Imprezowanie w UK, Christmas parties – przewodnik.

Cześć Kazie i Kaziczk,

Troszkę ostatnio zaniedbałam Was i tego bloga. Nie będę kręcić. Ostatnio imprezowałam na całego. Więc dziś opowiem Wam o tym jak się imprezuje po angielsku.

29/12/16 UPDATE: Przed Świętami gościliśmy u siebie naszych angielskich przyjaciół na tradycyjnym Christmas Dinner. Możecie sobie obejrzeć wesoły filmik z tego wiekopomnego wydarzenia:

Cały zeszły tydzień upłynął mi pod znakiem tańców, hulanek i swawoli. Imprezy z uczniami, z załogą z pracy i w końcu całkiem prywatne wyjścia, aż się proszą o komentarz, bo jak na dłoni widziałam jak osoby z różnych kultur różnie się bawią.

No więc pierwsza impreza była dla załogi z naszego można powiedzieć wydziału i była to bardzo nieformalna biba na terenie collegu, typu ‚bring a plate’. A to znaczy, że każdy przyniósł ze sobą jakieś danie. Bardzo fajny pomysł na koleżeńska imprezę bez zbędnych przygotowań. Oczywiście na kilka dni przed spotkaniem puszcza się w obieg listę na którą wpisujemy swoje imię i danie jakie jesteśmy gotowi przynieść, żeby upewnić się, że nie mamy dziesięciu półmisków z kanapkami z pasztetową 😉 Takie przyjęcie urządza się w dużej klasie albo na sali gimnastycznej. Nie ma baru i raczej nikt nie przynosi ze sobą alkoholu. Nikt nie siada za stołem, jest to bufet na stojąco a to znaczy, że trzeba wziąć plastikowy talerzyk, nałożyć nieco jedzenia, i bardzo sprytnie stać, jeść, ewentualnie pić i konwersować ze wszystkimi dookoła. Nie idzie się tam, żeby biesiadować a raczej, żeby nawiązywać kontakty. Zamieniamy kilka słów z człowiekiem w liczbie pojedynczej lub mnogiej, po czym przesuwamy się nieznacznie, do nowej grupy. Ta akrobatyczna sztuczka jedzenia na stojąco, popijania i rozmowy nazywa się ‚to mingle’- wmieszaj się w tłum, zartuj i rozmawiaj.

I właśnie tak organizatorzy naszej ESOL Christmas Party wyobrażali sobie bibę dla uczniów ESOL. Tym razem mieliśmy przywilej świętowania w szkolnej restauracji a nie na sali gimnastycznej i aby zaspokoić przepisy health and safety powiedziano nam, że możemy zaprosić 125 osób na bufet na stojąco. Ta sama impreza na siedząco oznaczałaby zmniejszenie liczby gości do 85. A co dalej się działo to już czysta improwizacja. Ano nasi uczniowie tak podchwycili temat, że trzeba było dodrukować bilety, koniec końców wydałyśmy 145 biletów. Nasze międzynarodowe towarzystwo absolutnie nie nawykło do sztuk cyrkowych i jedzenia na stojąco, a już koncept mingle był dla nich totalnie egzotyczny. No więc jak tylko talerzyki zostały napełnione i wszyscy się zorientowali, że na sali nie ma 145 krzeseł powiało grozą. Mężczyżni rzucili się po okolicznych pomieszczeniach w poszukiwaniu krzeseł, zaczęto przesuwać ostrożnie ustawione stoły i jakoś 145 osób usiadło na 85 osobowej sali.

Goście pochodzili głównie z krajów Afrykańskich, z Bliskiego Wschodu, kilka osób z Europy i nie wyobrażali sobie jeść na stojąco. Wszyscy nastawili się na imprezę w polskim stylu- usiądzmy za stołem i biesiadujmy! Impreza rozwijała się bardzo fajnie, ludzie siedzieli przy małych stolikach ze swoją grupką przyjaciół czy swoją klasą. Był quiz, muzyka a pod koniec tańce. I tu popełniłysmy ogranizacyjny błąd poniewać kiedy goście pojedli i popili, rzucili się w tany na całego, a już trzeba było kończyć imprezę! Najpierw były bardzo lekkie i subtelne tańce w stylu irańskim, z dużą dawką pląsania dłońmi. Potem ja rozruszałam towarzystwo, dobrym poczciwym tańcem z kotylionami, którego podjęli się nieświadomi uczestnicy. Oczywiście pary były mieszane. Było dużo śmiechu i jak już ten rytualny taniec został spełniony, wszyscy rzucili się na parkiet. Najpierw Kurdowie, wykonali tradycyjny taniec męski co przypominało trochę grecką zorbę a trochę rozgrzewkę przed meczem rugby bo było dużo podskoków i popisów. Potem parkiet zagarnęli Erytrejczycy którzy z duża werwą podskakiwali jak szaleni. A potem to nie wiem co było, by jak Kopciuszek musiałam zmykać na swój pociąg.

Staff Christmas Party wyglądało podobnie jak ‚bring a plate’ z tą różnicą, że jedzenie i uwaga alkohol były zapewnione przez szkołę. Zgromadziliśmy się na sali gimnastycznej, większość w bardzo obciachowych świątecznych sweterkach i ze świątecznymi dekoracjami na głowach. I oczywiście wszyscy stali, podjadali ale więcej popijali i szli na całość jeśli chodzi o ‚ mingle’. Moje dwie koleżanki obrzuciły tę zgraję krytycznym okiem i wróciły do pracy. Ja zostałam. Coś tam zjadłam – oczywiście na siedząco. Było bardzo mało stolików więc się do kogoś dosiadłam. Zamieniłam z nimi kilka słów a potem ruszyłam przypatrywać się nowym wcieleniom osób które na codzień noszą garnitury i garsonki. I chyba na tym polega pułapka Christmas Party. Oto wszyscy jesteśmy równi, przyodziani w sweterki i uszy renifera. Dyrektorzy, menadżerowie i szaraki jak ja, gromadzą się przy jednym otwartym barze. Dodajcie do tego muzykę w tonie ‚Last Christmas’, darmowy alkohol i macie przepis na katastrofę! Bardzo często na takich imprezach ludziom rozwijają się języki i mówią i robią rzeczy których potem żałują. Nie wposminając o wyjściu z takiej imprezy w towarzystwie mówiąc delikatnie dyskusyjnym.
Jest to impreza świąteczna, ale jednak w pracy. Więc jeśli już na taką idziecie to miejscie świadomość, że po świętach znowu wrócą garnitury a wy na swoje miejsce w szeregu.

Pamiętam moje pierwsze świąteczne imprezy w UK. Zbytnio nie umiałam się na nich bawić. Musiałam się nauczyć tego jedzenia na stojąco i konwersowania z ludzmi których nie znam. Po angielsku to się nazywa ‚small talk’. Taka mała rozmowa o niczym. Czym się zajmujesz, z kim pracujesz, och pyszna przystawka, jaki masz piękny sweterek itp.

Co mi się bardzo podoba to to że na takiej imprezie jeżeli ktoś ma ochotę to może zatańczyć z przełożonym/ przełożoną, wznieść przyjacielski toast z osobami które z reguły siedzą gdzieś tam na bardzo wysokich stołkach i po prostu po ludzku życzyć sobie Wesołych Świąt.

Na naszej imprezie był cały zarząd i bardzo ładnie się wszyscy bawiliśmy, bo świąteczne sweterki bardzo sprawnie znoszą podziały klasowe 😀

Dodaj komentarz