Dartmoor National Park- moja nowa miłość.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Ach co to był za wypad! Bywałam już na wrzosowiskach, ale Dartmoor powaliło mnie na kolana.

Wyobraźcie sobie obszar wielkości Londynu, niemal zupełnie bezludny … nie ma domów, nie ma ulic ani sklepów, nie ma zasięgu… Ale są wzgórza, łąki, rzeki, strumyki i kucyki 😀 Według moich obliczeń na jednego mieszkańca tego obszaru przypada 30 kilometrów kwadratowych 😉

Już dawno nie byliśmy z Markiem w miejscu, gdzie co pięć minut mówimy: WOW! A właśnie tak mieliśmy na Dartmoor.

Jest to niezwykłe, wręcz magiczne miejsce. Otwarta, wolna przestrzeń po prostu poraża. Ciężko jest oddać majestat i ogrom Dartmoor na filmie czy na zdjęciu, ale może nasza relacja da Wam choć namiastkę tej atmosfery.

Ogrom pustej przestrzeni, przywodzi na myśl sceny z amerykańskich filmów.

Spędziliśmy tam zaledwie kilka nocy, ale to wystarczyło aby ukoić nasze nerwy. Wszechogarniająca cisza działa jak balsam. Człowiek zwalnia i uświadamia sobie, że jest częścią przyrody. Wydaje się, że puls zrównuje się z rytmem szumiącego strumienia. Po dniu spędzonym na świeżym powietrzu, bez telefonu i internetu, zachodzące słońce zaprasza do snu.

A spaliśmy jak susły! Może to cisza, a może kompletna ciemność a może brak urządzeń elektronicznych, a może magia Dartmoor? Mimo dość spartańskich warunków i Dizelka, który uroczo wpasował się między nami ( i tak patrzył oczkami pełnymi miłości, no jak takiego zwierzaka przegonić, nawet jeśli zabiera Ci pół kołdry…) spaliśmy od 22 do 9 rano. Nastawiliśmy budzik na 6-tą aby obejrzeć wschód słońca, ale ciepłe posłanie okazało się nie do porzucenia. Jednak wcale mnie to nie martwi, bo wiem, że wrócimy na Dartmoor i to nie raz.

Marek wynalazł nam naprawdę wyjątkowe miejsce. Zatrzymaliśmy się nad jeziorkiem Venford, otoczonym uwaga! laskiem iglastym! Zapachniało, zaszumiało sosnami, świerkami i modrzewami … były też swojskie brzózki i wierzby. Nie wiem jak, nie wiem skąd, ale oto odnaleźliśmy polską przyrodę w sercu Devon. Czuliśmy się jak nad jeziorem Długim w Olsztynie, choć Venford  to zaledwie rezerwuar wody pitnej, o wiele mniejszy niż Warmińskie jeziora.

Widzieliśmy wiele wielopokoleniowych rodzin dziarsko wspinających się na mniejsze i większe wzgórza. Widzieliśmy kilkuletnie dzieci, które ani trochę nie marudząc szalały jak młode źrebaki. Widzieliśmy też mamcię z całkiem małym bobaskiem bezpiecznie zawiniętym w chuście. I grupy emerytów podbijające Dartmoor kijkami …

A wiecie czego nie widzieliśmy?

Nie widzieliśmy śmieci, ŻADNYCH, nawet najmniejszych. A koszy tam nie ma. Wszyscy grzecznie zabierają śmieci ze sobą.

A w nocy słychać było pohukiwania sowy … pierwszy raz słyszałam sowę w przyrodzie 😉 I mam taką ambicję żeby nauczyć się tej ptasiej mowy, choćby tych najbardziej znanych gatunków, żeby wiedzieć kto mi śpiewa do snu czy na pobudkę.

Ach uciec w przyrodę … polecam Wam serdecznie. Nie żadne seriale, napoje energetyczne czy tabletki na nastrój. Czysta przyroda to jest to! Zapisuję Wam Przyrodę na receptę. Zażywajcie przynajmniej raz w tygodniu! To nie musi być Park Narodowy… wystarczy park, łąka, las, rzeka, ogródek a nawet balkon!

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Aga

    Przyroda na receptę. Tego nam właśnie potrzeba w świecie komputerów i zgiełku. Wszechogarniajaca cisza, że słyszymy bicie własnego serca dostrojone do szumu wiatru, szmeru strumyka i śpiewu ptaków. Tak Kasiu bardzo dobrze Was rozumiem i już nie mogę się doczekać kiedy i ja będę mogła zrealizować swoją receptę. Jeszcze raz pozdrawiam cieplutko i życzę miłego wypoczynku.

    Odpowiedz
  2. Kazik.TV

    W którymś momencie zastanawialiśmy się czy może już wracać. Pogody zbytnio nie było a i jeden wypad się średnio udał. No nie było zbyt różowo. I wtedy pomyślałam, że jeśli wrócimy do domu każde z nas przyklei się do swojego laptopa albo rzucic w wir robienia gazyliona rzeczy… Więc powiedziałam do Marka: zostajemy!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz