Praca w Anglii, mieszkanie w kamperze, na campingu #2

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Poszukiwania sezonowej pracy na lato 2019 rozpoczęliśmy w listopadzie. Naszym celem była posada dla Park Wardens Couple. Jak przetłumaczyć park wardens na język polski? Park Warden to pracownik kempingu, człowiek – orkiestra. Większość właścicieli kempingów szuka par które zajmą się zadaniami wymagającymi zarówno kobiecej jak i męskiej ręki, odwołując się do tradycyjnych, stereotypowych wzorców. To ciekawa praca, która w zależności od profilu kempingu wymaga osób które łączą w sobie talenty:

  • sprzątaczki
  • ogrodnika
  • złotej rączki
  • recepcjonistki
  • barmana / kelnerki
  • ochroniarza
  • budowlańca
  • stolarza
  • sprzedawczyni

Pracodawcy już w listopadzie publikowali ogłoszenia, jednak w większości przypadków, rozmowy kwalifikacyjne miały odbywać się w styczniu, lutym a nawet marcu, a pracę, w zależności od regionu i pogody, mielibyśmy rozpoczynać w kwietniu, a nawet w maju. Z tego szalonego zrywu spamowania turystycznego świata naszymi CV, wyłoniły się 3 zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne.

Pierwsza w sąsiedzkim Devon, jednak właściciele zastrzegali że nie będziemy mieli wspólnych dni wolnych i nie są przekonani czy zatrudnienie pary to dobry pomysł. Próbowałam ich przekonać, że dla nas to nie problem. Jednak oni akurat wyjeżdżali na urlop i mogli spotkać się z nami dopiero za dwa tygodnie.

W międzyczasie zaproszono nas do Walii. Właściciele byli bardzo mili, Park znośny, jednak lista obowiązków zdawała się nie mieć końca: sprzątanie, praca na recepcji, w barze, w ogrodzie, ustawianie przyczep, przypominanie klientom o  przestrzeganiu ciszy nocnej. W zamian mielibyśmy dostawać co miesiąc stałą pensję, obliczoną na podstawie średniej ilości godzin w niskim i wysokim sezonie. Oczywiście zgadzaliśmy się nawet na takie warunki i braliśmy wszystko za dobrą monetę…

Jednak mieliśmy wątpliwości.

Kryty basen będący dumą właścicieli, nie zrobił na nas większego wrażenia.

Mimo poważnych inwestycji w budynki i udogodnienia, sam Park był nadal pustym, bezdrzewnym placem, z ruchliwą drogą tuż za jego żywopłotem.

Wierzyliśmy że zrobiliśmy dobre wrażenie i byliśmy dobrej myśli, mimo że sam Park niezbyt nam się podobał.

 

Przy okazji tej rozmowy o pracę, odwiedziliśmy Agę i to właśnie w trakcie obiadu z jej rodziną otrzymaliśmy email z odmową z naszego bezdrzewnego Parku. Byliśmy trochę rozczarowani, ale wiedzieliśmy że to dopiero początek poszukiwań… Kilkanaście minut później otrzymaliśmy zaproszenie do kolejnego Parku, tym razem w Devon i to następnego dnia! Aga jest świadkiem, że tak właśnie było!

Niestety nie mogliśmy dłużej zostać u Agi. Mogliśmy przełożyć rozmowę w Devon, jednak tego  konkretnego dnia mieliśmy ostatnią szansę aby poznać parę z którą mieliśmy współpracować, zanim wyjedzie na zasłużony urlop. Popędziliśmy na interview niezbyt przygotowani, ‚zmęczeni’ pod wieloma względami, zwłaszcza po wielogodzinnych rozmowach niemalże do świtu z Agą na naszej kamperowej imprezie, na której polało się wino z Terres Secretes, kupione na winnicy we Francji. Pamiętam że kiedy właśnie kończyłyśmy butelkę Aga powiedziała, że w zasadzie nie pije alkoholu 😀

Rozmowa kwalifikacyjna w parku nie poszła nam zbyt dobrze, jednak managerka Kate oprowadziła nas po ogromnym obiekcie (park rozrywki, restauracja i kamping) i mówiła że będziemy robić to i to, jakby chciała nas przyjąć i pod koniec byliśmy dobrej myśli. Zwłaszcza kiedy po części oficjalnej mogliśmy porozmawiać z parą która właśnie przepracowała tam już dwa sezony i mieszkała w Parku. Kate po prostu nas zaprowadziła do ich kampera i zostawiła u nich abyśmy mogli spokojnie porozmawiać i bez skrępowania zadawać pytania.

Znaleźliśmy się w przytulnym wnętrzu nowego, amerykańskiego kampera jak z katalogu. Po długim marszu po kempingu na klifie, niemal rozpłynęliśmy się na wygodnych skórzanych sofach, popijając herbatkę i słuchając opowieści o rzeczywistości pracy jako campsite warden. W wysokim sezonie trzeba ciężko pracować, ale praca daje wiele satysfakcji, można spokojnie odłożyć jedną pensję miesięcznie a po sezonie ma się 3-4 miesiące wolnego. Nasi gospodarze byli bardzo zadowoleni i szczerze opowiadali o swoim życiu na kempingu, zarówno o jasnych i ciemniejszych stronach. To spotkanie utwierdziło nas w przekonaniu, że chcemy spróbować takiego życia. Jednak czy Kate da nam szansę? Obecni Wardens stwierdzili, że skoro doszliśmy aż do etapu herbatki u nich, to właściwie już nas przyjęto.

Jednak kilka dni później otrzymaliśmy e-maila z odmową, bez podania przyczyny. I znowu biednemu burza piaskowa w oczy i znowu oberwaliśmy mokrą ścierą…

To nie były dobre wiadomości. Zaczęliśmy rozumieć, że zdobycie pracy na kempingu to większe wyzwanie niż nam się wydawało. Może praca nie jest zbyt prestiżowa, ale zapewnia darmowe miejsce do życia i z reguły takie parki wczasowe czy kempingi położone są w pięknej okolicy. Do tej pory nie myśleliśmy o tym ile osób stara się o taką pracę i ile warunków trzeba spełnić, aby stać się Park Warden. Pierwszym warunkiem jest doświadczenie, a drugim osobowość. Kto wie może nawet osobowość jest najważniejsza?  Tak podpowiedziała nam moja mama, kiedy powiedziałam jej o naszej drugiej już odmowie. ‚ Musicie przekonać ich, że warto Wam zaufać’, tu chodzi o zaufanie – skwitowała moja Mamcia 😉

https://youtu.be/95HDSYyNmqo
https://youtu.be/95HDSYyNmqo

Myśląc o tym wszystkim wróciliśmy do naszej regularnej pracy w Maku… Niedługo po tym okazało się, że w końcu będziemy mieli wolne tego samego dnia, co nie zdarzyło nam się od rozpoczęcia naszej fast foodowej pracy i to była idealna okazja, aby jechać na rozmowę z naszą pierwszą potencjalną szefową – Karen. Kiedy rozmawiałam z nią po raz pierwszy, w obliczu innych ofert, które wydawały mi się lepsze i pewniejsze, potraktowałam pracę u niej jako wyjście awaryjne… Jednak jak to w życiu bywa, te ‚lepsze’ i ‚pewniejsze’ okazały się kompletną klapą!

Karen uprzejmie zgodziła się przełożyć datę naszego spotkania na nasz wspólny dzień wolny. I tak oto wstaliśmy wczesnym rankiem aby ruszyć w dwugodzinną podróż naszym kamperem…

Jednak to by było zbyt nudne gdybyśmy tak po prostu wsiedli i odjechali. Kamper postanowił inaczej i nie pozwolił Markowi wrzucić biegu. Ot sprzęgło się zablokowało po kilku tygodniach nieużywania. Jednak w tamtym momencie Marek przypomniał sobie o sposobie na taką talbotową dolegliwość o której kiedyś przeczytał na forum właścicieli Talbotów i ruszył!

Potem jeszcze tylko dojazd na oparach do stacji benzynowej – o ile dobrze pamiętam, uwieczniliśmy to w filmiku i już byliśmy na kempingu.

Było zimno i lało. Ale i tak byliśmy zachwyceni miejscem. Kemping na uboczu, otoczony lasem, z wijącym się wesoło strumieniem, z małym jeziorkiem…

Rozmowa była dość dziwna. Właściwie to Karen i jej mąż o nic nas nie pytali, tylko opowiadali na czym polega praca i upewniali się, czy nam odpowiadają warunki. Kiedy tylko deszcz zelżał, zabrali nas na spacer po swoich przemoczonych, ubłoconych, ogołoconych z liści, ale nadal cudownych i majestatycznych włościach. Po kilku miesiącach na przedmieściach poczuliśmy się jak w raju. Przestrzeń, cisza, spokój. W zachwycie otwieraliśmy szeroko oczy myśląc, że to byłoby zbyt piękne aby było prawdziwe. My tutaj? Och! To by było spełnienie naszych marzeń.

Karen miała na sobie świetną kurtkę z logo Parku… i powiedziała, że jeśli będziemy z nimi współpracować też takie będziemy nosić [; Ta kurtka od razu mi się spodobała.

Na obchód zabraliśmy też Dyzia który do tej pory czekał w kamperze. Oczywiście uprzedziliśmy Karen o tym że mamy psa, jednak tym razem nie wspominaliśmy o jego problemach z innymi psami. Nabraliśmy bowiem podejrzeń, że nasza szczerość przyczyniła się do naszego braku szczęścia w poprzednich parkach.

Dyziu wyskoczył wesoło z kampera, założyliśmy mu jego szeleczki i przypięliśmy smycz. I wtedy zauważyliśmy, że to smycz z napisem ‚NO DOGS’… Spojrzeliśmy na siebie myśląc, że nie ma rady, trzeba powiedzie prawdę. Jednak liczyliśmy się z tym, że Dyziowie problemy z innymi psami mogą nas zdyskwalifikować.

Jakaż była nasz ulga kiedy po krótkim streszczeniu naszych perypetii usłyszeliśmy: ‚nasz pies ma podobnie’…

Dyziu chyba wyczuł powagę chwili, bo zachował się bez zarzutu. Wesoło obwąchał Karen i jej męża, dał się pogłaskać i merdał ogonkiem. A to nie jest jego typowe zachowanie w stosunku do osób których nie zna.

Mimo zaproszeń do skorzystania z pola dla psów, stwierdziliśmy że bezpieczniej będzie mu na smyczy, bo to dla niego nowe miejsce.

Kiedy żegnaliśmy się zapowiedzieliśmy właścicielom, że cokolwiek się wydarzy, na pewno zobaczymy się po otwarciu Parku, bo nawet  jeśli nie dostaniemy tej pracy, przyjedziemy tutaj na camping – jako goście.

Rozmawiając o wypadkach tamtego dnia już w domu, zgodziliśmy się, że właściwie poza tym co napisaliśmy w CV Karen i jej mąż nie wiedzą o nas nic. Wszak o nic nas nie pytali. Nie pytali dlaczego chcemy pracować na kempingu, skąd pomysł na kamperowanie… czy byliśmy karani? Nic z tych rzeczy.

Jednak niejednokrotnie zachęcali nas abyśmy my zadawali im pytania. Marek stwierdził, że aby pokazać, że nam zależy, powinniśmy wysłać kilka pytań e-mailem. I ‚napisz taki ładny tekst o nas i dlaczego chcemy dla nich pracować’… No więc napisałam, dlaczego uciekliśmy z domu i przenieśliśmy się do kampera i że pragniemy innego stylu życia a ta praca nam to umożliwi…

Nagle spojrzeliśmy na księgi gości z domków letniskowych w Newquay,  z wpisami osób które chwaliły nasze domki, czystość i naszą uprzejmość i pomyśleliśmy DLACZEGO NIE ZABRALIŚMY TYCH KSIĄŻEK NA NASZE INTERVIEW???

Jednak nie wszystko było stracone. Wszak można te wpisy zeskanować i dołączyć do maila.

A jak już skanujemy, Park jest najpiękniejszy jaki widzieliśmy, a mamy już dwie odmowy na koncie i mamy ich przekonać, że można nam zaufać; zeskanujmy wszystko co mamy, co potwierdzi naszą wszak miłą i przyjazną personę.

Pochwały z pracy, listy od uczniów, rekomendacje, zaświadczenia o niekaralności, nagrody dla pracownika miesiąca, dokumenty potwierdzające stałą rezydenturę w UK… słowem kilkanaście lat naszego przepracowanego życia. Plus tekst od serca o tym kim jesteśmy, o tym że rozumiemy że spędzimy osiem miesięcy niemalże na ich podwórku, współpracując z nimi i ich najbliższymi …  i że ufamy że będą z nas zadowoleni, a kurtki będziemy nosić z dumą. Wspomnieliśmy też, że zgodzimy się jeśli tylko jedno z nas zostanie zatrudnione, bo i taka opcja była zaproponowana przez Karen, która martwiła się o brak wspólnych dni wolnych.

Klik.

Wysłane…

 

Mieliśmy poczucie, że zrobiliśmy absolutnie wszystko co w naszej mocy aby ich do siebie przekonać. I wiedzieliśmy że praca jako Park Wardens to nasz długodystansowy cel i będziemy do niego dążyć do skutku.

 

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *