jestem pewna, że ze swoją wiedzą, doświadczeniem i wyjątkowym podejściem w każdym innym kraju, na zachód od Polski, dziś kierowałyby ośrodkiem naukowo-rehabilitacyjnym, zmieniając życię tysięcy dzieci i dorosłych.

Koniecznie zajrzyjcie na fanpage ich fundacji jeśli chcecie wiedzieć więcej.

Siostry żyją i pracują bardzo intensywnie, więc latem wypoczywają na jeziorach, a zimą jeżdzą na nartach 😉 Już raz odwiedziły nas w tym roku w kamperze w Olsztynie, ale wszystkim było mało, więc umówiliśmy się, że w miarę możliwości one dopłyną a my dojedziemy na spotkanie na Mazurach. I właśnie taka okazja była w okolicy Rucianego.

Powoli traciliśmy już nadzieję na spotkanie, kiedy wieczorową porą Małgosia przysłała nam adres. To był prawdziwy fart że udało im się dopłynąć do małej miejscowości do której my mogliśmy dojechać.

Szczególnie Małgosi zależało na tym abyśmy wsiedli na jacht, najlepiej pożeglowali, zasiedli przy ognisku, poznali załogę i zjedli kolację z kociołka. Było już bardzo póżno kiedy się spotkaliśmy, a cała załoga była wykończona po przeprawie przez Jezioro Śniardwy. Na małym jachcie, którego wnętrze oferowało nieco tylko większą przestrzeń niż nasz kamper, uwijało się siedem osób… Kilka osób na zewnątrz kroiło na mikroskopijnym stoliku składniki do kociołka, ktoś szukał kapusty, ktoś robił wszystkim herbatę, ktoś pytał gdzie jest cytryna… wszyscy byli zmęczeni i głodni a my mówiąc wprost, byliśmy kolejnym wyzwaniem. Jednak nowopoznani towarzysze ani przez chwilę nie dali nam tego odczuć. Zaproszono nas do kabiny, gdzie zajęliśmy bardzo cenną przestrzeń i dwa kubki [;

Nigdy nie byłam na takim rejsie, ale słyszałam że to bardzo aktywny wypoczynek. Cała załoga była naprawdę zmęczone i kiszki grały im marsza. Kiedy usiedliśmy przy ognisku a żeliwny kociołek został ostrożnie umieszczony na żarze, przypomniało mi się, że przecież mamy ze sobą śliwki w czekoladzie od Ani. Z triumfalną miną wyciągnęliśmy je z plecaka, a wygłodniałe wilki jeziorne wychwalały je pod niebiosa. Te śliwki to była nasza karta przetragowa 😀

Załoga na jachcie, plus ja na przyczepkę!

Każdy z utęsknieniem spoglądał na kociołek nie mogąc się doczekać jego otwarcia. Kociołek przywiozła ze sobą Helena, Pani Kapitan. Genialny wynalazek na grupowe wypady 😉

Po kolacji, ktoś przyniósł gitarę, jednak nikt nie miał siły aby na niej zagrać 😉 Jednak zaczęły się opowieści… Jakoś tak od słowa do słowa, rozmowa skupiła się na podróżach, marzeniach i na nas i naszym kamperze. Przy ognisku siedzieli przyjaciele Elwiry i Małgosi, podobnie jak one, ludzie z pasją i ciekawymi zainteresowaniami. Tym bardziej było nam trochę głupio ale i bardzo miło kiedy wszyscy chcieli słuchać o naszym kamperowaniu.

To my tego wieczora zagasiliśmy ognisko i poszliśmy w ciemną noc, pod górkę na której stał nasz kamper. Miejsce na nocleg mieliśmy wymarzone. Zatrzymaliśmy się przy piaszczystej drodze pomiędzy lasem a jeziorem. Na małe sioło składało się kilka domów, w tym leśniczówka na rozstajach, skąd do jeziora pokierował nas życzliwy leśniczy, początkowo pytając nas: What do you need? 😉

Natępnego ranka ekipa Dagome przyszła do nas na poranną kawę. Dziewczyny dziarsko wsiadły do kampera – w sumie 6! A brat Pani Kapitan, wolał postać z nami na zewnątrz w te upalny poranek. Dziewczyny były zachwycone kamperem, jednak i je z czasem pogoda wygoniła na zewnątrz. Potem były sesje z kamperem i pożegnanie.

Załoga Dagome na kawce w kamperze.

To było bardzo miłe spotkanie i kto wie może jeszcze kiedyś nasze szlaki asfaltowe i jeziorne się spotkają. Większość załogi dodała nas na FB i dopiero teraz powoli odkrywamy z kim siedzieliśmy przy ognisku i kto u nas był na kawie 😉

Dopiero po kilku dniach dowiedzieliśmy się że Oksana Dąbrowska, która była bardzo zaciekawiona naszym stylem życia, prowadzi fundację charytatywną Dobra Wioska, która wspiera dzieci potrzebujące rehabilitacji. Oksana jest wielką ambasadorką delifinoterapii ale przede wszystkim jest przemiłą kobietą!

Tego dnia dzieczyny ruszyły na dalszy podbój jezior a my pojechaliśmy na pole biwakowe nad jeziorem Mokre. Miejcówkę wynalazł Marek, rzecz jasna.

Po ruciańskiej traumie, jezioro Mokre było jak objawienie.

Jechało się do niego przez las … z 10 minut od najbliższej wsi. To było pole biwakowe a nie kempingowe [; Z atrakcji było jezioro, las, Czytelnia, dwa pomosty i śmietnik.

Sprawdzamy czy jezioro Mokre jest mokre.

Miejscówka w środku niczego. Idealna cisza. Oprócz nas tylko dwie przyczepy kempingowe i jedna para pod namiotem. Byliśmy zachwyceni. Nie myślałam, że na Mazurach można jeszcze znależć takie miejsca.

Jadąc tam zakładaliśmy że zostaniemy tam na jedną noc, jednak było nam tam tak dobrze, że następnego dnia ruszyliśmy po prowiant i zostaliśmy na dłużej, chyba na tydzień 😀

Drugiego dnia państwo którzy biwakowali w przyczepie na polanie, na skraju pola przyszli się pożegnać, więc ja nie czekając aż ktoś zajmie to jakże ustronne miejsce, przygotowałam kampera do odjazdu w trybie ekspres i przenieśliśmy się na piękną polanę z własnym pomostem!
Ach!

Wschód słońca nad jeziorem.

Jednak niedługo cieszyliśmy się odosobnieniem. Następnego dnia, na polanę przysszedł chłopak w naszym wieku i bardzo uprzejmie zapytał czy może rozbić swój namiot nieopodal naszego kampera. Zapowiedział że ‚nie będzie puszczał muzyczki’ i że przyjechał odpocząć w ciszy. I tak oto zyskaliśmy sąsiada. Początkowo trochę się dziwiłam dlaczego mając do dyspozycji tyle miejsca tak wybrał nasze dość bliskie sąsiedztwo… dopiero póżniej Grzegorz opowiedział nam że przyjeżdza tu od lat, kto wie może w dzieciństwie jego rodzice rozbijali się właśnie w tym punkcie?
Dość szybko okazało się, że nasz sąsiad mimo pierwszych zapewnień o poszukiwaniu wyciszenia, lubił sobie pogadać [; Opowiedział nam o najbliższych sklepach i zabrał nas do zródła skąd czerpał sobie wodę do picia. Okazał nam wiele życzliwości.
Rzeczywiście nie hałasował i właściwie niewiele czasu spędzał w swoim małym obozie.
Czasami wpadał do nas na pogawędkę i fajnie było z nim pogadać, bo szybko poczuliśmy się jak prawdziwi sąsiedzi.

Grzegorz okazał się kluczowy w czasie operacji odbierania Mr Disnikskiego z Rucianego. Ten tydzień obfitował w spotkania.
Pisząc do Dominika nie spodziewałam się, że przyjedzie szukać nas w tej głuszy. Jednak Dominik przyjechał, a łatwo nie miał [; Połączenia PKS na Mazurach to jak sala luster, nic nie jest takie jakie się wydaje. Autobusy jeżdzą bardzo naokoło i nie ma bezpośrednich połączeń między sąsiadującymi miejscowościami. Na przykład aby dojechać do naszego pola, oddalonego jakies 14km od Rucianego, Dominik musiałby jechać do odległych Mikołajek … Tym bardziej ucieszyliśmy się że Mr Disnikski się do nas wybiera, właściwie nie a bardzo wiedząc jak do nas dojechać. Koniec końców trasa urywała się w Rucianem i to właśnie tam pojechaliśmy Go odebrać. To był piątek i Grzegorz mówił, że zapewne na polu pojawi się dużo nowych osób. W czasie kiedy byliśmy w Rucianem, nasz sąsiad dzielnie pilnował nam naszego miejsca 😉

Dominika nie znaliśmy byt dobrze przed spotkaniem, ale szybko złapaliśmy kontakt. Wieczorem zrobiliśmy grilla i ognisko i długo rozmawialiśmy. Zaczęlismy przy ogniu, a skończyliśmy w kamperze.

Miał być grill, więc będzie! Grillujemy z Dominikiem, Mr Disnikskim, mimo deszczu 😉

Dominik wykazał się zaangażowaniem i niemałym poświęceniem decydując się na te odwiedziny. To był pełen spontan, także Dominik jest stuprocentowym Kazikiem 😉 Nasza lokalizacja znaczyła że musiał u nas przenocować i nie było z tym najmniejszego problemu. Ba! Dominik spał w Strefie Księżniczki! I tak oto został Księżniczkiem 😉

Dzień wcześniej wrócił z Warszawy i naprawdę nie sądziłam, że będzie miał ochotę na kolejną podróż. Jednak Mr Disnikski stwierdził że na YT śledzi tylko dwa kanały i że twórcę pierwszego z nich już poznał, więc teraz kolej na nas 😉 Widać było, że ma z tego niezła frajdę! Jakby nie patrzył poznał swoich wszystkich ulubionych Twórców 😀

Podobnie jak Z Darylem, to było bardzo krótkie spotkanie. Następnego ranka odwiezliśmy Dominika do Rucianego gdzie miał odjechać od nas pociągiem. Dworzec PKP w Rucianem wygląda jak z Silent Hill, a właściwie to nie wygląda, bo od dawna nie pełni swej funkcji. Ponoć układane są nowe tory i pociągi tam nie kursują. Za to jeżdzą busy. Tego wszystkiego dowiedzieliśmy się ze szczątków informacji pozyskanych w kiosku, mikro ogłoszenia na dawno opuszczonym peronie i od współpasażerów.

Żeby było śmieszniej, kiedy autokar w końcu podjechał, jakiś pan mówił nam: Pan pojedzie busem którym tutaj przyjedzie moja żona… OK, myślimy, coś podjechało ale i my i oczekujący mąż myśleliśmy że to nie bus Dominika bo miał tabliczkę z innym kierunkiem [; Jednak nagle szast prast, z busa wysiada żona, kierowca błyskawicznie zamyka drzwi i zbiera się do odjazdu a my machamy i go zatrzymujemy… Ha! Dobrze mi się rozmawiało z Dominikiem i o mały włos mielibyśmy o wiele więcej czasu na kontynuowanie naszej pogawędki.

10 komentarzy

  1. Adrian M

    Haha ale przygody 🙂 Cały czas żałuję, że nie mogłem do was dojechać.. Oby to się wkrótce zmieniło.

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      I Wasza bohaterska postawa abyśmy mogli się spotkać 😉 Podobny kociołek widziałam w Brześciu Kujawskim… podpierał drzwi lol Pozdrawiamy serdecznie i czekamy na kolejne wspólne przygody!

      Odpowiedz
  2. Aga Gaj

    Dominik super że Ci się udało. Takie spotkanie z przygodami najbardziej zapada w pamięć. A jaka satysfakcja. Dzięki Twojej brawurowej podróży i my mielismy okazje Cię poznać. Jestes przesympatycznym młodym człowiekiem 🙂

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Mieliśmy wielkie szczęście że Dominik się do nas wybrał. Swoją drogą nie miałam żadnych wątpliwości, że Dominik może przyjechać do nas w środek niczego i zostać z nami w kamperze na noc 😀 Dość hardkorowy styl dla obu stron, ale cóż Kaziki rządzą się swoimi zasadami 😉

      Odpowiedz
  3. Mr.Disnikski

    Też się mega cieszę że mi udało się dostać do Kazików 😀 a to było nie lada wyzwanie 😀 Przed wyjściem zagadałem się troszkę z babcią i przez to wyszedłem troszkę za późno z domu 😀 Pozostało mi jakieś 5-6 minut do autobusu a przystanek autobusowy oddalony o 1 kilometr 😀 Autobus był tylko ten i musiałem na niego zdążyć w przeciwnym razie musiałbym czekać na inny, dużo dużo później i u kazików byłbym dopiero wieczorem 😀 Więc moim celem było jak najszybciej dobiec na przystanek 😀 Oczywiście byłem tak sprytny że zamiast butów założyłem klapki 😀 Takk dobrze czytacie, klapki w połączeniu z bieganiem. To był bardzo zły pomysł 😀 Po drodze rozwaliły mi się parę razy i musiałem je poprawiać 😀 Gdy byłem już na ostatniej prostej i wyszedłem zza zakrętu klapki ponownie się rozwaliły a z daleka ujrzałem jak ucieka mi autobus. Nie miałem wyjścia. Klapki w dłoń i szybki bieg na bosaka do uciekającego już autobusu I wymachiwanie do kierowcy aby się zatrzymał. Serce waliło jak szalone 😀 Nie zważając na szkła i kamienie musiałem przebiec jeszcze ponad 100 metrów aby dogonić autobus 😀 Na szczęście kierowca mnie zauważył i się zatrzymał. Minute dłużej i już bym nie zdążył na ten autobus 😀 Reszta podróży minęła spokojnie i bez większych problemów 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz