Folkestone – Eurotunnel – Calais – St Omer – Kortrijk. Czyli UK – Francja – Belgia = madness!

Cześć Kazie i Kaziczki,

Jak już pisałam gospoda Czerwony Lew położona jest bardzo blisko Folkestone, skąd niczym z procy startują pociągi przewożące auta do Calais we Francji.

Przeprawę od początku do końca możecie zobaczyć w filmiku, nakręconym tego samego dnia  w trzech krajach! wow:

Myśląc o Eurotunelu, nadal podziwiam fakt że budując go Brytyjczycy i Francuzi zacząwszy na swoich końcach, zdołali spotkać się na środku! Ha ha 😉 Nie chcę sobie wyobrażać co by było gdybym to ja była kierownikiem tej budowy.

Jak mówiłam w filmiku, tunel pod the English Channel nie oznacza śmigania na drugą stroną autostradą. Tak było na początku, jednak możecie sobie wyobrazić jak ryzykowna była to sprawa i co się działo w razie wypadków drogowych.

Dziś pasażerów aut przewożą pociągi… jedziemy autem i pociągiem naraz 😉

Cała trasa to ponad 50 km i przejazd do Francji zajmuje jakieś 40 min wraz z ceremoniami 😉  a pociąg jedzie z prędkością 160 km/godz. Niezmotoryzowani mogą nadal korzystać z tunelu kupując bilet na pociąg pasażerski – Eurostar.

Hmmm oczywiście były emocje i trochę niepokoju, bo co zrobimy jeśli kamper nam stanie w trakcie wjazdu lub wyjazdu z pociągu? Co z instalacją gazową? Czy aby na pewno szczelna? Czy będą to sprawdzać bardzo dokładnie?

Jednak los i Wasze dobre myśli nam sprzyjały i wjechaliśmy bez żadnych przygód.

Dopiero we Francji Talbot stwierdził że dobrze mu w tym pociągu i nigdzie nie jedzie… Jednak szybka reanimacja (ręczne pompowanie paliwa) przywróciło mu chęć do życia.

Po wjeździe w okolice Calais, krajobraz nie rozpieszcza. Jest tam bardzo przemysłowo, pełno fabryk i kontenerów i właściwie nie było co filmować.

Obiecaliśmy sobie powolną podróż inną niż zazwycza dobrze nam już znaną trasą do Polski… na której  byliśmy jak co roku…. i jakoś tak znowu nią jechaliśmu! Jednak pomyliliśmy zjazdy i wylądowaliśmy na parkingu z toaletą-dyskoteką, która jak się wyraził Marek: śmierdzi płatną autostradą… Na szczęście nie rozbiliśmy przez to banku.

Nasza wizyta we Francji była chyba najkrótszym pobytem turystycznym, w historii tego jakże dobrze wypromowanego kraju 😉 Miasteczko było senne, opustoszałe i spalone słońcem.

Jednak udało nam się kupić lait – mleko, dwa jasne piwka – blonde, paczkę chipsów i karton lodów 😉 Ha! Nie spodziewaliście się u nas takich zakupów? Megatron na pewno nie, bo pewnie myśli że u nas codziennie tylko ten szpinak i naleśniki 😀 Zakupy okazały się dość drogie, a miasteczko nie miało w sobie nic co by zachęciło do pozostania tam na dłużej.

Ważną informacją jest to że szukając sklepu, korzystaliśmy z nawigacji w telefonie w trybie pieszym, to ważny szczegół który zaważył na dalszych wypadkach tego dnia.

Korzystając z aplikacji polecającej miejscówki na noclegi dla kamperów, Marek wytyczył trasę do Kortrijk w Belgii i na razie na tym miała się zakończyć nasza FrancusKAAAA PrzygodAAAAA. Było po prostu za gorąco aby eksplorować ten zapewne  urokliwy kraj kamperem bez klimy, który w razie przegrzania staje dęba, z czarnym pieskiem i brakiem klimatyzacji. Nadrobimy w drodze powrotnej.

Kortrijk było oddalone o jakieś 1.5 godziny jazdy, więc popołudnie zapowiadało się dobrze.

Do miasta dotarliśmy bez problemu i nawet szybko znaleźliśmy nasz parking, tak dobrze czytacie, nie kemping, ale parking.

Nie wszędzie można sobie od tak spać na dziko a w wielu miejscowościach nawet postój kamperem na parkingu grozi mandatem. Wyznaczone są do tego specjalne place i właśnie na takim mieliśmy nocować.

Kortrijk: wikipedia

I tak by było, gdyby nie fakt że w mieście akurat odbywała się jakaś impreza plenerowa i skromne 8 miejsc na placu były zajęte a wjazd na parking zamknięto. Tego dnia słońce grzało niemiłosiernie, a na przedmieściach Kortrijk naprawdę nie było gdzie się zatrzymać, nie wspominając o odrobinie cienia.

Były za to wypielęgnowane ogródki, piękne domy i mnóstwo wesołych, wyprostowanych rowerzystów.

Do tego nawigacja pokazywała nam trasę jakoś dziwnie i niewyraźnie… Mieliśmy dylemat co dalej, byliśmy zmęczeni, wszak dzień zaczął się w UK, wczesnym rankiem i postanowiliśmy że spróbujemy szczęścia na drugim placu, ponoć 10 minut od nas…

Nadal nie tracąc rezonu posłusznie podążaliśmy za wskazówkami nawigacji… a tymczasem miasto wokół nas mieściło się coraz ciaśniej… ulice były coraz bardziej zatłoczone a muzyka coraz wyraźniejsza…

AAAAAAaaaaaargh! Wjechaliśmy do centrum. Plac był w centrum, nad rzeką i był bardzo zamknięty…

Kątem oka widziałam że miasto było piękne ale to nie był czas na podziwianie okolicy… Kamper jechał ostatkiem sił… Słońce prażyło, a Marek który dzielnie prowadził z Folkestone, do Francji i Belgii… miał już naprawdę dość.

Nie bacząc na skwar postanowiliśmy że musimy zatrzymać się  GDZIEKOLWIEK bo lada chwila kamper nam po prostu stanie.

W panice wskazałam na znak na parking … i tu kolejna lekcja życia w drodze. W Belgii i Holandii znaki informacyjne i ostrzegawcze ustawione są inaczej niż w UK… Na przykład znak z symbolem parkingu ustawiony był na wjeździe do niego a nie przed… Parking okazał się ślepą, wąską uliczką.

Nie zacytuję naszych reakcji 😉

‚Marek wyjeżdżajmy stąd’… to był moment paniki który okazał się zgubny, podobnie jak to że od Francji nasza nawigacja była nadal w trybie pieszym, co odkryliśmy nieco później.

W połowie desperackiej próby zawracania na zwężonym odcinku drogi jak to się mówi na kursie prawa jazdy, kamper się wziął i zgasł… tym razem na amen… i to w jeszcze dość niezbyt eleganckiej pozycji. W poprzek drogi, przed pięknym blokiem … gdzie zza firanek bacznie obserwowali nas lokalni rezydenci. Jedynym plusem naszego położenia był dobiegający z centrum, jakże nie ma miejscu utwór Davida Bowie ‚Let’s dance’…

 

4 komentarze

  1. Aga

    Oj zaszalałas z tymi zakupami Kasiu Faktycznie wrażeń mnóstwo, akcja trzymająca w napięciu aż do ostatniej chwili. Ale najważniejsze że wszystko dobrze się skończyło. Bo opowieści Kazikow zawsze muszą mieć pozytywne zakończenie to już taka tradycja 🙂 ( chodzi mi oczywiście o zakończenie jeszcze tutaj nie opisane)

    Odpowiedz
  2. Adrian M

    Ale mieliście przygody. Nerwy i zmęczenie pewnie wzięły górą :/ Ale szczęście, że udało się wyruszyć dalej! :))

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Było troszkę hardkorowo, ale w tym wszystkim wspieraliśmy się nawzajem i udało nam się jakoś to przeżyć nie pożarwszy siem 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz