Gdzie jest Mike? Wizyta na kempingu Bay View Farm, Looe, Cornwall.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Od ostatniego wpisu sporo się wydarzyło,  a raczej sporo się odkazikowało. Właściwie to dopiero teraz mam chwilę na to, aby się zatrzymać
i pomyśleć o wydarzeniach ostatnich tygodni.
Siłą woli i determinacji dokonaliśmy niezłego wyczynu i wyprowadziliśmy się z domu 31 Mają. Do ostatnich dni nie wierzyłam, że nam się to uda. Mieliśmy
dwie opcje: wyprowadzka na początku, lub w połowie czerwca. Z naszej perspektywy każdy tydzień w domu z cegieł oznaczał dodatkowe koszty i odwlekanie rozpoczęcia życia w kamperze… Hmmmm chyba ja byłam tą osobą, która mimo wszystko, tak do końca nie chciała się rozstać z domem 😀

Uwieczniliśmy te historyczne i jakże emocjonalne momenty we vlogu z przeprowadzki.

Momenty naprawdę nie do powtórzenia, bo oto po raz pierwszy
uwolniliśmy się od bezpiecznego portu domu i okolicy, w której żyliśmy 4 lata. Zostawiliśmy za sobą puste pokoje, zamknęliśmy drzwi, a klucz wrzuciliśmy do środka 😀

Pamiętam wszystko dokładnie. Zatrzasnęliśmy drzwi w czwartek po południu, a piątek czyli Dzień Dziecka spędziliśmy już żyjąc w kamperze. He he dzieci rozpoczęły swoją upragnioną przygodę. Weekend minął nam na odpoczynku i pozbywaniu się reszty rzeczy, które pośpiesznie wrzuciliśmy do kampera bez ładu i składu.

W poniedziałek i wtorek, Marek wpadł jeszcze do pracy którą we wtorek ostatecznie zakończył.
Zapytacie może dlaczego odszedł we wtorek, w środku tygodnia?

No pomyślcie co robią Kaziki w pierwszym tygodniu życia w kamperze, ledwo się w nim urządziwszy, dzień po zakończeniu pracy jednego z Kazikow?
Ha! Pędzą na lotnisko odebrać dobrego Przyjaciela który będzie u nich gościł przez kilka dni :D:D:D

W końcu nastał czas odpoczynku.

Moje nerwy powoli rozwijały się z kłębka i naprawdę istnieje tylko jedna, jedyna osoba na świecie która mogła nas odwiedzić w tym czasie – Megatron 😉

Wizyta Piotrka napawała nas obojga radością, a nie obawami jak to będzie. Piotrek jeszcze tego nie wie, ale On w głębi duszy jest podróżnikiem, wędrowcem, pielgrzymem, włóczykijem. Może dlatego tak dobrze się z Nim dogadujemy.

Na pewno Wy też spotkaliście takie osoby których wizyta jest zawsze błogosławieństwem, niezależnie od okoliczności. Tacy Pielgrzymi, uwielbiają się śmiać, dogadują się z KAŻDYM i są absolutnie bezproblemowi. Cieszą się wszystkim i są otwarci na wszystko co nowe. Wtapiają się w życie Twojej rodziny, jakby byli od zawsze jej częścią. Można przegadać z nimi całą noc. Są wyrozumiali i bezpretensjonalni. Tacy przyjaciele to skarb.

Piotrek przyjechał tylko na kilka dni, więc nie chcieliśmy rzucać Go na głęboką wodę życia w kamperze ‚na dziko’, choć myślę że nie miałby nic przeciwko temu. Może o tym jak się żyje na dziko opowiem w osobnym wpisie.

Początkowo chcieliśmy spędzić te kilka dni na dobrze nam znanym kempingu Looe Bay View Farm. Kemping kusi komfortem… brak ograniczeń jeśli chodzi o gorącą wodę, wifi, dostęp do pralki itp itd. Jednak Bay View Farm to przede wszystkim niesamowite widoki.

Na kempingu u Mike’a byliśmy już parę razy. Nigdy nie mówiliśmy że jedziemy na Bay View Farm, czy na kemping, zawsze mówiliśmy że jedziemy do Mike’a.

Kim jest Mike?

Mike to przesympatyczny farmer i właściciel kempingu. Bay View to przede wszystkim farma, której chlubą są majestatyczne, przepiękne konie rasy Shire.
Kemping prowadzony jest tam od stosunkowo niedawna, głównie z uprzejmości właściciela, który ukochał swoje miejsce tak bardzo, że zechciał podzielić się nim z innymi.

Może ktoś pomyśli tere- fere, to tylko takie gadanie.

Nie kochani, tak było naprawdę. Przez lata przyjeżdżaliśmy tam naszą przyczepą kempingową, później Chryslerem, a od niedawna kamperem. Zawsze witał nas uśmiechnięty, wesoły i spokojny Mike. Do mnie zwracał się per my lovely albo maid (tradycyjne Kornwalijskie określenie młodej dziewczyny). Nic nigdy nie było problemem, zawsze rozczulał go fakt że przyjeżdżaliśmy z oddalonego o zaledwie kilka kilometrów Liskeard, bo z reguły Jego goście jechali na farmę godzinami. Bay View Farm to magiczne miejsce, i kemping w takiej lokalizacji to prawdziwa gratką. Jednak Mike, zachował bardzo przystępne, wręcz symboliczne ceny.

Kiedy poznaliśmy Mike’a miał 65 lat. Przyjechaliśmy wtedy na festiwal muzyczny w Looe, na który codziennie dochodziliśmy sobie brzegiem klifu. To nie była najłatwiejsza trasa i pamiętam że Liz, żona Mike’a chwaliła Go że mimo wieku, też chodzi na festiwal, tą samą trasą.

Na czym polegał urok i charyzma tego młodzieniaszka, którego wiek podstępnie zdradzały niesforne, siwe bokobrody?

Mike spełnił marzenie swojego życia i żył dokładnie tak jak chciał.

Swoją żonę poznał na potańcówce kiedy miał 16 lat. W pięć lat później byli już małżeństwem i prowadzili wspólnie farmę, jeszcze nie Bay View. W 1971r młody, 23 letni Mikę po raz pierwszy odwiedził znamienną farmę. Oczywście nie przyjechał na kemping 😉 Ówczesny właściciel Bay View sprzedawał byka, którego Mike chciał kupić. Jednak szybko zapomniał po co przyjechał, bo piękno miejsca po prostu go poraziło. To wtedy powiedział do swojej młodej żony: to jest miejsce gdzie chciałbym spędzić swoją emeryturę.




Jesteście gotowi na resztę opowieści?

Trzydzieści lat później farma została wystawiona na sprzedaż na aukcji. Jednak nikt jej nie kupił. Być może cena wywoławcza była za wysoka? Dowiedziwaszy się o tym z lokalnej gazety Mike pojechał porozmawiać z właścicielami i kupił swoje wymarzone gospodarstwo 😉

Prowadzenie farmy, a później kempingu i opieka nad ukochanymi końmi była dla Niego radością. Wy też cieszylisbyście się każdym dniem, gdyby po 30 latach udało Wam się zrealizować marzenie swojego życia.

Jednak kiedy dojechaliśmy na farmę z Piotrkiem Mike’a nie było. Nie przywitał nas. A dzień wcześniej telefon odebrała Liz. Na dobrze znanych tabliczkach ‚w razie pytań / problemów zadzwoń do … ‚ imię Mike’a zostało przekreślone i zastąpione innym. Pomyśleliśmy: na pewno wyjechał na jakiś festival czy wystawę, ze swoimi końmi, lub po prostu zatrudnił kogoś do pomocy.

Liz uwijała się jak zwykle, doglądając zwierząt i sprzątając kwatery dla gości.

Jednak, prze cały czas zastanawialiśmy się, gdzie jest NASZ Mike?

Pochłonięci swoimi sprawami i planami, trochę rozczarowani i trochę poirytowani faktem że na kempingu Mike’a szarogęsi się jaki młodzian, tak inny od gospodarza nie zapytaliśmy Liz o jej męża. Bez Mike’a to już nie było to, i zatrzymaliśmy się na farmie tylko na jedną noc.

W filmiku zażartowałam, że może się rozwiedli… jednak miałam źle przeczucia.

Mimo to kempingowaliśmy sobie beztrosko z Megatronem. Nakręciliśmy dla Was odcinek i cieszyliśmy się urokami farmy.

Moje obawy potwierdzily się tydzień później, już po wyjeździe Piortka, kiedy w lokalnej gazecie ukazał się artykuł wspominający naszego Mike’a…

Tytuł: Tributes to much-loved character … wyjaśniał nieobecność gospodarza. Tribute czyli wyrazy szacunku i uznania, a także ostatnie pożegnanie.

Mike zmarł na swojej ukochanej farmi dwa dni przed naszym przyjazdem. Nasze spotkanie, w lutym tego roku, okazało się ostatnim. Ostatnio często nasuwa nam się ta refleksja, że nigdy nie wiemy kiedy jest ten ostatni raz.

Po przeczytaniu tekstu, czułam się strasznie. Dlaczego nie zapytałam? Dlaczego nikt nam nie powiedział? Dlaczego Liz nie zamknęła kempingu? Dlaczego życie na farmie toczyło się zwykłym, a jednak innym rytmem?

Na początku żałowałam, że jednak nie dociekałam gdzie nasz Mike. Jednak myślę że może i lepiej, cóż Liz mogłaby mi odpowiedzieć? Takie pytanie wymusiłoby nazwanie i tym samym zmierzenie się z okrutną rzeczywistością.

Liz krzątała się, jak zawsze zajęta pracą w domu i doglądniem koni. Może wyda Wam się to dziwne, ale na te chwilę to był zapewne jedyny sposób aby nie myślęć o tym co właśnie się wydarzyło. Tyle lat wspólnego życia i wspólnej pracy. Szczęsliwe życie we dwoje, nagle wstrząśnięte, jak szklana kula ze sztucznym śniegiem.

Great Trethew Rally

Znaliśmy Mike’a jako serdecznego właściciela kempingu, jednak Jego zasługi dla lokalnej społeczności możnaby długo wymieniać. Okazało się że był też radnym i głównym organizatorem Great Trethew Vintage Rally, corocznego festynu prezentującego zabytkowe maszyny rolnicze i najpiękniejsze zwierzęta hodowane przez lokalnych farmerów. Festiwal będzie nadal organizowany, już ku Jego pamięci.

Liz, będzie prowadzić kemping z pomocą rodziny i przyjaciół.

Mike odszedł kilka tygodni po tym jak zmarł Jego ukochany koń – Leo, wielokrotnie nagradzany na wystawach.

Liz wspomina, że kilka tygodni przed smiercią, Mikę powiedział że osiągnął już w swoim życiu wszystko, o czym marzył. Jedyną rzeczą której nie zrobił przez te wszystkie lata było pojechanie na urlop… tylko dlatego że nigdy nie czuł takiej potrzeby.

Nadal będziemy jeździć do Mike’a. Na zawsze będzie żył w naszej pamięci i pamięci wszystkich którzy mieli szczęście Go poznać.

 

5 komentarzy

  1. Megatron

    Kasia nie mogłem się doczekać tego wpisu czułem że będzie dobry ale okazał się rewelacyjny! Uwielbiam to jak ciekawie i szczegółowo opisujesz różne wydarzenia zachowując przy tym ciągłość i sens całej wypowiedzi! Sprawia to iż czytelnik ma ochotę na więcej i więcej 🙂 Dziękuje za tak miłe słowa skierowane do mnie i też żałuje że nie było mi dane spotkać tego Pana 🙁 Co do farmy zgadzam się z każdym słowem to miejsce jest magiczne a widoki nieziemskie!!! Jeszcze raz korzystając z okazji Kasiu i Marku dziękuję Wam serdecznie za możliwość przeżycia już kolejnej wspólnej przygody! Mam nadzieje że nie ostatniej… Przesyłam gorące pozdrowienia i czekam na kolejne artykuły 🙂

    Odpowiedz
  2. Adrian M

    Kasiu, bardzo się cieszę, że znalazłem ten kanał i wszystko co z nim związane – także tę stronę. Można nauczyć się od Ciebie nie tylko angielskiego, ale przede wszystkim bycia dobrym człowiekiem. Kiedy budzę się rano, włączam telefon i widzę, że na kanał został przesłany nowy film to obejrzenie go przed wstaniem z łóżka jest idealnym sposobem na dobry początek dnia 🙂
    Pan Mike „osiągnął już w swoim życiu wszystko”.. Przykro, że taki człowiek odszedł. Ale teraz z pewnością może być dumny z tego, co osiągnął. Wspominacie go jako bardzo dobrego człowieka.. Oby teraz Pan Mike was pilnował podczas wyprawy. Dziękuję i pozdrawiam!
    Adrian M.

    Odpowiedz
  3. Aga Gaj

    Takie osoby jak Mike sprawiają że miejsca w ktorych żyją zyskują duszę. Spotkanie z nimi zostawia ślad w sercu na zawsze. Wzruszający artykuł aż łezka się kręci w oku. Mam nadzieję że i ja zawitam kiedyś w to magiczne miejsce podczas moich wędrówek. Kasiu Twoje wpisy sprawiają że po ich przeczytaniu nie jestesmy już tacy sami. To taki pokarm dla duszy. Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Tak, Mike stworzył fantastyczne miejsce. Jak już tam będziesz nie zapomnij wysłać mi fotki! Co do mojego pisania, cieszę się bardzo i potraktuję to jako przyzwolenie by kontynuować ;-)))))

      Odpowiedz

Dodaj komentarz