KORONAWIRUS W ANGLII – WRÓG U BRAM KEMPINGU.

Marzec 2020

Tym razem nie byliśmy gotowi na triumfalne otwarcie kempingu – pogoda i przekopanie pola Lake Field, skutecznie nas spowolniło, jednak z pierwszym dniem Marca brama Mill Park została otworzona dla naszych gości.

Z dnia na dzień koronawirus i COVID19 pojawiały się w każdej relacji medialnej i były odmieniane przez wszystkie przypadki w konwersacjach i postach na mediach społecznościowych. Nad kempingiem zbierały się czarne chmury…

Sytuacja zmieniała się bardzo szybko. Na kempingu mieliśmy niewielu gości, i jeszcze zanim wprowadzono social distancing – dystans społeczny, ludzie instynktownie odsuwali się od siebie. Coś się zmieniło. Z dnia na dzień obudziliśmy się w innej rzeczywistości.

Życie na kempingu, zaczęło stopniowo ale konsekwentnie zamierać. Gości było niewielu… większość z nich była zajęta porządkowaniem spraw domowych. Nad wyspę nadciągała burza. Mało kto myślał o odpoczynku na kempingu. Zrobienie zapasów żywności, zorganizowanie opieki dla dzieci i osób starszych, wykupienie recept – to były priorytety Brytyjczyków w Marcu.

Od połowy Marca właściwie nie mieliśmy pracy. Strach przed zarażeniem zmienił nawyki naszych gości. Łazienki lśniły czystością, mało kto miał odwagę aby z nich korzystać. Towar w sklepie pozostał nietknięty. Bar wieczorem był opustoszały…

Na początku miesiąca nasi goście sezonowi przyjechali aby odsłonić swoje przyczepy i rozstawić przedsionki. W niedzielę 15 Marca w związku zaistniałą sytuacją, zaczęłam kręcić vloga. Chciałam uchwycić dynamikę zmian i rozwój pandemii w Anglii. Tamtej niedzieli, jak co tydzień wielu weekendowych gości opuściło kemping i miejsce opustoszało. Był to dobry dzień aby pokręcić się po obiekcie z kamerą. Wtedy nie miałam pojęcia że w Mill Park czas właśnie się zatrzymał i od tej pory niedzielna cisza, brak gości i pracy zostanie z nami na długie tygodnie i miesiące.

Już wtedy w sklepach zaczęło brakować papieru toaletowego i mydła. Nie mąki i nie tłuszczu czy mleka w proszku – mydło i papier toaletowy okazały się artykułami niezbędnymi do przetrwania.

Jesteśmy świadkami wydarzeń które przejdą do historii. Filmik kręciłam na przestrzeni kilku dni aby zobrazować jak szybko przenosi się ta choroba i jak lawinowo wzrasta liczba potwierdzonych zakażeń. Z każdym dniem napływają coraz gorsze wiadomości i niestety mamy mniej gości. Branża turystyczna która jest filarem lokalnej ekonomii, mocno obrywa. Zamknięto już szkoły, wiele restauracji, kina i kempingi. W sklepach mimo zapewnień rządu, że nie zabraknie żywności, klienci masowo szturmują półki i wykupują makaron, konserwy, mięso i papier toaletowy. Globalny kryzys i stan zagrożenia dotyka każdego z nas. Tak jak Wy nie wiemy jak rozwinie się sytuacja i jakie będą jej skutki. Podstawowa sprawa to zachować spokój, minimalizować ryzyko zakażenia, a w razie symptomów pozostanie w domu na 14 dni. W chwili publikacji tego filmu, oboje jesteśmy zdrowi i mamy nadzieję że Wy też w zdrowiu i dobrych nastrojach obejrzycie ten materiał.

(Opis filmu z 21/03/2020)

Nie ukrywam, że w pierwszych dniach nie wierzyłam że sprawa jest poważna. W czasie mieszkania w UK zdążyłam się przyzwyczaić do przesadnych i absurdalnych przepisów BHP, ostrzeżeń pogodowych bez realnej potrzeby i ostrzegania społeczeństwa o ryzyku napompowanym jak balon, bez dobrego uzasadnienia. ‘Wystarczy myć ręce i wszystko będzie dobrze’- zalecenie aby myć ręce było główną linią obrony Brytyjskiego rządu i sposobem na utrzymanie porządku społecznego przez kilka tygodni.

W filmie cytuję smutne statystyki, które w tamtym czasie nadal nie wydawały mi się prawdziwe… Ciężko mi było o tym mówić przed kamerą. Kiedy rzeczy zostają nazwane, stają się realne. Zyskują formę i życie. Czułam przez skórę że opowiadam o historii, która zmieni bieg wydarzeń na całym świecie, zachwieje porządkiem jaki znamy i tym co nazywamy ‘normalnym życiem’.

Bałam się.

Strach i panika łapały mnie za gardło. Od dawna przeczuwałam że Europejczycy, w porównaniu do innych nacji, mieli dużo szczęścia w ostatnich dekadach. Zabawa w chowanego z wojną, głodem i terroryzmem, w globalnej perspektywie od lat omijała kraje nad Wisłą, Loarą, Tamizą i Renem. Oczywiście w Europie zdarzały się zamachy i kataklizmy, jednak to nie była nasza rzeczywistość. Słysząc przez lata wstrząsające historie moich dawnych uczniów o codzienności w bombardowanej Syrii, dramacie młodzieży wcielanej do armii w Erytrei, odmawiania prawa do edukacji dziewczynkom w Afganistanie, byłam pewna że miałam szczęście że urodziłam się w Polsce. Miałam też głębokie przeświadczenie, że po latach dobrobytu i beztroski, przyjdzie kolej i na nas. Dlatego zrealizowaliśmy nasze marzenie o kamperze. I całe szczęście. Kto wie kiedy wolna i swobodna podróż, którą do niedawna braliśmy za pewnik, będzie znowu możliwa.

We vlogu żartowałam o jedzeniu kaczek i ryb z jeziora, a sama scena omawiania statystyk o zachorowaniach i zgonach, została nakręcona nad jeziorem, przy domku gdzie jeszcze niedawno przebywali nasi przyjaciele… wszystko po to aby samej sobie dodać odwagi.

Powyżej strategia brytyjskiego rządu w walce z COVID19… Do dziś, trudno ocenić jej efektywność.

W połowie Marca, szkoły i puby były nadal otwarte. Podobnie jak kina, teatry, restauracje i siłownie.

Zamknięcie pubów zbiegło się z zamknięciem szkół… to były pierwsze realne obostrzenia.

Początkowo myśleliśmy, że jakoś sobie poradzimy. Mieliśmy nadzieję, że dostosujemy się do sytuacji i kemping pozostanie otwarty. Przed wyjściem do pracy mierzyliśmy sobie temperaturę, myliśmy ręce kilkanaście razy dziennie… Zmieniliśmy naszą procedurę utrzymywania czystości, która przerodziła się w procedurę dezynfekcji.

Dopóki mieliśmy gości i kemping był otwarty, życie płynęło w miarę normalnie… Chodziliśmy do pracy i wierzyliśmy że wszystko będzie dobrze.

Jednak nikt nie wiedział niczego na pewno, a my baliśmy się że nasza przygoda w Mill Park powoli dobiega końca.

Pod koniec mojego tygodnia vlogowania, zaledwie 4 dni od niedzieli, kiedy to wierzyłam że goście wrócą, rzeczywistość zachwiała nawet moim odpornym na świat optymizemem.

Zachorowania wzrosły lawinowo, a moje próby zarezerwowania dostawy zakupów dla rodziców mieszkających w mieście, spełzły na niczym.

Wiedzieliśmy, że zamknięcie kempingu jest kwestią czasu. Nurtowało nas pytanie czy kiedy się otworzy, będziemy jeszcze jego pracownikami.

2 komentarze

  1. Megatron

    Kasia jak zawsze bardzo rzeczowy i ciekawy wpis! Teraz należy mieć nadzieję , że ten szalony okres skończy się jak najszybciej! Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy. 🙂

    Odpowiedz
  2. Sławomir Zagajewski

    Dzień dobry
    Emocje to ciekawe uczucie, trzeba je obserwować ale nie warto im się poddawać, zabierają energię nawet te dobre. Niestety tylko łatwo się o nich mówi gorzej je zrozumieć. Ja nie czułem i nie czuję lęku lecz mały niepokój zarazem ciekawość jak mocno się wszystko zmieni, bo świadomość i pewność zmian, cały czas jest z tyłu głowy. Oczywiście lęk nie jest mi obcym uczuciem. Trzeba też cały czas pamiętać że wirusy są realnym zagrożeniem i te wszystkie obostrzenia społeczne mają większą wartość niż krótkotrwała wolność. Powracając do uczuć- mimo wszystko warto o nich rozmawiać.

    Pozdrawiam serdecznie autorkę i czytelników

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *