Biwak z Piotrkiem i Kubą, dramatyczna awaria i super spotkanie.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Na pobyt Piotrka i Kuby Matka Natura zarządziła wyjątkowo upalną pogodę. Pomimo faktu że Olsztyn to miasto jezior i lasów i jest przepiękny, postanowiliśmy zabrać chłopaków na mały biwak nad jezioro w okolice Łańska.

Byliśmy już kiedyś w tej okolicy kiedy tata Marka powiedział swojemu znajomemu, że szukamy odludnego miejsca na biwak, wiecie z kategorii wsie i pola. Zostaliśmy zabrani w miejsce, które w tamtym czasie po prostu nas przerosło. Było to jezioro w środku lasu, z dala od domostw, dróg, bieżącej wody i prądu. Była za to niczym niezmącona cisza, czysta woda i leciwy pomost.

Tym razem Marek wynalazł nam miejscówkę w podobnym klimacie, jednak prowadziła do niej asfaltowa droga, niedleko była wieś a w ciągu dwóch dni poznaliśmy chyba wszystkich okolicznych wędkarzy.

Mega rejs po jeziorze Ukiel. Megatron i ja!

Jeden z nich zasługuje na szczególną uwagę.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy rozkładać nasz mały obóz, podszedł do nas pan dość zawiany jak to mówi Marek. Było jasne, że pan spędził cały dzień ‚na rybkach’. Niezbyt wyrażnie zapytał czy mamy pozwolenie na kiempingowanie od burmistrza gminy Olsztynek, bo właśnie do gminy należy ten teren… Jako, że pan zabiegał o interesy gminy Olsztynek z wielkim poświęceniem, między sobą nazwaliśmy go Namiestnikiem Burmistrza. Namiestnik raz po raz rzucał coraz lepsze hasła i obserwował nasze reakcje… ‚mam tutaj dom, zaraz po lewej’… ‚ja tu pilnuję tego miejsca’… ‚w razie problemów dzwonię do burmistrza’… Jednak siła naszego spokoju i grawitacji działały na naszą korzyść. Nie daliśmy się zbić z tropu, na wszystkie kreatywne próby wyłudzenia od nas pieniędzy lub alkoholu reagowaliśmy pogodnym uśmiechem i przytakiwaniem, patrząc Namiestnikowi prosto w oczy. Namiestnikowe nogi chwiały się coraz bardziej i w końcu dał za wygraną. Nie omieszkał przy tym pochwalić się, że w razie potrzeby może wynająć nam jedno ze swoich mieszkań w Warszawie, bo w końcu w tego żyje. Na koniec powiedział do nas: ‚ale ja nie jestem taki, bawcie się dobrze’…

Kuba na własnoręcznie wykonanym hamaku 😉

 

Nad jeziorkiem było nam tak dobrze, ze spędziliśmy tam dwie noce. Kuba przywiózł ze sobą hamak, który wypróbowało każde z nas, mieliśmy ognisko, pływaliśmy w jeziorze i robiliśmy wszystko to co robi się na biwaku. Kuba prowadzi kanał NieMiałemPomysłu. 

Ekipa doborowa!

Jednak należy podchodzić do Niego z rezerwą bo pomysły ma fantastyczne! Odwiedżcie Jego kanał jeśli interesujecie się sportem i survivalem.

Znad jeziora, wygnała nas nagła zmiana pogody i nadciągająca burza. Pamiętaliśmy dobrze jakie problemy z wyjazdem z grząskiego gruntu mieliśmy w Izbicy, więc wyjechaliśmy z naszej kotlinki nad jeziorem zanim lunął deszcz.

Diesel jest gotów aby uciekać przed burzą 😉

Postanowiliśmy wracać do Olsztyna, bo przecież pierwszego dnia wybraliśmy się z chłopakami tylko nad jeziora Ukiel i Długie, i chcieliśmy im jeszcze pokazać starówkę i kilka innych miejsc. Zanim dotarliśmy na parking przy Plaży Miejskiej zdążyliśmy porządnie zgłodnieć i na miejscu postanowiliśmy sprawdzić czy ktoś nam dowiezie pizzę do kampera… Złożyliśmy zamówienie w jednej z sieciówek i czekaliśmy na potwierdzenie które miało pojawić się w ciągu 5 minut… Nie pojawiło się i po 30 minutach, a próba dodzwonienia się do pizzeri spełzy na niczym. Postanowiliśmy podjechać pod wypróbowanym kebab… Wiedzeni instynktem wybraliśmy opcję zapłaty przy dostawie. Już, już witaliśmy się z kebabami, kiedy nagle zadzwonił mój telefon, i usłyszałam sympatyczny głos: ‚ przywiozłem Państwu pizzę’… Ech. Nie było sensu wyładowywać frustracji na kierowcy i winić go za zaniedbania za które nie był odpowiedzialny. Zawróciliśmy i odebraliśmy naszą kolację. Nie omieszkałam jednak, już spokojnie zdać relacji z kiepskiego doświadczenia zamawiania pizzy online i braku potwierdzenia. Moje wynurzenia nie zrobiły na kierowcy najmniejszego wrażenia… Raczej już od nich nie zamówimy.

W czasie jazdy po mieście Marek odkrył, że nie działa nam jeden z kierunkowskazów. Ponadto przy trybie awaryjnym zamiast kierunkowskazu, migało światło postojowe a światła mijania nie działały w ogóle… Także kamper zamienił się w nieprzewidywalną choinkę a my mieliśmy kolejną zagwozdkę.

Podnieśliśmy maskę i po kolei zaczęliśmy robić rzeczy które wydawały nam się logiczne… Marek sprawdzał napięcie na przewodach, sprawdzał czy nic się nie poluzowało itp itd… Jednak czas mijał, a my nadal nie byliśmy na tropie.

Po jakiejś godzinie i wielu zaciekawionych przechodniach, w końcu pojawił się młody, wesoły chłopak w czapeczce, który się zatrzymał. Oczy mu błyszczały i przedstawił się jako Seba… Zapytał czy może nam pomóc… Nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami przyjęliśmy propozycję z ochotą. Seba powiedział, że naprawia komputery co nie wzbudziło w nas zbyt wielkiego zaufania, bo pomyśleliśmy o programowaniu. Jednak w tamtej chwili już wybierałam numer do pomocy drogowej i naprawdę nie mieliśmy nic do stracenia, z takimi choinkowymi światłami nie mogliśmy poruszać się po drogach.

Metodą dedukcji, wspierani źródłami internetowymi, chłopaki wspólnie doszli że mamy problem z masą, cokolwiek to znaczy. Sebastian dobrał się do wiązki kabli i stwierdził, że nie zaszkodzi przeczyścić styki. Zapytał czy mam coś do tego.. może pilniczek do paznokci? Ja na to, pilniczka dobrego nie mam, ale mam papier ścierny… jak to Kazik w podróży 😉 I tak oto Sebastian, kompletnie nie bacząc na fakt, że już wtedy spędził przy kamperze jakieś dwie godziny, rozpoczął kolejną, która upłynęła mu na cierpliwym odłączaniu, czyszczeniu i wpinaniu kabelków tworzących wesoły, kolorowy węzełek. Robił to rozmawiając z nami wesoło, pytając o kanał, podróż i o kampera. Wesoły słowotok Sebastiana i jego uśmiechnięte oczy dodały nam wszystkim otuchy. Na Jego twarzy malował się upór i autentyczne pragnienie aby nam pomóc. I jeszcze do tego wszystkiego nasz Sebastian Cudotwórca – tak mam zapisany jego numer w komórce, zgodził się na udział w filmiku 😀

Seba, chłopak w czapeczce, właśnie reanimuje nasze kierunkowskazy!

 

W międzyczasie nastała pora Dyziowego spaceru, więc zażartowałam: Sebastian, ja teraz idę z psem, jak wrócę ma być zrobione… Nie zdążyliśmy iść tyle ile potrzeba na odśpiewanie Sto lat dwa razy, kiedy usłyszałam radosne okrzyki Piotrka. Nie pamiętam słów, ale było to coś w stylu: Jeeeeeest! Jeeeeet! Działaaaaaaaa! Wooooow! 😀

I rzeczywiście, dzięki cierpliwości Seby i jego uprzejmości mieliśmy sprawne światła, kierunkowskazy i nawet spryskiwacze 😉 Ojjjjj jaka to była radość.

Już na spokojnie oprowadzilliśmy go po kamperku, odpowiadaliśmy na jego pytania, wspominaliśmy o jakichś małych niedogodnościach, a Seba podsuwał nam ciekawe rozwiązania. Było jasne, że interesuje go taki styl życia i też marzy o podróżowaniu. W pewnej chwili Seba zapytał czy może obok naszego magnesu z logo dołożyć swój żeby zrobić fotkę… A my na to: pewnie! Ty ten magnes tam zostaw!

KazikTV nie będzie już sam!

I tak to obok KazikTV jeżdzi sobie http://uratujemytwojedane.pl/ a o tym czym zajmuje się Seba zawodowo to już Wam opowie osobiście kiedy spotkamy się w Olsztynie aby nagrać z Nim rozmowę.

Ha! Kolejna awaria i kolejny Anioł na naszej drodze. Tym razem w czapeczce z daszkiem 😉 Wyprawa została uratowana!

 

5 komentarzy

  1. Mr.Disnikski

    Super się czytało 😀 Jak to dobrze że na świecie są jeszcze tacy dobrzy i bezinteresowni ludzie 😀 Czekam na kolejne wpisy 😀 Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Megatron

    Mega się czytało 🙂 Kasia w pewnym momencie zdublował ci się ten sam fragment tekstu jak będziesz miała chwilkę to zerknij 😉 Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz