Parking TYLKO dla kamperów. Wohnmobilstellplatz. Jak wygląda? Oberhausen.

Cześc Kazie i Kaziczki,

Mogę sobie tylko wyobrażać, co myślał o nas jeden z panów ze służby drogowej, widząc jak Marek przeparkowuje sobie naszego kampera, chwilę po tym jak Talbot zostal stoczony z lawety…

Nie myślcie sobie, że będziemy grać w tę rosyjską ruletkę przez całą Wyprawę… w Polsce zajedziemy do pierwszego mechanika, który będzie miał wolny termin, nie możemy jechać jak na szpilkach mając nadzieję, że unikniemy korków albo, że nie będzie upału.

W drodze wszystko może się zdarzyć. Dlatego tylu ludzi kocha być w drodze. Cały czas to powtarzam, ale powiem jeszcze raz: my naprawdę nie wiemy co za chwilę się wydarzy, gdzie będziemy dziś spać, czy kamper podoła, czy kogoś poznamy… czy będzie dobrze, czy źle.

Taka podróż to nieustanna adrenalina.
Dlatego podróże tak uzależniają.

My i tak podróżujemy bardzo komfortowo. Europa, kamper … heh, nasz przyjaciel Harry, kiedyś nam powiedział, że kamper jest dobry na emeryturę 😉 I rzeczywiście większość podróżujących kamperami to pary lub single w wieku okołoemerytalnym. Odkąd wyjechaliśmy z domu, nie widziałam kamperowej rodziny z dziećmi, lub nawet ludzi w naszym wieku.

Zawsze mnie to bawi, że nasi sąsiedzi na kempingu lub Wohnmobil Stellplatz, to starsi ludzie w nowych kamperach. Nie ukrywam, że my i nasz kamper wzbudzamy zainteresowanie; baaaa chyba nawet ludzie pałają do nas sympatią, widząc jaką mamy fantazję podróżując czymś co dla nich wydaje się zabytkiem. A jak jeszcze powiemy, że jedziemy do Polski, to już w ogóle są ‚kupieni’ 😉

Ale zaraz, zaraz… Wy jeszcze nie wiecie co to jest Wohnmobil Stellplatz.

Przypominam, że dziś jesteśmy w Niemczech, na przedmieściach Oberhausen.

Kamper, w Niemczech zwany Wohnmobil :D:D:D to bardzo popularny widok i wielu Niemców spędza weekendy, urlopy, lub emerytury podróżując sobie swoim wohnmobilem.

Spanie na dziko nie jest tu mile widziane, więc aby zachować porządek – ordung, utrzymuje się tutaj specjalne parkingi tylko dla kamperów. Taki parking to właśnie Wohnmobil Stellplatz i po raz pierwszy spaliśmy na takim właśnie w Oberhausen.

Nie pamiętam czy na filmiku opowiadałam Wam jakie mieliśmy przeboje z płatnością, więc pokrótce opowiem. Okazało się że za platz płaci się w parkometrze ( 7 ojro za dobę), ale parkometr przyjmuje tylko monety, a my nie dość że nie mieliśmy przy sobie aż tyle ojro, to monet nie mieliśmy jeszcze bardziej.

Oberhausen to niezbyt turystyczna okolica, no chyba że lubicie fabryki, huty i elektrownie.

Nie czuliśmy się tam zbyt komfortowo, i nie chcieliśmy zostawiać kampera na ulicy, przez parkingiem, wiec postanowiliśmy wjechać na platz, mimo braku kasy, zostawić kampera i iść do miasta na pieszo, aby znaleźć bankomat.

Bankomat był, ale robiło się coraz ciemniej a nasza droga powrotna wiodła wzdłuż dużego parku, a okolica mówiąc wprost wydawała się dość parszywa.

Łamanym niemieckim spytaliśmy kilku przechodniów czy mogą nam rozmienić 5 ojro, ale mimo dobrych chęci, nikt z trzech zapytanych osób nie miał drobnych.
Za to jeden młody chłopak odpowiedział nam po angielsku, że nie ma przy sobie pieniędzy, ale niedaleko jest fast food, na pewno tam nam pomogą.

Nie chcieliśmy ryzykować spaceru ciemną ulicą, więc nie czekając aż zrobi się zupełnie ciemno, pomaszerowaliśmy na platz, po kampera, aby już kamperem podjechać do fast fooda.

Mimo tego że nie mieliśmy latarki, szliśmy w klapkach i pomyliliśmy uliczki, dotarliśmy na platz za widoku.

Zapytałam pana myjącego zęby przy publicznym kranie czy może nam rozmienić pieniądze na parkometr. Za odpowiedz usłyszałam: ‚Nie, nie mam pieniędzy. Tu nikt nie ma pieniędzy. System jest do d… ‚
Niezrażona, powiedziałam do Marka: ten pan nie ma [;

W międzyczasie z kampera obok wyłonił się emeryt z drinkiem w ręku, więc zapytałam czy może on nam pomoże … co by nam oszczędziło przejażdżki do miasta.

Emeryt wzbudził moje podejrzenia, bo najpierw powiedział, że nie ma drobnych, ale po zamienieniu kilku słów i zlustrowaniu moich nóg, stwierdził że poszuka w kamperze. To że miałam na nogach klapki, było głupotą, to że Marek poszedł odprowadzić psa do kampera też … ale przynamjmniej zanim poszliśmy do miasta strategicznie zabrałam ze sobą polar, który już założyłam, mimo gorąca wieczoru.

Wszystkie te myśli przemykały mi właśnie przez głowę, kiedy z czeluści kampera usłyszałam: ‚Oooo znalazłem’… I nic, emeryt jakoś długo nie wychodził z kampera… W takiej sytuacji ‚długo’ to może być 10 sekund dłużej niż normalnie. Jednak dla mnie w tamtej chwili, to było niebezpiecznie za długo.

Jeśli facet naprawdę myślał, że wejdę do środka to się grubo pomylił.

Spokojnie wycofałam się o kilka kroków, mówiąc bardzo głośno: OOoooo! Super! Danke shoen… Już byłam gotowa puścić się do biegu, kiedy usłyszałam wesołe i donośne ‚Hello!’ i tuż za mną wyrósł niczym dąb, mój kochany, szerokoramienny i silnoręki i jakże MÓJ Marek 😉 Och! 😉 😉 😉

Wtedy Emeryt wyszedł i dał nam pieniądze. Zapłaciliśmy za parking i poszliśmy do kampera.

W tamtej chwili nie mówiłam Markowi o szczegółach tego co się przed chwilą wydarzyło. Może to był przypadek, a może wyobrażnia spłatała mi figla? Nie chcę tego roztrząsać.

Nazajutrz, bez słowa z mojej strony, przy śniadaniu Marek i tak spokojnym głosem powiedział mi że postąpiłam bardzo nieostrożnie i że w podobnych sytuacjach nie możemy się rozdzielać 😉

To była na szczęście subtelna, ale skuteczna lekcja życia w drodze kochani i piszę o tym nie po to aby Was zniechęcać do podróżowania, ale aby przypomnieć, że zawsze trzeba być ostrożnym.

Pamiętajcie, że ‚podróżnych w dom przyjąć’ to jeden z uczynków miłosierdzia 😉 A to o czymś świadczy!


LINKA DO MIEJSCÓWKI 

3 komentarze

  1. Sebastian Hryszko

    Kasia jesteś po prostu odważna I pozytywnie asfawiona do ludzi. Dlaczego miałabyś zakładać że ktoś może być złym charakterem? Oczywiście było to niebezpieczne, ale to lekcja dobrze że nic się nie stało. Pamiętaj dobrym ludziom nie przytrafiają się zle rzeczy.
    Powodzenia w Polsce!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz