Czy można samemu nauczyć się języka angielskiego?

Cześć Kazie i Kaziczki,

Ostatnio Angelika zadała to pytanie w swoim komentarzu. I myślę, że to bardzo ciekawy temat i może wielu z Was też się nad tym zastanawia. A może się nie zastanawiacie, ale ja i tak Wam powiem. Bo oto tym pytaniem Angelika otworzyła puszkę Pandory. Pytanie ma drugie dno, albo nawet kilka den, ponieważ dotyka istoty roli nauczyciela i tego czy jest naprawdę potrzebny.

Oczywiście myśląc o moim chlebku i masełku mogłabym Wam powiedzieć: O tak koniecznie, koniecznie nauczyciel musi być! 😀 Ale spójrzmy na sprawę bardziej obiektywnie.


Jaka jest rola nauczyciela?

  • sprawdzanie obecności?
  • stawianie ocen?
  • zadawanie i sprawdzanie prac pisemnych?
  • poprawianie błędów uczniów?
  • odpowiadanie na pytania?
  • przekazywanie wiedzy?
  • tworzenie i realizacja programu?
  • utrzymywanie dyscypliny?
  • czytanie gazety?

Spójrzcie na tę listę i zastanówcie się; czy uczęszczanie na zajęcia z nauczycielem, który spełnia te wszystkie funkcje sprawi, że jak to niedawno pięknie ujęła Agnieszka ‚ Wasz angielski przemówi’ ?

Czy w końcu te wszystkie kawałki układanki typu słówka, gramatyka, praktyka w pisaniu i słuchaniu, znajdą się na właściwych miejscach, a Wy w końcu zaczniecie bez wstydu i strachu mówić po angielsku?

Jak mawiał kierowca mojego PKS-u, kiedy ktoś próbował wsiąść do pełnego autobusu, MARNÉ SZANSÉ …

Dlaczego?

Bo licząc na to że przez samo chodzenie na zajęcia, często bardzo drogie, nauczycie się języka, to jakbyście zakładali, że nauczycie się prowadzić auto, ucząc się na pamięć budowy silnika. Niestety bardzo często tak wygląda nauka angielskiego w polskich szkołach. Nauczyciele skupiają się na teorii, uczą o języku a nie języka. Cała klasa wyśpiewa regułki, ale nikt nie potrafi zamówić kawy czy wytłumaczyć zagranicznemu turyście jak dojdzie na pocztę.

 


Nauka języka jak nauka jazdy.

Aby nauczyć się prowadzić, musicie siąść za kierownicą!!! A to znaczy, że musicie się zaangażować i podjać ryzyko.

Na kursie jazdy na początku uczycie się teorii i przepisów drogowych. Potem intruktor daje Wam kilka wskazówek praktycznych, ale prawdziwa nauka zaczyna się kiedy siadacie za kółkiem. I wiem, że to przerażające, że na początku nie wiecie co robić, auto gaśnie na szkrzyżowaniu, wszyscy się na Was gapią i chcecie uciec. Ale z czasem, Wasze czynności stają się automatyczne. Zmieniacie biegi bez patrzenia na dzwignię, i w końcu możecie patrzeć na drogę. Pokonując każde małe wyzwanie, nabieracie pewności siebie i zaczynacie wierzyć, że będzie z Was kierowca.

I z nauką angielskiego jest podobnie.

Boicie się, że popełnicie błąd? A czy wszyscy kierowcy, nawet doświadczeni nie popełniają czasem błędów?

Różnica między początkującym kierowcą a początkującym poliglotą, jest taka, że kierowca który nie wie co robi, może kogoś zabić na drodze, więc instuktor jest nieodzowny. Na szczęście problemy z językiem obcym, na ogół nie grożą śmiercią. Raczej nikt nie powierzy Wam roli w której podejmujecie decyzje mogące zaważyć na zdrowiu i życiu innych, bez sprawdzenia Waszych umiejętności językowych.

Ale wracając do listy funkcji tradycyjnie przypisywanych nauczycielom …


Które z ról nauczyciela możecie przejąć?

 

  • tworzenie i realizacja programu? To nie problem. Wystarczy wybrać odpowiedni podręcznik i go realizować, albo wydrukować podstawę programową dostępną na stronie MEN.
  • odpowiadanie na pytania? Z tym może być nieco gorzej. Ale od czego są słowniki, książki gramatyczne i internet?
  • zadawanie i sprawdzanie prac pisemnych? O ile pisać możecie sami i do pewnego stopnia sprawdzać swoje teksty, to akurat tutaj przydałaby się fachowa pomoc. Możecie poprosić kogoś kto zna język lepiej od Was, niekoniecznie musi to być nauczyciel. Czasami widzę takie prośby o sprawdzenie tekstów na forach, ale najczęściej widzę prośby o napisanie tekstu za kogoś ;p;p co sprawia, że moje oczy rozbłyskują na zielono.
  • stawianie ocen? Do pewnego stopnia możecie się sami ocenić, na przykład robiąc test zamknięty, lub korzystając z podręcznika z odpowiedziami. Możecie sobie nawet wydrukować certyfikat 😉 Gorzej z oceną mówienia. Szczególnie na początku nauki warto mieć nauczyciela aby przebrnąć przez podstawy wymowy. Oczywiście dla chcącego nic trudnego, można to obejśc korzystając z symboli fonetycznych i słowników internetowych w których możecie usłyszeć wymowę.
  • poprawianie błędów uczniów? Hmmm jak pisałam wcześniej możecie sami poprawiać niektóre błędy, ale jeśli chodzi o pisanie i mówienie to większość z Nas nie jest nawet  świadoma swoich błędów. Więc tu też przydałby się ktoś do pomocy.
  • utrzymywanie dyscypliny? To wbrew pozorom może być dość duże wyzwanie dla samouków. Czy jesteś w stanie trzymać się samodzielnie ustalonego grafiku nauki? Zapisując się na kurs i płacąc za lekcje jakoś łatwiej na te lekcje dotrzeć.

Nauka a wiek.

Oczywiście natura procesu uczenia zmienia się wraz z naszym wiekiem. Inaczej podchodzi do tego dziecko w szkole, inaczej nastolatek, a inaczej osoba dorosła. W teorii im jesteśmy starsi i dojrzalsi, tym większą powinniśmy brać odpowiedzialność za swoją naukę. Mówię w teorii, bo w praktyce spotykam osoby w wieku 30-50, które reprezentują podejście ucznia szkoły podstawowej i są kompletnie nieodpowiedzialne. Spóżniają się, nie odrabiają prac domowych, zawsze mają wymówkę na wszystko, nie przykładają się, nie biorą czynnego udziału w zajęciach, a potem są zaskoczeni, że ich angielski SIĘ nie poprawił. A jak miał SIĘ poprawić? Metodą magicznej osmozy? Przez zasiedzenie w klasie, a może oddychanie tym samym powietrzem co nauczyciel, który to wszystko już wie?

Ale nie będę się tu frustrować.

Spotykam, też bardzo młode osoby, często jeszcze niepełnoletnie, które mimo borykania się z bardzo poważnymi problemami, a może właśnie dzięki tym problemom są super uczniami i bardzo szybko przechodzą na wyższy poziom. Przychodzą na zajęcia na czas, wykonują wszystko co im zalecam, zadają mądre pytania i wykorzystują każdą okazję aby używać języka angielskiego. Generalnie dają mi nadzieję, że moje lekcje mają sens.


Konkluzja.

Podsumowując bardzo dużo możecie osiągnąć samodzielnie, ale jeśli chodzi o rozwój komunikacji ustnej i pisemnej, ciężko to osiągnąć bez pomocy osoby bardziej zaawansowanej. Aczkolwiek, nie będziecie mówić ani pisać bez znajomości słówek i gramatyki – a to możecie opanować sami. Myślę, że na początku nauki angielskiego, tak jak z nauką jazdy, dobrze jest mieć nauczyciela  czy korepetytora. Co oczywiście nie zwalnia Was z pracy na własną rękę. Geoff Petty, który jest Brytyjskim guru edukacyjnym mawia: I wish students worked as hard as their teachers – Gdyby tylko uczniowie pracowali tak ciężko jak ich nauczyciele 😉 Pamiętajcie, że to, że macie nauczyciela, nawet prywatnego nie zwalnia Was z pracy!

Kiedy opanujecie podstawy dacie radę rozwijać swój angielski samodzielnie. Choć to zależy też od Waszego charakteru i preferencji. Niektórzy nie lubią i nie potrafią uczyć się w odosobnieniu, lepiej sobie radzą w grupie. Inni mają trudności z interakcją lub hałasem i często nie mogą się skupić w klasie.

O ile macie cel i widzicie sens w nauce języka, znajdziecie sposób aby go osiągnąć. Jeśli tylko Wam zależy. Enjoy the ride!

 

 

 

 

1 komentarz

  1. Aga

    Oj ciezko bez nauczyciela i jego wskazowek przynajmniej w moim przypadku. W domu na kazdym kroku cos do zrobienia i tak przekladamy nauke z godz na godz. Praca domowa to dla mnie magiczne slowo, trzeba wykonac. A jaka satysfakcja, gdy bledow coraz mniej 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz