Od księżniczek i malkontentów … Czyli z kim lubię, a z kim nie lubię pracować.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Będąc w wieku szkolnym nie możemy się doczekać kiedy w końcu będziemy dorośli, będziemy pracować zarabiać i robić to wszystko na co w erze szkolnej nie mieliśmy pozwolenia. Swoją drogą przypomina mi się z jaką radością piłam pewien niezdrowy napój gazowany, już na swoim pierwszym, samodzielnym mieszkanku, oglądając się z przyzwyczajenia czy aby nie widzi mnie moja Mama!!! Haha takie rzeczy zostają na całe życie.

No więc rwiemy się do tej pracy jak ćma do światła. A w pracy, jak to w pracy… O ile nie mamy wolnego zawodu, który możemy z powodzeniem uprawiać w domu, pracujemy z ludźmi. I z mojego ekhm, dwunastoletniego doświadczenia pracowania, mogę śmiało stwierdzić, że robota jak robota, dla chcącego nic trudnego, wszystkiego można się nauczyć i do wszystkiego przyzwyczaić … ale Ci ludzie …

Nauczyć się porządnego, albo chociaż akceptowalnego wykonywania swoich obowiązków w pracy to pikuś w porównaniu z układaniem sobie relacji i porozumiewaniem się ze współpracownikami. Już nawet nie wnikam w relacje z przełożonymi. Dziś chcę sobie popisać o relacji z tkzw colleagues, czyli ‚kolegami’ i ‚koleżankami’ z pracy, osobami zajmującymi podobne do naszego miejsce w hierarchii firmy. Aż się prosi o pewien obrazek z brudnymi ptaszkami, może kojarzycie, ale do rzeczy.

Przez pierwsze dwa lata pracowania, zmieniałam pracę średnio co dwa miesiące. Troszkę się tego nazbierało i naprawdę miałam do czynienia z niejedną dziwną robotą, nie wspominając o ‚kolegach i koleżankach’. Dopiero po tych dwóch latach znalazłam się w miejscu, gdzie właśnie dobre relacje z załogą i prawdziwie koleżeńskie podejście, zatrzymały mnie w jednym miejscu na o zgrozo! trzy lata.

Praca nie była lekka, nikt nam pieniędzmi nie sypnie za nic, nawet w UK, ale było wesoło i chodziłam tam z radością, przynajmniej przez większość czasu. Uwierzcie mi, że satysfakcja z pracy ma niewiele wspólnego z tym co robię, ale Z KIM to robię.

Oj tak, Kazie i Kaziczki. Bywało, że musiałam się nieźle uwijać i to nie zawsze w komfortowych warunkach. Dopiero po studiach zaczęłam chodzić do pracy bez fartucha i butów ochronnych. Nie chcę Wam za dużo zdradzić, bo to będzie dość ciekawy rozdział mojej autobiografii, którą napiszę w moim Wymarzonym Domu nad Jeziorem a konkretnie na jego werandzie, otoczona ukochanymi psami.

Ale do rzeczy.

Zanim trafiłam do szkół jako pani nauczycielka, pracowałam fizycznie. Heh i czasami za tym tęsknię, bo zdarzało się, że bolały mnie plecy, ale nie głowa!

Być może dlatego, że nie urodziłam się ze srebrną łyżką w buzi i od najmłodszych lat pomagałam rodzicom ‚koło domu’ albo raczej ‚w obejściu’, a potem pracowałam w fartuchach, niewiele rzeczy mnie przeraża 😀 ha ha ha

Mam też wiele talentów i umiejętności typowo wiejskich, które będą jak znalazł na naszej kamperowej wyprawie, a potem w Wymarzonym Domu Nad Jeziorem. I dlatego nie mogę znieść kiedy ktoś z moich ‚colleagues’ narzeka jaką to mamy ciężką pracę!!!
O ludzie, uczyć ludzi, którzy chcą się uczyć nazywacie ciężką pracą?

To co w takim razie ma powiedzieć górnik, rybak, chirurg lub pracownik fabryki żywności stojący po 12 godzin przy linii produkcyjnej w temperaturze bliskiej zeru?

 

I powiem Wam, tak Kazie i Kaziczki powiem Wam jaki typ najbardziej podnosi mi ciśnienie.

Typ Księżniczki … ewentualnie Księżniczka. To taka osoba za którą rodzice robili wszystko i starali się ‚aby miała wszystko’. Póżniej taka harpia szuka partnera albo partnerki, która przejmie od rodziców rolę uniżonego sługi i zajmie się wszelką brudną robotą, przykrymi obowiązkami i usuwaniem kłód spod książęcych nóżek. I wszystko byłoby dobrze, gdyby Księżniczki nie przenosiły tych wymagań na grunt pracy! 

Księżniczka wpada w rozpacz kiedy coś idzie nie po jej myśli, traci cierpliwość a nawet tupie nóżkami. Co w wieku dojrzałym wypada dość komicznie. Księżniczka bardzo rzadko bywa zadowolona i kocha, po prostu kocha narzekać!

 

Nie znoszę malkontentów i ludzi którzy ustawicznie narzekają!

Kiedy już tracę cierpliwość do takich narzekaczy mówię: nie podoba Ci się ta praca? rozumiem. Słyszałam że taka a taka fabryka szuka pracowników… Może wyślij CV? Z reguły pomaga.

Powiem Wam teraz dla odmiany, z kim uwielbiam pracować i kto jest moim bohaterem numer jeden!

Pracujące matki.

Takiej łatwo nie zagniesz. Pracująca matka nie rzadko wyrabiająca ekwiwalent dwóch etatów, w pracy i w domu jest osobą która robi najwięcej i narzeka najmniej. Taka Mamcia, karmi i wyprawia pociechy do szkoły jeszcze przed pracą. A po pracy gotuje, pomaga w lekcjach, organizuje życie domowe i często po nocach piecze ciasto na jakąś akcję charytatywną.
Większość z nich jest super zorganizowana i wręcz niezawodna. Taka Mamcia ma dobre poczucie humoru, bo bez niego by zwariowała. I naprawdę trzeba się postarać aby Ją wyprowadzić z równowagi. Robi swoje, nie narzeka i jeszcze się do wszystkich uśmiecha.

 

Uwielbiam takie kobiety! Uwielbiam zdrowy rozsądek i trzeźwe spojrzenie na sprawy. Uwielbiam ich spokój. I to jak je cieszą małe rzeczy typu luksus wypicia kawy z koleżanką 😀

Ach, muszę powiedzieć mojej przełożonej, że musi nam dokooptować pracującą Mamcię 😉 Na tę chwilę takiej nie mamy, a wyrwa po tej, która niedawno odeszła, zieje czarną, smutną pustką.

Jaki morał z tej historii?

Według mnie żadne pieniądze i zaszczyty nie są warte pracowania z ludźmi których nie znosisz, albo oni nie znoszą Ciebie. Jeśli nie jesteś w stanie wejść do miejsca pracy ze szczerym uśmiechem i szczerym Dzień Dobry skierowanym do każdego, zacznij szukać innego miejsca.

Za to z dobrą ekipą żadna, nawet najpodlejsza praca nie jest katorgą. W dobrym towarzystwie znajdzie się sposób i żart na wszystko.

PS.
Z tego miejsca pragnę złożyć hołd wszystkim pracującym Mamciom!

PS. 2

Jeśli podejrzewasz że jesteś w grupie podwyższonego ryzyka i wyrastasz na Księżniczkę lub Księżniczka, nie łam rąk, Nigdy nie jest za późno aby się zmienić. Zacznij już teraz! Tak zrób to! Posprzątaj łazienkę w swoim domu i idź na całość… Pokaż, że potrafisz i umyj sedes!!!

 

 

 

 

12 komentarzy

  1. Damian Navsky

    Dobrze jest posłuchać takiego zdrowego podejścia do życia. Zgadzam się i z bólem serca stwierdzam że patrząc z perspektywy osoby na co dzień obcującej z „dzisiejszą młodzieżą” rośnie nam wręcz pokolenie księżniczek i księżniczków, mam jednak cichą nadzieję że to tylko w moim otoczeniu są takie patologie. Życie kiedyś zweryfikuje wszystkich i wtedy się okaże kto na ile sobie zasłużył i do jakiego momentu sobie poradzi. Czekam na autobiografię, mam drukarkę więc mogę być Twoim wydawcą <3 mówię serio czekam na autobiografię. I mam podobne marzenie co do swojego domku ale to już temat do mojej autobiografiii. Bye !

    Odpowiedz
    • Damian Navsky

      Ps. Sam znam młodą matkę po niebagatelnych przejściach i potwierdzam jest najlepiej zorganizowaną osobą jaką znam. Nie wiem jak to robi i kiedy śpi ale jest naprawdę cudowna

      Odpowiedz
      • Kazik.TV

        Z moich obserwacji wynika, że osoby które robią najwięcej po prostu MUSZĄ być zorganizowane i zwyczajnie nie mają czasu aby narzekać. Mam nadzieję, że ta Twoja znajoma wie jak wspaniale ją postrzegasz.

        Odpowiedz
        • Małgorzata

          Ja mam takie same obserwacje.
          Na moich studiach najlepiej radziły sobie dziewczyny zamężne, a jak jeszcze miały dzieci to było mistrzostwo. Zawsze przygotowane, zorganizowane itd.

          Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Hej Damian, to absolutnie nie jest wina dzieci czy młodzieży tylko ich rodziców. Być może pokolenia które wychowały się w uboższych i trudniejszych czasach, prawem przekory trzymają własne dzieci pod kloszem i robią za nie wszystko ‚aby mieli lepiej’. Zgadzam się, że takie podejście zemści się bardzo szybko 😀 A co do autobiografii, to najpierw wyprawa kamperem abym mogła dołożyć do niej kilka przygód. Jak widzisz, jeszcze nie ruszyliśmy, ale ja już widzę Dom w którym się osiedlimy po powrocie, więc bez problemu mogę sobie też zwizualizować Ciebie jako dobrego sąsiada 😀 😀

      Odpowiedz
      • Małgorzata

        Kasia, zejdę trochę z tematu.
        Ja z mężem mam podobne doświadczenie do Waszego z ‚tułaczego’ życia.
        Średnio w jednym miejscu 2-3 lata i dalej.
        Prawdę mówiąc, tak się już przyzwyczaiłam do tych przeprowadzek, że nie wiem czy kiedyś jeszcze będę miała swój stały kąt.

        Jeśli mogę zapytać, to ten Dom nad Jeziorem to będzie w Kornwalii?

        Odpowiedz
        • Kazik.TV

          Hej Małgosiu,

          Cieszę się że się odnalazłaś bo zmieniliśmy sposób subskrybowania naszej strony, więc jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na stronie to zasybskrybuj jeszcze raz 😉 Co do przeprowadzek, wydaje mi się, że ten Dom, nosimy w sobie. Napisałam o tym w poście o Looe Festival gdzie cytuję ciekawy wiersz, właśnie o tym.
          A co do pytania o Dom, to czas pokaże 😉

          Odpowiedz
          • Małgorzata

            Ok 😉

            Cały czas dostaję powiadomienia na pocztę, nie zauważyłam żadnych przerw ani braku powiadomień.
            Ale powtórzę dla pewności.

  2. Małgorzata

    Super tekst, znam tę opisaną rzeczywistość.
    Ten fragment najmocniej mnie dotknął:

    ‚Według mnie żadne pieniądze i zaszczyty nie są warte pracowania z ludźmi których nie znosisz, albo oni nie znoszą Ciebie.’

    Odpowiedz
  3. Aga Gaj

    Kasiu osobiscie jestem przykladem potwierdzajacym teze że nie ważne co robisz i gdzie pracujesz ale ważne z kim. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział że w przyszłości będę pracowała w pizzeri w Walii to popukałabym się w czoło. Przeciez nie po to skonczylam szkole pielegniarska. A proszę, nie pracuje w zawodzie a gdy jade do pracy to jak na skrzydłach , zero stresu i usmiecham się na sama mysl o tym kogo tam spotkam. Życzliwi ludzie, pełni ciepła i zrozumienia z ktorymi mozna pożartowac ale i porozmawiac poważnie, ludzie ktorzy nie wykorzystają twoich błedow i pomyłek przeciwko tobie, z ktorymi rozumiesz się bez słow….,, satysfakcja z pracy ma niewiele wspolnego z tym co robie ale z Kim to robie,, – zgadzam się Kasiu w 100 % . I chociaż wiem że ta praca to bedzie tylko kolejny epizod w moim życiu, gdyż jak to mówią : chleba z tego nie bedzie . Ale dzięki tym doswiadczeniom moje przyszle wyboru bedą o wiele bardziej trafne. A i jest jeszcze jedno z czym musze się zgodzic z Kasia : Dom Nosimy w Sobie.
    Oj się rozpisałam ale nie mogłam nie zareagowac na ten artykuł . Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz