Nasz pierwszy sezon w Mill Park.

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Ostatni wpis opublikowałam w przeddzień szkolnych wakacji w Anglii, a tym samym na chwilę przed oblężeniem naszego kempingu przez rodziny, słowem czas kiedy po raz pierwszy poczuliśmy, że jesteśmy w Mill Park aby pracować 😀
Zanim zacznę pisać o wrażeniach z naszej Jesienno -Zimowej wyprawy ku słońcu, która już trwa, pragnę doprowadzić do końca wątek kempingowy.

No więc jak udało nam się przetrwać nasz pierwszy sezon, co się wydarzyło i czy planujemy kontynuowanie naszej sezonowej pracy?

No i klops… Znowu muszę się cofnąć w czasie.

Zanim rzuciliśmy się w wir pracy, udało nam się przeżyć wiele wspaniałych, relaksujących chwil, dzięki naszym widzom, którzy postanowili nas odwiedzić w Mill Park.

Zaczynając pracę, pogodziliśmy się z faktem, że nie będziemy mieli wspólnych dni wolnych aż do listopada i naprawdę nie liczyliśmy na żadne spotkania towarzyskie.

A jednak!

Na początku czerwca, w czasie kiedy przeżywaliśmy naszą sagę samochodową i byliśmy niezmotoryzowani, odwiedziła nas nasza wierna widzka i przyjaciółka Aga. Aga wreszcie zrealizowała swoje marzenia o spaniu w Strefie Księżniczki, gdzie została przez nas ulokowana. Przyjemnie było oprowadzać naszą Agę po kempingu, który także za naszą przyczyną wyglądał przepięknie w czerwcowym słońcu. Z Agą spędziliśmy kilka przyjemnych dni i mamy nadzieję, że jeszcze nas odwiedzi w Mill Park, nie zdążyliśmy jej zbyt dużo pokazać, ponieważ musiała skrócić swój pobyt – wezwały ją rodzinne obowiązki. Jednak cieszymy się, że mimo wielu zajęć zdołała pożyć z nami w kamperku przez kilka dni. Oto pamiątkowy filmik dwa w jednym, ukazujący część naszej pracy i odwiedziny Agi:

(NIE) zwyczajny poranek w pracy na campingu. Jak wygląda praca?

Aga otworzyła mały korowód gości, bowiem kilka tygodni po jej pobycie odwiedził nas Megatron, z którym spotkania stały się już stałym punktem naszych letnich miesięcy. Megatron zjawił się w aurze pogodnej, niczym niezmąconej radości z najmniejszych rzeczy i szczerym zachwytem nad pięknem otaczającej nas przyrody. Jak zawsze wspaniale nam się z nim rozmawiało i kręciło filmiki. A nasz sernik na zimno, ubijany niekonwencjonalną trzepaczką, zapisał się dość zjawiskowo w historii kanału KazikTV i na naszych ubraniach, laptopie, przedsionku i moich okularach. Udało nam się razem zwiedzić Ilfracombe, wypić herbatę w przepięknej herbaciarni w starym młynie i generalnie spędzić beztroski tydzień. Wszystkie filmiki które nakręciliśmy razem powstawały bez scenariusza i bez dubli! To wspaniały pamiątka dla nas i Megatrona, a przy okazji optymistyczny materiał do oglądania w długie jesienne i zimowe wieczory. Wspaniale jest wrócić do tych letnich dni, spędzonych z naszym Przyjacielem. Z Megatronem zawsze dobrze mi się nagrywa, bo rozumiemy się w pół słowa i nikt tak jak on nie potrafi improwizować i pozytywnie odnajdywać się w dziwacznych okolicznościach jakie spontanicznie stwarzam. Nie dziwi więc fakt że wspólnie popełniliśmy całą kolekcję filmików:

Mega spotkanie z widzem i spacer po Ilfracombe, North Devon.
Jak opróżniamy toaletę w kamperze? Szara woda i toaleta chemiczna. Camping.
Rozmowa z młynarzem, ciasto, herbatka cream tea w Hele Corn Mill & Tea Room, North Devon

Z kolei niedługo po wyjeździe Piotra, zanim zdołaliśmy osuszyć łzy pożegania, Voytek, nasz widz i Patron napisał komentarz pod jednym z naszych filmików mówiący o tym że właśnie wraca z Irlandii, ze Złombola i że wraz ze swoim synem ma ochotę nas odwiedzić.
Jaka była nasza odpowiedź? Wysłaliśmy mailem nasz dokładny adres, zapytaliśmy ile lat ma syn 😀 i czy szykować dla niego domino czy zimne piwo, po czym zabrałam się do planowania nieco większego niż zwykle obiadu. Spotkanie z naszymi chłopakami ze Złombola było w iście Kazikowym stylu.

Właściwie to nic nie wiedzieliśmy o naszych gościach i dopiero kiedy przyjechali, dowiedzieliśmy się że są tak wspaniali jak podejrzewaliśmy 😀 Oto wracali z rajdu charytatywnego, Skodą Mocy przerobioną na kampera, która mimo dojrzałego wieku, każdego lata nabija coraz to nowe tysiące na liczniku. Po raz pierwszy dowiedzieliśmy się co to Złombol i zakochaliśmy się w idei i duchu tej wspaniałej imprezy. Chłopaki zostali tylko na dwie noce, jednak udało nam się nakręcić wspólny filmik, dosłownie momenty przed ich wyjazdem:

Skoda Mocy na naszym kempingu w North Devon

Przygody chłopaków możecie śledzić dokładniej na ich stronie:
Skoda Mocy

Waleczna Skoda zwiedziła już kawał świata. ‚Cel jest niczym, droga jest wszystkim’ – ta Złombolowa zasada zdaje się idealnie oddawać waleczność tego małego autka i jej załogi.

Naprawdę nie spodziewaliśmy się, że aż tyle osób poświęci swój czas aby wybrać się do naszego cichego Berrynarbor, niemalże na końcu świata, żeby spędzić z nami kilka dni. Każde z tych odwiedzin były dla nas jak święto i stanowiły miłą odskocznię od codziennej rutyny.

Musicie jednak wiedzieć że rutyna i realia pracy na małym kempingu, prowadzonym przez rodzinę, były diametralnie inne od każdej pracy i życia ‚codziennego’ jakie wiedliśmy wcześniej.

W Mill Park pracę zaczynaliśmy o 6.30 rano, i przez większość lipca i sierpnia pracowaliśmy we dwoje. W związku z tym że teren naszej pracy zaczynał się dosłownie za progiem naszego kampera, mogliśmy sobie pospać do godz 5.45. Z reguły Marek wyprowadzał psiaka na poranny spacer, a ja w tym czasie przygotowywałam śniadanie, czasami kiedy udało mi się wstać wcześniej, szliśmy wszyscy razem. To był wspaniały początek dnia, zwłaszcza kiedy świeciło słońce. Nasz psiak cieszył się na nowy dzień i na spacer jakby wygrał los na psiej loterii, śpiewały ptaki, szemrał strumień, nad jeziorkiem unosiły się mgły. W parku panowała idealna cisza, nawet w czasie największego obłożenia. Każdego dnia nieustannie zachwycaliśmy się pięknem Parku i czuliśmy wdzięczność, za to że mogliśmy sobie w nim żyć. Wszak większość naszych gości, przyjeżdżała tu aby cieszyć się tym niezwykłym miejscem przez kilka dni, lub tygodni, a dla nas był to nasz adres domowy.

O 11.30 kończyliśmy naszą pracę i mogliśmy już wracać do naszego Diesla, zabrać go na kolejny spacer, przygotować i zjeść obiad, a nawet uciąć sobie małą drzemkę. Byliśmy wolni do godz. 15.30 kiedy to szliśmy popracować jeszcze przez jedną godzinkę, właściwie aby sprawdzić czy wszystko jest tak jak zostawiliśmy rano.

I tak mijał nam dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Jeśli chodzi o pracę, to po raz pierwszy mieliśmy aż tak dużą swobodę w planowaniu swoich zadań i wyznaczaniu priorytetów. Obdarzono nas całkowitym zaufaniem i naprawdę praca sprawiała nam przyjemność. Nie było dnia lub tygodnia, aby ktoś z gości nie zatrzymał nas na chwilę aby podziękować nam za czystość i porządek na kempingu. 

W razie trudności czy problemów, mogliśmy wszystko zgłaszać do naszej drogiej Szefuńci, która albo sama reagowała natychmiast (na przykład kiedy ktoś z gości łamał zasadę trzymania psa na smyczy) lub pytała nas o pomysł na rozwiązanie problemu, a właściwie problemiku. Nasze sugestie i pomysły na usprawnienie naszego systemu – Tak! W Mill Park obowiązuje cały system i porządek porządków 😀 był zawsze przyjmowane z entuzjazmem.  Kolejnym problemikiem było to, że czasami goście chcieli korzystać z łazienek kiedy były sprzątane i zamknięte na klucz.

Możecie sobie wyobrazić, że nie byli tym zachwyceni. Jednak zamiast polegać na starych znakach, informujących o godzinie rozpoczęcia sprzątania, wymyśliliśmy aby po prostu każdego dnia pisać do nich wiadomość na tabliczce. Piękne tabliczki zostały zamówione natychmiast, i już nikt nie narzekał, że pocałował klamkę. I taki to był kaliber naszych ‚problemów’ w pracy.

Takich przełożonych to naprawdę ze świecą szukać!

Z kolei po pracy, wybieraliśmy się na dłuższe spacery z psem, na pobliską plażę lub po prostu relaksowaliśmy się nad naszym strumieniem lub w naszym kempingowym barze.

 

Najbardziej lubiliśmy kiedy za barem stał nasz kempingowy Dziadek, który uwielbia pogawędki. Od początku naszej pracy w Parku, był naszym Aniołem Stróżem, cierpliwie dzielił się wskazówkami i swoją parkową mądrością, a zlecając nam nowe zadania, dyskretnie czuwał nad naszym bezpieczeństwem.

Generalnie mimo wspólnego życia na małej przestrzeni i często wspólnej pracy, bardzo rzadko mieliśmy siebie dość i szukaliśmy sposobu aby spędzić czas samotnie. W dobrym towrzystwie, żadna praca nie jest udręką. Jedną z naszych ulubionych było jeżdżenie po całym Parku  naszą mikro śmieciarką 😉

Wskakując na wózek golfowy zawsze mówiłam do Marka: Zabierz mnie gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zna…  😀 😀 I Marek mnie zabierał na rundę po Parku, starając się przejeżdżać pod drzewami tak, aby ich gałęzie dotykały moich włosów 😛

Generalnie, prawie zawsze dopisywał nam dobry humor i mieliśmy regularne napady ‚głupawki’. Być może dlatego, że nasza prosta praca, składająca się w większości z prostych, powtarzalnych czynności, zostawiała nam sporo energii na żarty, śpiewy i generalnie droczenie się ze sobą nawzajem 😀

Jednego tylko dnia nie było nam zbytnio do śmiechu, kiedy wracając na upragnioną przerwę w środku sierpnia, zobaczyliśmy że dach naszego przedsionka, ukazuje wspaniałe, błękitne niebo.

Jednak i z tym sobie poradziliśmy, a porwany przedsionek przyśpieszył decyzję o kupnie przyczepy kempingowej i tym samym rozpoczęciu przygotowań do kolejnej Wyprawy. Bowiem z dniem kiedy wyprowadziliśmy się kampera, mogliśmy go spokojnie oddać w ręce okolicznego warsztatu. Co prawda i na tym przygody się nie skończyły, bo ów warsztat nie dotknął kampera przez pierwszy tydzień, jednak po opisaniu naszego problemu na lokalnej stronie społecznościowej, bardzo szybko zabrali się do pracy 😀

W czasie kiedy kamper ‚ się robił’, my powoli łapaliśmy oddech po letniej pracy – większość września przeżyliśmy na totalnym luzie, nie robiąc zbyt wiele.

Mieliśmy wtedy po dwa dni wolne, po trzech dniach pracy które mijały nam beztrosko. Troszkę się to później na nas zemściło, bo zbyt wiele pracy gospodarczych i kamperowych odłożyliśmy na ostatnią chwilę. 

Na swoje usprawiedliwienie możemy przypomnieć że październik był bardzo deszczowy, a w Parku zaczęła się fizyczna, dość ciężka robota i za bardzo nie mieliśmy melodii do pracy po pracy, która i tak nas dopadła, w drugiej połowie miesiąca. Mało już było sprzątania i polerowania, a więcej cięcia, grabienia, i majsterkowania. Jednak powoli, przygotowaliśmy Park do zamknięcia, wyprowadziliśmy się z przyczepy i przygotowaliśmy kampera do nowej Wyprawy. I tak to pokrótce było moi mili.

W nasz ostatni weekend w Parku, zostaliśmy zaproszeni na pożegnalną kolację, w ostatni dzień pracy podpisaliśmy kontrakty na kolejny sezon, a w samym dniu wyjazdu cała kempingowa rodzina nas wyściskała i życzyła udanej, bezpiecznej podróży.

Także nie pozostaje nam nic innego, jak zrealizować plan o spędzeniu zimy w Hiszpanii, plan który zawiesiliśmy mniej więcej o tej samej porze roku, zaledwie rok temu. I całe szczęście że się tak to wszystko potoczyło, bo przecież inaczej, ktoś inny zająłby NASZE MIEJSCE w Mill Park. Nasze miejsce do życia, odpoczynku i do pracy.

Dziękujemy Wam za to że jesteście naszymi Dobrymi Duchami i towarzyszycie nam w naszych podróżach, nie tylko przez drogi, ale przede wszystkim przez życie. 

5 komentarzy

  1. Megatron

    Kasiu tego mi brakowało! Fantastycznie sie czyta twoje wpisy! Bardzo dziękuje za miłe słowa na temat mojej osoby! Jesteście wspaniałymi ludźmi i fantastycznymi przyjaciółmi! Gorąco Wam kibicuje na każdym kroku i życzę kolejnych wspaniałych podróży! Kto wie może los sprawi że już niedługo znowu się spotkamy bardzo bym chciał, ale czas pokaże! Przesyłam mnóstwo pozytywnej energii i życzę samych sukcesów oraz uśmiechu na Waszych twarzach każdego dnia! Ahoj przygodo! 😉

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Nasz Petros, nasza Skała. Człowiek który nawet w momentach zwątpienia zawsze zaraża nas swoim entuzjazmem i wiarą w KazikTV. Piotr Ty kombinuj ze swoim terminarzem, bo w naszym kamperze jesteś zawsze mile widziany. Zawsze i wszędzie. Dziękuję.

      Odpowiedz
  2. Agnieszka Gajewska

    Oj jak ja czekam na te wpisy, są jak kolejne rozdziały dobrej książki, a w tym nawet ja wystapilam 🙂 Kochani pobyt u Was wspominam bardzo cieplo, zreszta jak sobie przypomne pierwsze nasze spotkanie….to uczucie jakbysmy znali się od dawna… Możliwosc przebywania w kazikowej rodzinie to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały. Przeżywam z Wami każdą radosc i smutek, oby tych pierwszych było jak najwiecej. Życzę Wam wspaniałych przygód, dużo słoneczka i jeszcze wielu rozdziałow tej wspaniałej książki jaką spisujecie na kartach życia 🙂 I tak sobie pomyślałam właśnie jakby to było cudownie gdyby Wasza droga powrotna jakims cudem zachaczyła o Port Talbot ( no dobrze przyznam się myslę o tym od początku Waszej wyprawy 🙂 ) Pozdrawiam cieplutko 🙂

    Odpowiedz
  3. Voytek

    Ojej, jak miło się to czyta! Dziękuję drogie Kaziki za piękne słowa o ekipie SkodyMocy i idei Złombola. Prawda jest taka, że to Wy posiadacie magiczne zdolności przyciągania i generowania pozytywnej energii i dzielenia się nią z każdym. I należy mi wierzyć, bo sam tego doświadczyłem będąc w Mill Park. Z pozyskanej u Was pozytywnej energii czerpiemy do dzisiaj i jeszcze na długo nam wystarczy :-)))
    Pozdrawiamy, kibicujemy i śledzimy Wasze przygody!
    Ekipa ze starej Skody ;-)))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *