Kazik idzie na swój pierwszy boot camp!

Cześć Kazie i Kaziczki,

Niektórzy może wiedzą że pracując 33 godziny tygodniowo a kolejne 6 spędzając na dojazdach do pracy i z pracy (szkoda że nie Kazikowozem!) wykorzystuję przerwy między zajęciami na małe bieganko czy jogę czy co tam akurat da się pogodzić z moim ‚planem lekcji’. Dni coraz krótsze i zimniejsze i z dnia na dzień narasta we mnie pokusa aby wykopać sobie jakąś norę w ziemi, zasypać liśćmi, zasnąć i obudzić się w marcu :D:D:D

No ale jakoś ciężko mi się zabrać do kopania 😀 więc dziś postanowiłam że w ramach budzenia w sobie energii, endorfin i entuzjazmu pójdę na ‚boot camp’ który figuruje w naszym szkolnym grafiku zajęć sportowo- wygibasowych.

Po pracy przebrałam się szybciutko w strój sportowy i popędziłam na boot camp choć do końca nie wiedziałam co to jest 😀 Kojarzyło mi się to z ekstremalnym treningiem rodem z koszarów wojskowych … i do końca nie byłam pewna czy dam radę!

Słownik podpowiada takie definicje:

boot camp

  • a place that is similar to a place where soldiers are trained, where young criminals or people with behaviour problems can spend time
  • a type of physical training that consists of many different types of exercise, often done outside
  • a type of group physical training programme conducted by gyms, personal trainers, and former military personnel. These programmes are designed to build strength and fitness through a variety of intense group intervals over a 1-hour period of time

Mój dzisiejszy boot camp nijak się ma do tych ze słownika.

To na pewno nie był poprawczak, ani miejsce dla osób z ‚behaviour problems’, chyba że wliczymy w to niekończące się narzekanie i brak radości życia 😉

Ćwiczyliśmy w małej salce, więc druga propozycja też odpada.

Trzecia też się ma nijak, bo nie nazwałabym tych ćwiczeń ‚instense’ … Intensywnie to śmierdziała gumowa podłoga w sali! 😀

Ale wchodząc na salę jeszcze tego nie wiedziałam!

Weszłam niepewnie witając się z panią która wyglądała na instruktorkę, bo wypełniała listę obecności. Pani się nie przedstawiła, za to ja powiedziałam jakże rezolutnie ‚to mój pierwszy raz’ jakby ona nie wiedziała, że mnie widzi po raz pierwszy! Jak mówiłam wcześniej, nie wiedziałam czego się spodziewać, więc wolałam się asekurować tym swoim debiutem.

Na zajęcia przyszło oprócz mnie dosłownie 5 osób 😀 ale nikt się nie rwał aby się ze mną witać … buuuu

Fanatycy fitnessu odziani byli bardzo profesjonalnie i bardzo lycrowo i od razu wyczułam że atmosfera jest całkiem inna niż na zajęciach ‚stretch and tone’ gdzie powolutku śledzimy swoje kończyny w i oddychamy w rytm muzyki rodem z salonu masażu … 😀

Nastroje były bardzo poważne i bardzo bojowe :D:D niczym w szatni przed walką bokserską. Rękawiczki na dłoniach co niektórych uczestników dodawały im animuszu. Właśnie w tej chwili zaczęłam się zastanawiać ‚co ja robię tu’ … Przyglądając się pobieżnie innym, zaczęłam się powoli domyślać skąd to chłodne powitanie … Byłam deikatnie mówiąc najmniejsza z całej tej ekipy, nie wyłączając instruktorki, która za zdrowo nie wyglądała. Ale nie oceniajmy po pozorach!

Jednak była tam jedna znajoma twarz! Jednak moje powitanie : I remember you a few years ago… Well done! Które miało znaczyć ‚pamiętam Cię sprzed kilku lat, widzę że dużo schudłeś’ nie wywołało fal entuzjazmu :D:D:D Koleś już się do mnie nie odezwał i chyba tak już zostanie.

Zajęcia były prowadzone w parach. Kiedy weszliśmy do śmierdzącej salki, maty i akcesoria były już ustawione. Mieliśmy do dyspozycji gumy, ciężarki i piłki lekarskie. Za bardzo nie wiedziałam gdzie mam się podziać, więc nieśmiało stanęłam przy jednej z mat.

Uczestników było 6 czyli trzy pary. Jedna para mieszana, między którą definitywnie iskrzyło romansowo 😀 dwie koleżanusie, i lekko upośledzony chłopak, nazwijmy go Pawełek i ja 😀 Pawełek stał pod ścianą i za bardzo nie wiedziałam czy przyszedł ćwiczyć, czy pomagać instruktorce, czy znalazł się w tej salce przez przypadek. Nie rozmawiał z nikim i za bardzo nie wiedział co ze sobą zrobić, podobnie jak ja 😀

Omówione dwie pary były bardzo zajęte sobą i za bardzo nikt nie zwracał uwagi na mnie i Pawełka. Pawełek, trochę onieśmielony, nie za bardzo wiedział czy będzie ćwiczył z instruktorką- założę się że tak było do tej pory, czy ze mną.

Dziarsko zajęłam matę naprzeciwko Pawełka, przedstawiliśmy się no i zaczęliśmy walczyć.

Na rozgrzewkę były … brzuszki … ekhm z czego wynika, że następnym razem przyjdę wcześniej aby zrobić swoją własną rozgrzewkę 😀

Potem brzuszki ze skrętem tułowia aby przybić piątkę partnerowi, jakieś wygibasy z gumami, deska ze skrętem aby znowu przybić piątkę, przysiady, przysiady z piłkami lekarskimi szuru buru … i 45 minut minęło. Mały cool down i koniec boot camp 😀

Troszkę się spociłam, ale bez przesady. Nie nazwałabym tej sesji ‚intensywną’ 😀 😀 Hehehehe zobaczymy co jutro powiem jak będę wstawać z łóżka na czworakach, bo z tą brzuszkową rozgrzewką to nieuniknione 😀

A jak mi się ćwiczyło z Pawełkiem?

Troszkę jak z dzieckiem. Niektóre ćwiczenia opierały się na sile partnera, a Pawełek nie jest w jakiejś fenomenalnej formie. W ogóle nie wiem co ta grupa robiła od miesiąca 😀 😀 Choć może ta ich dzisiejsza forma to już duży postęp 😀 Mówiąc krótko i chwaląc się wykonywałam wszystkie ćwiczenia bez większego wysiłku 😀

Musiałam troszkę więcej uważać na Pawełka rzucając mu piłkę, wręcz ostrzegać że rzucam, ale generalnie było ok. On przynajmniej próbował nawiązać ze mną jakąś rozmowę!

Wracając do pani instruktorki, może nie miała sportowej figury, ale wytrzymałość i siłę na pewno! Także kochani, lekcja z tego taka że nie należy sądzić po pozorach.

A i nie śmiejmy się z tych którzy na podobne zajęcia przychodzą w rękawiczkach jak do wyciskania mega ciężarów, bo takie rękawiczki sprawdzają się świetnie kiedy ćwiczymy w parach a mamy spocone dłonie.

A lekcja numer trzy jest taka aby mieć własną matę. Wątpię aby te szkolne ktoś kiedykolwiek mył.

O ile będę w stanie chodzić po tym ‚łatwym’ boot campie to pójdę jeszcze raz!

 

 

 

 

 

3 komentarze

  1. Damian Navsky

    Brawo za odwagę i chęci. Ja jednak wybrałbym ćwiczenia w domu, bezpiecznie, bezstresowo, a przy dobrej aplikacji czy filmie instruktażowym równie zdrowo.

    Odpowiedz
  2. Megatron

    Kasia brawo Ty! 😉 Jestem pod wrażeniem i zazdroszczę bo ja cały czas sobie obiecuję że zacznę ćwiczyć w domu i jak do tej pory marnie mi to idzie ha ha! Ale Twoja determinacja i chęci chyba mnie zmotywują do działania 😉 Życzę udanej zabawy na kolejnych spotkaniach 😉 Pozdrawiam cieplutko 😉

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Megatron zachęcam Cię, spróbuj jakiejkolwiek aktywności! To bardzo dobrze robi na głowę i na ciało. Grunt to odkryć co sprawia nam frajdę! Po poniedziałku czułam niektóre mięśnie do czwartku 😀 Ale w najbliższy poniedziałek idę znowu!!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz