Przedstawiamy nasz motorhome – pierwszy krok w kierunku wyprawy…

Cześć Kazie i Kaziczki,

Pewnie chcecie wiedzieć jak to było z tym naszym domkiem na kółkach i skąd się u nas wziął? Nie jest tajemnicą, że taki pojazd marzył nam się od kilku lat a od jakiegoś roku zaczęliśmy konkretnie szukać naszego Kazikobusa a raczej Kazikowozu 😉  W zeszłym roku o tej porze Marek przeglądał dziesiątki ogłoszeń takich aut na sprzedaż. Czytał, porównywał, wyszukiwał… Więkoszość z nich była albo poza naszym zasięgiem albo bardzo, bardzo daleko, skąd już nie widać Bodmin Moor. Potem zaczęliśmy oglądać takie auta w komisach… Ta myśl i marzenie krążyły nam po głowie już od dawna … I kiedy we wrześniu pojawiło się takie auto w relatywnie bliskiej okolicy, musieliśmy jechać je ‚zobaczyć’. Kiedy ostatnio jechaliśmy gdzieś aby coś lub kogoś  ‚zobaczyć,’ wróciliśmy do domu z pewnym czarnym psem! A mieliśmy go tylko zobaczyć 😉

Auto było wystawione na aukcję, która miała się skończyć za dwa dni. Wyglądało nieźle, ale chcieliśmy je obejrzeć osobiście, bo to nie para skarpetek a dość duży wydatek!

Właściciel napisał: Auto stoi u mnie przed domem. Każdy może przyjechać je obejrzeć.

Podał adres, ale nie podał numeru telefonu. Pojechaliśmy w ciemno, mając nadzieję że ktoś będzie w domu.

Jadąc na oględziny, przejechaliśmy przez tęczę, co wzięliśmy za dobry znak. To było dokładnie 15 września. Opublikowaliśmy tę tęczę na naszej stronie na FB, tak się nią cieszyliśmy.

I podobnie jak z Dyziem, podjęliśmy decyzję dość szybko, kierując się głównie intuicją i tym, że wchodząc do środka vana, poczuliśmy się jak w domu.

Właściciel spędził z nami sporo czasu i opowiedzieliśmy Mu o naszych marzeniach o wyprawie. A On nam opowiedział o swoich, tych samych i dlaczego nie mógł ich zrealizować. Ta pogawędka po raz kolejny potwierdziła, że życie jest za krótkie aby cokolwiek odkładać na później.

Dobiliśmy targu, a cena była na naszą kieszeń. To auto na aukcji zostałoby sprzedane za wiele więcej, ale właściciel stwierdził, że woli sprzedać je nam, niż komuś kto je szybko odsprzeda aby na nim zarobić 😉 Mimo, że auto wymagało pracy.

Kilka dni później auto było już w Liskeard, ale nie pod naszym domem, tylko w warsztacie. Z dnia na dzień mechanicy weryfikowali słuszność naszej decyzji. Tylko kilka osób wiedziało, o naszym szalonym zakupie. Tylko Ci najbardziej zaufani i pozytywnie nastawieni, wiedzieli na co się zdobyliśmy. Cierpliwie czekaliśmy i mieliśmy nadzieję, że nasze autko zostanie przywrócone do życia. Tydzień temu już traciliśmy nadzieję i wtedy najbliższa rodzina i przyjaciele podtrzymali nas na duchu 😉

W piątek rano, 3 listopada, pojechaliśmy odwiedzić nasz Kazikowóz i spytać o postępy. Powiedziano nam, że możemy go zabrać! Więc wszyscy ruszyliśmy do Looe… aby nakręcić pierwszy filmik z naszego Domku na Kółkach.

Marek dzielnie  po raz pierwszy poprowadził nasz Domek i to po jakich drogach! Było trochę nerwów, ale ten dzień na pewno wyryje się w naszej pamięci.

Dziękuję wszystkim którzy wierzyli w to że się uda!

To dopiero początek przygotowań do wyprawy. Przed nami jeszcze ogrom pracy.

Ale teraz codziennie będziemy mogli patrzeć na nasz wehikuł i przypominać sobie dokąd zmierzają nasze wysiłki.

 

 

 

Dodaj komentarz