Luksusowy wyjazd poświąteczny.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Wysprzątany dom, piękna choinka, lodówka pełna smakołyków … nic tylko wskoczyć w ciepłe kapcie, zawinąć się w kocyk i odpoczywać po Świętach … Jeść, trawić i oglądać te same filmy co w zeszłym roku … i dwa lata temu …

A co zrobiliśmy My?

Hah! Pojechaliśmy na dziki kemping.

W przeddzień wyjazdu rozmawiałam z przyjaciółką i chwaliłam się jaki mamy plan. Zapytała gdzie jedziemy … No a gdzie my możemy jechać jak nie do Kornwalii? 😀 Ale tym razem pojechaliśmy w miejsca gdzie jeszcze nas nie było, na półwysep Lizard, w zawrotnej odległości 2 godzin od domu :D:D

Jak wspomniałam w tytule był to wyjazd luksusowy.

To nie było iście dziki, spartański pobyt w Chryslerze. Choć i te był super frajdą.

Tym razem było ogrzewanie gazowe, prawdziwa kuchnia z piekarnikiem i toaleta!

Że grudzień to kiepski czas na taki wypad? Właśnie cudowny! Na dworze zawierucha, a my sobie siedzimy w środku, patrząc na to wszystko, w ciepełku, bo Marek ‚napalił’ w naszym gazowym kominku 😉 Można pić herbatkę, kawkę, grzańca, co kto lubi … Patrzeć przez okno i głaskać naszego wiernego psiaka. A jak się ściemni posiedzieć przy świeczkach, posłuchać muzyki.

I tylko w tym wszystkim, w tym całym rozanieleniu i zwolnieniu musieliśmy pamiętać aby coś dla Was nakręcić!

Ale tym razem pilnowaliśmy się i przypominaliśmy sobie nawzajem i powinien z tego wyjść fajny film.

Lizard to zarazem nazwa miejscowości i półwyspu. Cały półwysep to dziki, piękny rezerwat przyrody. Totalne odludzie z małymi tylko wioseczkami. Fantastyczne miejsce i raj dla obserwatorów przyrody. Akurat grudzień to nie jest idealny czas na podglądanie flory i fauny, ale widzieliśmy śmiałków którzy wyprawiali się na całodzienne piesze wędrówki. Z okien ciepłego kampera widzieliśmy :D:D 

Unikatowe położenie, bo Lizard to najbardziej na południe wysunięty przylądek Wielkiej Brytanii i brak cywilizacji zainspirowały najdziksze pomysły!

Na tym małym cypelku (23km x 23km) znajdują się dwie potężne jednostki wojskowe, kosmiczna wręcz stacja satelitarna i swego czasu eksperymentował tam pewien bardzo narwany Włoch Marconi … Ale kochani, nie wszystko naraz!

Lizard to przede wszystkim, piękny, dziki, nieskażony cywilizacją (poza infrastrukturą z poprzedniego akapitu) teren.

Żebyście Wy mogli zobaczyć te gwiazdy wczoraj wieczorem. Totalna ciemność, zero lamp, łun miast  i piękny księżyc w towarzystwie koleżanek… Wieczór był cichy i ciepły. Chodziliśmy po klifie, w dole huczało morze i było wręcz idyllicznie.

Dopiero nad ranem zorientowaliśmy się, że pogoda zrobiła nam niezłego psikusa, a romantyczny wieczór to była dosłownie cisza przed burzą.

Chciałoby się napisać Ooops I did it again… Po raz kolejny zatrzymaliśmy się na nocleg, w pięknym odsłoniętym miejscu, które urzekło nas za dnia. Szczyt klifu, cypelek z trzech stron oblany wodą, idealna pustka … Pięknie!

Ale nie w czasie grudniowego sztormu! Wiatr wył, deszcz zacinał a My po raz kolejny zobaczyliśmy, że to co nas w tym miejscu urzekło wiąże się z brakiem snu! Marek powiedział że van się nie przewróci … I tylko to mnie utrzymało w tym miejscu do rana 😀

Spanie skończyło się o 4. Około 8 rano wyszłam z Dyziem na spacer. Cała w strachu, bo nadal wiało. Ale już się nauczyłam, że cienkie  ‚ściany’ kampera tworzą atmosferę grozy bez pokrycia. Nałożyłam wszystko co miałam, ubrałam Dyzia i odważnie ruszyliśmy za próg…

Jedno spojrzenie na potężne, spienione fale bezlitośnie smagające brzeg … jeden głęboki wdech świeżego, morskiego powietrza i już nocne misterium Matki Natury, które napędziło mi niezłego stracha, wydało mi się ledwo mżawką i może odrobiną wiatru…

Co za miejsce, Kochani! Ja już chcę tam wrócić.

 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz