Nocleg z widokiem na pustynię, poznajemy kamperującą rodzinkę i zwiedzamy zamek Rabsztyn.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Nad jeziorem Mucharskim życie toczyło się wokół solidnego, kuchennego stołu, który zapewne pamięta mityczną Panią Sokalską. To w kuchni siedziało nam się najlepiej. W tej kuchni jak w bezpiecznej bańce snuliśmy opowieści, śmialiśmy się, wspólnymi, wielopokoleniowym siłami robiliśmy dżem, piliśmy wyśmienitą kawę i zajadaliśmy się wyśmienitą carbonarą Ani. Tam nikt nic nie musiał. Czas zwolnił, a my przez kilka dni niemalże wbrew przeznaczeniu, tworzyliśmy rodzinę.

Jestem pewna że Pani Sokalska miała wielkie serce i wielką duszę. Zdawało nam się, że czuwa nad nami jej dobry, opiekuńczy duch. Z życzliwością i sympatią, przyjęła nas w swoje gościnne progi, tak różnych, a jednak tak do siebie podobnych.

W przypływie euforii i wdzięczności, zaczęłam głośno myśleć i marzyć jak pięknie moglibyśmy sobie tam wszyscy żyć, z dala od wszystkiego co przytłacza nas w naszym codziennym życiu i miałam nawet kilka pomysłów jak moglibyśmy się tam utrzymać 😉 Ha! Do odważnych świat należy!

Jednak nadszedł dzień wyklucia się z Mucharskiej bańki, aby zmierzyć się z tym co poza bezpiecznymi progami domu Pani Sokalskiej.
Było nam tam bardzo dobrze, ale bakcyl eksplorowania zbyt dokładnie rozprzestrzenił się w naszych krwiobiegach i zaczęliśmy tęsknić za byciem w drodze.

Kolejnym celem był Straszny Śląsk a potem Częstochowa.

Na mapie GOP wyglądał strasznie i naprawdę bałam się tam wjeżdzać… Zlepek miast i dróg napawał mnie lękiem. Wizje rozpędzonych ciężarówek i gęstego od smogu powietrza nie ułatwiały mi sprawy.
Tak właśnie wyobrażałam sobie Górny Śląsk…
Jednak Śląsk mile mnie zaskoczył.

Autostrada przez samo jego serce, nie odbiegała od tych które widywaliśmy w okolicach Antwerpii czy Essen. Kopalnie i huty widzieliśmy tylko na znakach informacyjnych. Trzy lub cztery pasy skutecznie radziły sobie z natężonym ruchem w tej polskiej przemysłowej lokomotywie.

Marek zaplanował nocleg na szczycie wniesienia Czubatka. Nie pytajcie mnie jak wpadł na ten trop. Czubatka to teraz jedno z moich ulubionych miejsc na mapie Polski.
Wdzięczna nazwa dla wdzięcznego miejsca.
Na Czubatkę można wjechać autem, a z jej szczytu rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama na piękne lasy i … pustynię!
Tak, kochani, w Polsce mamy wszystko, nawet pustynię 😉

Pystynia Błędowska dziś rozciąga się między miejscowościami Błędów, Klucze i Chechło. O samej pustyni mówiłam w filmiku, więc teraz napiszę Wam o tym czego w filmiku nie było.

Wszystkie drogi prowadzą do ludzi, nawet ta na Czubatkę.

Czuliśmy się tam bardzo dobrze, więc postanowiliśmy zostać na drugą noc. I całe szczęście, bo właśni drugiego wieczoru dołączył do nas drugi kamper i oto na pustyni poznaliśmy naszych pierwszych kamperowych sąsiadów.

To była bardzo miła niespodzianka. Oczywiście niemal od razu nawiązaliśmy rozmowę. Sąsiedzi swoim kamperkiem przyjechali aż z Norwegii 😉 I z ciekawością patrzyli na nasze angielskie blachy… my na ich norweskie, na szczęście swojskie ‚dzień dobry’ rozwiało wątpliwości obu stron.

Spędziliśmy miłe chwile gawędząc o naszych kamperowych wyborach i marzeniach, życiu na obczyżnie i dobrych i złych miejscach na postój.
To było ciekawe doświadczenie słyszeć nasze spostrzeżenia i refleksje z ust dopiero co poznanych towarzyszy podróży. Rozumieliśmy się w pół słowa 😉 Wymieniliśmy się telefonami i mamy nadzieje spotkać się na Warmii i Mazurach.

W rozmowie pojawił się temat skandynawskiej edukacji, która zbiera bardzo dobre opinie. Takie właśnie było moje pytanie: Jak wyglądają tam szkoły, bo w UK wszyscy wychwalają system skandynawski, głównie za to że dzieci spędzają dużo czasu ucząc się w terenie, w przyrodzie…

Pierwszą odpowiedzią było: Norwegia to bogaty kraj i stać ich na dobry marketing…

Dowiedziałam się, że istotnie dzieci spędzają wiele czasu na zewnątrz… często bawiąc się ‚przez cały dzień w kałuży’ i to tak dobrze, że zdarza się, że przyjechawszy odebrać dzieci, rodzice słyszą że ‚ ich nie ma, ale się znajdą’… Być może to jedna placówka, pojedyncze incydenty jednak nasi Sąsiedzi nie zamierzają posyłać swoich dzieci do norweskich szkół i marzy im się edukacja domowa i podróżowanie kamperem 😉 Czego im z całego serca życzę!

Kolejnym dość kontorwersyjnym pomysłem Norwegów, jest zabieranie dzieci na wycieczkę do rzeźni.



Myślę, że to dobry pomysł, ale nie z dziećmi poniżej 13 roku życia! Dzieci mają się nauczyć skąd pochodzi mięso które jemy… I dokonać świadomego wyboru swojej diety. Ja wiem, że czym skorupka za młodu, ale przedszkole czy wczesne klasy podstawówki to dla mnie za wcześnie na takie sceny. Nie dla Norwegów.

Wracając do tematu dzieci, należy tu nadmienić, że ‚kamperowe dzieci’ w wieku 2 i 3 lat zrobiły na mnie wrażenie bardzo spokojnych. Stała obecność rodziców, dużo ruchu na świeżym powietrzu, a przede wszystkim zrelaksowane, spokojne otoczenie zrobiły swoje. No takich sąsiadów możemy mieć co noc!

Z opowieści przywiezionych z Norwegii, wynika że Norwegowie są bardzo zamknięci i niełatwo nawiązać z nimi kontakty. Pogoda nie poprawia sytuacji, miesiące bez słońca i siarczysty mróz… sezonowa depresja kwitnie. Chyba nawet słynna hygge niewiele tu zdziała 😉

Nie byłam nigdy w Norwegii, niewiele o niej wiem oprócz tego że są tam fiordy i nawet z ręki jedzą ;D i że Polacy jeżdżą tam do pracy, skuszeni wysokimi zarobkami. Być może moi czytelnicy potwierdzą lub obalą spostrzeżenia, które cytuję w tym wpisie.

Na Czubatce spędziliśmy wspaniałe dwa dni, w tym jeden w towarzystwie, a następnym przystankiem była pobliska miejscowość Rabsztyn, gdzie stało jedno z wielu Orlich Gniazd- czyli ruiny średniowiecznego zamku.

Zamek, jak zamek i tu przepraszam wszystkich miłośników ruin, był i to nawet ładny.
Mnie o wiele bardziej zainteresowała historia Pana Antoniego Kocjana, który urodził się w okolicy, a w którego chacie urządzono kasę biletową, gdzie płaci się za wstęp na zamek.

Pan Antoni ma przydomek ‚Olkuszanin który wygrał wojnę’. Opowiadałam o nim w filmiku i pokazałam pięknie zrekonstruowaną chatę w której się urodził.

A o czym nie mówiłam w filmiku?

Antoni Kocjan to jeden z cichych, wielkich ludzi którzy zmienili bieg historii, a o których mało kto słyszał.


Sparafrazuję Wam broszurkę o Panu Kocjanie, zabraną z Jego chaty:

Antoni Kocjan urodził się w 1902 roku we wsi Skalskie, dziś dzielnicy Olkusza. W wieku 18 lat wstąpił do wojska jako ochotnik i walczył na Wołyniu.

Po powrocie z frontu, dokończył naukę w szkole średniej (!) i rozpoczął studia na wydziale elektrotechnicznym na Politechnice Warszawskiej. Chyba już zaczynacie rozumieć jakiego formatu było to człowiek 😉

To właśnie na Politechnice zaprzyjaźnił się z między innymi Stanisławem Wigurą i zaczął zajmować się konstruowaniem samolotów.  W 1929 roku ukończył kurs pilotażu i rozpoczął swoją przygodę z projektowaniem szybowców. W tamtym czasie dopiero rodziło się polskie szybownictwo, a szybowce którymi dysponowano były przestarzałe i mało bezpieczne.

I to jest właśnie ten moment kiedy na scenie pojawia się nasz Antoni, urodzony w wiejskiej chacie pod Olkuszem.

Na zamówienie aeroklubu lwowskiego projektuje swoje pierwsze szybowce: Czajka I i Czajka II, było to w roku 1931. Rok później, na szczęście polskiego lotnictwa, Antoni Kocjan w całości poświęca się konstruowaniu szybowców. I tak powstaje Wrona, Wrona bis (do wybuchu drugiej wojny światowej zbudował ich ponad 360…), Komar (na którym ustalono wiele rekordów przelotu i wysokości), Sroka, Sokół, Mewa, Orlik (zdobywca 7 miejsca na I Szybowcowych Mistrzostwach Świata), Orlik II, Orlik III, Bąk… i zapewne kilka innych ptaków i owadów 😉

Rozczulają mnie słowa Michała Offierskiego, przyjaciela Kocjana, który powiedział o genialnym konstruktorze:

‚Twierdził, że to co proste, jest efektem długiego myślenia, a konstrukcje skomplikowane są niedomyślane’ …

Ach! Bardzo mądre słowa i ile sensu i treści w jednym zdaniu! Kolejny dowód na wartość prostoty.

Owocna praca Antoniego Kocjana i całe jego życie, zostało brutalnie naznaczone wybuchem wojny. W tym czasie ewakuował się ze stolicy do Lublina, gdzie miał pracować w lotniczych warsztatach remontowych. Zostaje ranny w czasie bombardowania miasta, a po powrocie do zrujnowanej Warszawy odkrywa, że jego dom został zajęty przez Niemców, a warsztaty w których pracował spłonęły.

W 1940 roku wstępuje do tajnej organizacji wywiadowczej ‚Muszkieterzy’. Działa w konspiracji, w wywiadzie lotniskowym. Kocjanowi zabrakło odrobiny szczęścia i zostaje aresztowany podczas łapanki we wrześniu 1940r. Trafia do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu… Mimo dramatycznego położenia, z fotografii w pasiaku, zrobionej zapewne w pierwszych dniach pobytu w Oświęcimiu, spogląda na nas przystojny mężczyzna, z wysoko podniesionym, szerokim czołem… Z dumą i godnością patrzy prosto w obiektyw, bez cienia lęku. Zdjęcie profilowe,z pogodnym wyrazem twarzy mogłoby by fotografią ślubną. Kolejny dowód na to, jak niezwykły był to człowiek, w tamtych chwilach na pewno bardziej zatroskany o los swojej żony i dzieci, niż o własny.

Dzięki staraniu przyjaciół, jako wybitny specjalista, zostaje zwolniony z obozu po 10 miesiącach aby pracować w firmie Techno- Service, wtedy pod niemieckim zarządem. Nie ważcie się osądzać Pana Kocjana! Nowa posada o pobyt w obozie, nie odstręczyły go od kontynuowania działalności konspiracyjnej.

Kocjan był zdeterminowany aby walczyć z okupantem. W stolicy zorganizował ośrodek produkcji i naprawy broni na potrzeby AK, niektóre części produkował w Techno- Service… ba! zamawiał je od niemieckich firm we Wrocławiu (wtedy na terenie III Rzeszy) i Wiedniu! Wyobrażacie to sobie??? Co za odwaga, spryt i inteligencja? Taki numer… pod okiem Niemców… i to na ich koszt!

Ponadto Antoni Kocjan przyczynił się do produkcji granatów i uruchomił największą tajną drukarnię ZWZ/AK.

Jednak największą zasługa Kocjana było analizowanie informacji wywiadowczych dotyczących lotnictwa. Dzięki pracy w Techno- Service Kocjan, mógł legalnie odwiedzać niemieckie warsztaty i lotniska. Na jednej w takich wypraw odkrył zakamuflowane zakłady lotnicze pod Rostokiem i jezioro, które w istocie było zalanym dla niepoznaki lotniskiem…

W 1943 roku Antoni Kocjan otrzymał meldunki o ‚torpedach powietrznych’ i ‚bombach latających’, mowa o broni V1 i V2. To właśnie Kocjan, wysłał do Londynu meldunki AK o niemieckim rakietowym poligonie doświadczalnym i fabryce rakiet Peenemunde na wyspie Uznam. Ta informacja zainicjowała zbombardowanie Peenemunde przez Anglików w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943r. Niemal 600 bombowców brytyjskich zrzuciło łącznie 1937 bomb, niszcząc znaczną część tajnego ośrodka. Wiele lat później prezydent USA Dwight Eisenhower napisał, że gdyby starania Niemców i prace nad doskonaleniem nowej broni nie zostały przerwane, siły alianckie mogłyby nie sprostać konfrontacji. Właśnie daltego o Kocjanie mówi się ‚ Olkuszanin, który wygrał wojnę’.

Odkrycie i zbombardowanie poligonu opóźniło prace nad rakietami i tym samym ataki na Anglię i Francję.

W połowie czerwca 1944 Niemcy wystrzelili pierwsze rakiety V1 na Londyn, w sumie 10 000 pocisków, niosąc śmiertelne spustoszenie. Rakiety V2 wystrzeliwano także na Francję i Belgię. Działalność Kocjana nie zapobiegła wystrzeleniu śmiercionośnej broni, ale znacznie opóźniła i ograniczyła jej użycie.

Kocjan nie poddawał się i dążył do zgłębienia tajemnicy nowej broni. Aby to osiągnąć analizował zebrane przez polskich żołnierzy fragmenty rakiet znalezione po ich wybuchu. W maju 1994 roku oddział AK dotarł do rakiety V2 która spadła w tereny nadbużańskie i nie wybuchła. Antoni Kocjan kierował demontażem rakiety składającej się z 25 000 elementów i zapakowaniem najważniejszych części do butli tlenowych… które wraz z analizami technicznymi, wywieziono do Londynu, aby tam poddać je dalszej analizie (Operacja Most III).

Niestety historia polskiego Jamesa Bonda, nie kończy się tak jak dobrze nam znane filmy.

Zanim części rakiety dotarły do Londynu, Kocjan wraz z żoną, zostaje aresztowany 1 czerwca 1944. Niemcy wykryli tajną drukarnię… Początkowo nie wiedzieli z kim maja do czynienia. Dzięki staraniom przyjaciół, 12 lipca zostaje wypuszczona jego żona, Elżbieta, a termin zwolnienia Kocjana ustalono na 2 sierpnia.

Zaledwie kilka dni przed planowanym wyjściem na wolność, aresztowana przez Niemców łączniczka, wyjawia informacje o roli Kocjana w produkcji broni dla AK. Antoni Kocjan został poddany brutalnym torturom gestapo.  W obliczu wybuchu Powstania Warszawskiego, Niemcy rozpoczęli ewakuację więźniów Pawiaka. 13 sierpnia 1944 zmasakrowanego Kocjana wyniesiono na noszach z gmachu więzienia, gdzie został rozstrzelany z grupą 100 ostatnich więźniów. Jego grób jest nieznany.

na podstawie broszury:

‚Antoni Kocjan. Olkuszanin, który wygrał wojnę’, Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu, Dział Muzealno- Regionalny, Olkusz 2017.

Tekst: Jacek Sypień, na podstawie książki A. Glass, Antoni Kocjan szybowce i walka z bronią ‚V’, Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, Kraków 2002.


 

 

 

 

 

1 komentarz

  1. Adrian M

    O takich ludziach powinno być głośniej, chociażby na lekcjach historii.
    Ehh ogromny żal, że był w obozie koncentracyjnym a później jeszcze torturowany 🙁
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz