Co nam się przydarzyło w drodze powrotnej z Newquay.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Może widzieliście na małym filmiku na FB jaka dziś u nas była pogoda.Przez ostatnich kilka tygodni mieliśmy tu regularne ostrzeżenia o ekstremalnej pogodzie, ale rzeczywistość niewiele miała wspólnego z prognozami. No to dziś nam się dostało!
Tym razem mieliśmy prawdziwy huragan. Lało… wiało i trzęsło karawanem. Ja i Dyziu niewiele dziś w nocy spaliśmy 😉 Ale pogoda nie powstrzymała nas przed pojechaniem na Headland aby zobaczyć wzburzone morze. Niemal natychmiast po tym jak wysiedliśmy z auta, wiatr jednym podmuchem zwiał Markowe okulary, które wylądowały na masce korsiny. Marek zareagował szybko i zdążył je ocalić. Dzisiejsze ujęcia nagrał bez okularów! Ale czego się nie robi dla widzów. Ja mimo, że trochę w strachu, nie mogłam odpuścić. Chciałam to zobaczyć i poczuć. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Widok oceanu przypominał wnętrze szklanej kuli ze sztucznym śniegiem, którą ktoś właśnie potrząsnął. W powietrzu, niczym śnieg unosiła się morska piana, przemieniając ludzi i auta w sympatyczne bałwanki. Się działo! Z jednej strony chciałam to zobaczyć, ale z drugiej chciałam jak najszybciej wracać do auta. Deszcze i wiatr robiły swoje i bardzo szybko dostawały się tam gdzie nie powinny.

Najważniejsze, że wszystko zdołaliśmy dla Was udokumentować 😉

Ale to nie koniec historii kochani!

Ewakuowaliśmy się z Newquay w pośpiechu, aby dotrzeć do domu przed zmrokiem. Dojechaliśmy szczęśliwie niemal w ostatniej chwili.Po drodze, niedaleko naszego domu, widzieliśmy wysłużonego vana na środku drogi. Komuś popsuło się auto i to w taką pogodę.

Robiło się ciemno a deszcz nie odpuszczał. Padał w poziomie. Tak tu jest kiedy pada i wieje.

Jako wspaniałomyślna żona i właścicielka kompletu ubrań wodoodpornych z czasów kiedy dojeżdżałam na stację kolejową rowerem, zgłosiłam się na ochotnika do zabrania Dyzia na wieczorny spacer. Zapłaszczyłam i zakaloszowałam siebie i Dyzia (no dobra, on nie potrzebuje kaloszy) i poszliśmy dzielnie w świat.

Kiedy tak szliśmy z Dyziem,  zauważyłam, że van nadal stoi tam gdzie stał. Przechodząc obok dyskretnie zajrzałam do środka, ale szczekanie rozjuszonego psa przypomniało mi o dystansie. Zdążyłam zobaczyć kierowcę, ale nie zatrzymałam się bo i Diesel zaczął się denerwować.

Zrobiliśmy niezłą trasę po okolicy i już oczami wyobraźni widziałam ciepłą kąpiel, moje gwiazdorskie kapcie i ciepłe łóżko. Ale van nadal tam stał! Już chyba z godzinę odkąd go pierwszy raz zobaczyliśmy. Dzielnie migał światłami awaryjnymi, ale musiał być już nieźle przemarznięty, tym samym jego pasażerowie. Jak wspominałam wcześniej, van niejedną przygodę widział i szczerze mówiąc nie wierzyłam aby właściciel miał wykupioną pomoc drogową.

No i co ja mogłam sobie pomyśleć?

Pomyślałam, że może kiedyś Marek i ja znajdziemy się na środku drogi, w rozkraczonym, starym vanie. I wtedy byłoby miło gdyby ktoś zapytał czy potrzebujemy pomocy.

Odprowadziłam pieska do domu i nie rozbierając się zdałam Markowi sprawozdanie. Marek ocenił sytuację w lot i zarządził: ‚idziemy’. I poszliśmy. Nie mamy auta z hakiem holowniczym, nie mamy pojęcia o mechanice, ale poszliśmy nieść pomoc :D:D:D

Przywitał nas broniący swego terytorium pies.

Kierowca wyszedł z vana i okazał się brodatym jegomościem, niewątpliwie stąd, bardzo w typie Hagrida z Harrego Pottera, a raczej Hagridowego dziadka. Od razu go polubiłam! Zapytaliśmy co się stało i czy czeka na pomoc drogową. Pokrótce streścił problem i ku naszej radości powiedział, że czeka na lawetę. Odetchnęliśmy z ulgą; nie będziemy musieli organizować holowania, choć myślę, że w razie draki dalibyśmy radę 😀

Na pytanie czy możemy jakoś pomóc, pan Hagrid powiedział, że ma cukrzycę i że już dawno powinien przyjąć insulinę, a nie ma jej przy sobie. Był niedaleko od domu i raczej nie planował aż tak długiej wycieczki.’Gdyby to nie był zbyt duży problem, to chętnie napiłbym się słodkiej herbaty’- powiedział bardzo grzecznie. Na to my z Markiem: pewnie nie ma sprawy, już po nią pędzimy.

Po kilku minutach byliśmy w domu. Marek rzucił szybko: Ty rób herbatę a ja pójdę do garażu po trójkąt ostrzegawczy. I tu pojawiły się dwa problemy. Cukier… nie używamy cukru. NIE MAMY W DOMU CUKRU! I Megatron może to potwierdzić. Ale dobra, był miód, dodałam do herbaty dużo miodu. Sytuacja opanowana.

I wtedy do domu wpada Marek, mówiąc delikatnie zdenerwowany faktem że w naszym garażu wszystko jest mówiąc baaaaaaaaaardzo delikatnie położone byle gdzie i byle jak, bez ładu i składu no i GDZIE JEST TEN TRÓJKĄT?
(domyślacie się które z nas ma problemy z nieodkładaniem rzeczy na miejsce… )

Popędziliśmy do Pana Hagrida bez trójkąta, pomni że w każdej chwili bez insuliny może być bardzo nieciekawie.Podjechaliśmy korsiną aby nią migać w bezpiecznej odległości od vana, aby ostrzec innych kierowców.
Pan napił się herbaty i wyjaśnił że tkwi na drodze już od 3 godzin i że pomoc drogowa miała być już dawno. Przy nas rozmawiał z dyspozytorką i wyłuszczał sprawę z insuliną.

Laweta miała być w ciągu godziny. No to zostaliśmy już w trójkę, na poboczu i pogadaliśmy trochę o vanach a raczej posłuchaliśmy o vanach nie do końca wszystko rozumiejąc.

Deszcz znowu zaczynał swoje i znowu robiło się nieciekawie, ale w końcu nadjechała laweta! Ale się ucieszyłam.

Nadal miałam na sobie kamizelkę odblaskową, którą musowo noszę na wieczorne spacery, a Marek miał latarkę. I z tym oto profesjonalnym sprzętem robiliśmy za dwa trójkąty ostrzegawcze, jako że laweta musiała zablokować jeden pas.

Van wraz z obronnym psiakiem w środku, został wciągnięty na lawetę a Pan podziękował nam za herbatę i pożegnał się z nami. I tak to zakończył się nasz wieczór.

Szliśmy tam za bardzo nie wiedząc jak pomóc, ale na szczęście wystarczył termos herbaty. Jutro biorę się od rana za porządki w garażu. I kupię cukier. Czasami nawet cukier jest przydatny.

5 komentarzy

    • Kazik.TV

      Oooo Małgorzatka się odezwała 😉 hihi Rzadko to ja Ciebie na tej stronie widuję! Bywasz czasami na niedzielnych transmisjach Live? Będziemy dziś nadawać na żywo o godz 19 (PL) na YouTube a dokładnie tutaj Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Odpowiedz
  1. Damian Navsky

    No proszę jakie Kazikowe przygody. Zawsze warto się zainteresować jak intuicja podpowiada nam różne scenariusze, bo lepiej coś zrobić i nawet ewentualnie zostać „wykrzyczanym” niż nie zrobić nic i ewentualnie zostawić umierającego zdanego na samego siebie. Znaliście Harrego teraz znacie Hagrida, kto następny? Oby nie Voldemort haha. Pozdrawiam kochani, dzięki za piękny przykład

    Odpowiedz
    • Kazik.TV

      Zgadzam się z Tobą Damian. Warto słuchać swojej intuicji. Nie każdą chorobę widać gołym okiem. Szykowaliśmy się na wielkie wyzwania, a wystarczył mój nieodłączny termosik 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz