Praca w Anglii, mieszkanie w kamperze, na campingu #1

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Ostatnią zimę zamiast w Hiszpanii spędziliśmy mieszkając w pokoju gościnnym w domu moich rodziców i pracując w McDonald’s … He he he, niezły krok do tyłu, co? Rok temu o tej porze mieszkaliśmy w wygodnym domu, mieliśmy dwa auta i regularny dochód [;

Aaaa praca w McDonald’s pojawiła się dopiero po miesiącu takiego życia :D:D Przez pierwszy miesiąc nie mieliśmy pracy. Za to mieliśmy wspomnienia naszej letniej wyprawy i poczucie, że to tylko kolejny etap podróży i że najlepsze przed nami.

Oczywiście cieszyłam się, że w końcu mogę spędzić trochę czasu z moimi rodzicami, jeść z nimi śniadania bez pośpiechu i po latach znowu poczuć się jak ich mała córeczka. To było trochę jak powrót do dzieciństwa. Dla Marka to było większe wyzwanie, ale wykazał dużo cierpliwości. Oboje przyzwyczailiśmy się do życia ‚na swoim’, ale mi było o wiele łatwiej wejść w rolę córeczki i w pewnym sensie wziąć urlop od bycia dorosłym 😀 Oboje czuliśmy wdzięczność za to, że rodzice nas przyjęli, mimo że nikt nie wiedział na jak długo.

Wiedzieliśmy że to tylko tymczasowe rozwiązanie i nie chcieliśmy nadużywać gościnności moich rodziców. Było nam trochę wstyd i czuliśmy że musimy jak najszybciej stanąć na nogi i znowu żyć jak dorośli, być niezależnym, zarabiać na siebie i nie być dla nikogo obciążeniem. Oczywiście nasza obecność sprawiała rodzicom frajdę, jednak czuliśmy, że powinni jak najszybciej  odzyskać w całości swój dom na który tak ciężko pracują. Z kolei nasz dom był wynajęty na kolejne pół roku. Z resztą i tak nie byłoby nas stać na jego utrzymanie, a dojazdy do McDonald’s z Liskeard nie miały sensu. Poza tym nie chcieliśmy jeszcze wracać do domu. Zakładaliśmy rok życia w kamperze i chcieliśmy się tego trzymać.

Tak wykrystalizował się pomysł aby starać się o pracę która da nam też miejsce do życia. Przypomniałam sobie wtedy perypetie mojej przyjaciółki, która wiele lat temu przyjechała odwiedzić mnie w wakacje w UK i miała nadzieję aby przy okazji znaleźć pracę i trochę podreperować studencki budżet. W tym samym czasie odwiedził mnie Marek i wstyd się przyznać, ale to na jego towarzystwie zależało mi najbardziej… więc postanowiliśmy pomóc mojej koleżance znaleźć pracę i mieszkanie abyśmy mogli być sami. Pewnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Tintagel – małej nadmorskiej miejscowości. To było w czerwcu 2006 roku. Poszliśmy do miejscowego pubu i tam zobaczyliśmy ogłoszenie o szukaniu pracownika. Ubawieni po pachy we troje wypełniliśmy aplikację, zmyślając koleżance doświadczenie w pracy za barem w fikcyjnym lokalu w Warszawie. Kto w Kornwalii w szczycie sezonu turystycznego bawiłby się w sprawdzanie referencji? O ile dobrze pamiętam koleżanka dostała pracę jeszcze tego samego dnia i to z zakwaterowaniem. Takie to były czasy.

Branża turystyczna! Tak to nasza szansa. To puby, hotele i ośrodki wczasowe szukają sezonowych pracowników i nierzadko zapewniają mieszkanie.

Podążając tym tropem pewnego listopadowego popołudnia prze edytowałam nasze CV aby pasowało do branży na której opiera się ekonomia Kornwalii.

Seasonal job – wszak nie chcemy regularnego pracy na cały rok, with accommodation – nie możemy mieszkać u moich rodziców aż do czasu kiedy odzyskamy nasz dom. Patrząc na oferty pracy i starając się dopasować do wymagań nasze CV przyszedł moment olśnienia – nasze domki w Newquay! Przez cztery lata mieliśmy nasze domki letniskowe i zyskaliśmy cenne doświadczenia w sektorze jakby nie było turystycznym. Zajmowaliśmy się wszystkimi aspektami: od marketingu, po odbieranie telefonów i odpowiadania na pytania, rezerwacje, witanie i żegnanie gości, sprzątanie i drobne naprawy. To była nasza szansa na legalne życie w kamperze i na pracę, szansa na zarobek i kontynuowanie Wyprawy jesienią.

Z czasem zaczęłam wysyłać nasze aplikacje do właścicieli pól kempingowych i Holiday Parks. Na początku w Kornwalii i Devon, potem także dalej. W sumie wysłałam jakieś 25-30 aplikacji.

A co było dalej? O tym w następnym wpisie.

 

2 komentarze

  1. Agnieszka Gajewska

    Przeczytalam jednym tchem. Oj te niespodzianki zyciowe. Te to dopiero sa niespodziewane i utrzymane w tajemnicy do samego konca, no i potrafia niezle zaskoczyc. Jednak jak to widac na Waszym przykladzie moga oznaczac nadejscie „Nowego”. To od nas jednak zalezy jak to sie dalej wszystko potoczy i czy w obliczu beznadziejnego bedziemy w stanie zmobilizowac wszystkie nasze sily aby isc jednak do przodu choc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja na to, ze sie cofamy. Ale wlasnie wtedy, w takich momentach, uruchamiamy nasze ukryte poklady kreatywnosci i pomyslowosci. Ludzie powiedza „Ci to mieli szczescie” ale tylko Wy wiecie co naprawde kryje sie pod pojeciem tego szczescia, czy moze tzw „daru od losu”.
    Kochani idzcie do przodu, spelniajcie marzenia, realizujcie pomysly i badzcie dla nas inspiracja. Ciesze sie ze Was poznalam i zycze Wam aby tych krokow do przodu bylo jak najwiecej 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *