Benio- chłopak z ciężarówki, który nie spotkał Lilly Allen.

Cześć Kazie i Kaziczki,

Ta cała historia z chłopcem i Lilly Allen mocno mną poruszyła. Z jednej strony ucieszyłam się, że się dzieciakowi się udało, ale z drugiej byłam wściekła. Czułam się wściekła, bo kilka łez uronionych przez gwiazdę wystarczyło by Home Office zajął się sprawą w trybie ekspresowym. Co z tysiącami innych?

Dziś chcę Wam opowiedzieć o chłopaku którego niedawno poznałam, który do UK dostał się własnymi siłami. Nazwijmy go Benio. Benio uciekł niedawno z Erytreii, jak wielu młodych mężczyzn, którzy nie palą się by obowiązkowo służyć w armii w swojej ojczyznie. Na marginesie, dziewczęta i kobiety też muszą odsłuzyć swoje i zostają zwolnione z armii kiedy wychodzą za mąż- naturalnie po to aby mogły się skupić na wydaniu na świat nowego żołnierza. Koszmar.

Erytrejczycy mówią, że w ich kraju nikt nie należy od siebie. Każdy obywatel jest własnością ojczyzny, a zaszczyt bycia w armii jest dożywotni.

Ale wróćmy do naszego bohatera.

Benio pojawił się na moich zajęciach jakieś dwa tygodnie po rozpoczęciu kursu. Już za samo opuszczenie dwóch pierwszych tygodni miał u mnie dużego minusa. Przyszedł taki rozdygotany, rozkojarzony i nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Pomyślałam: leń i olewus, będą z nim problemy.

Po pierwszej wizycie zniknął bez wieści na dwa tygodnie. Odetchnęłam z ulgą i pomyślałam, że problem sam się rozwiązał: przyszedł, rozejrzał się, stwierdził, że to nie dla niego.

Ale to nie koniec historii.

Po dwóch tygodniach Benio się pojawił się i oświadczył, że chce się natychmiast zapisać i że poziom tej grupy jest dla niego za niski i prosi o przeniesienie o dwa poziomy wyżej. Uśmiechnęłam się pobłażliwie, ale w jego głosie i postawie było coś takiego, że zamiast wstawić mu gadkę o nieobecności i odprawić go z kwitkiem postanowiłam Mu pomóc.

Akurat tego dnia w klasie wyjątkowo był jeszcze jeden nauczyciel, którego poprosiłam żeby pomógł Beniowi wypełnić potrzebne formularze i dać test, który mógł okazać się przepustką do grupy zaawansowanej.

Benio wypełnił formularze, a po lekcji nauczyciel wyraznie wstrząśnięty z oczami jak spodki powiedział: zapytałem go jak się tu dostał. Nauczyciel miał szeroko otwarte oczy i jeszcze szerzej rozdziabione usta. Pomyślałam, odważny koleś, albo głupi. Ja nigdy nie pytam o takie rzeczy. Słyszałam kilka historii i szczerze mówiąc wolę nie wiedzieć. Czasami uczniowie potrzebują się wygadać i nie szczędzą traumatycznych szczegółów.

Tak było z Beniem. Jakby nigdy nic opowiedział jak wielokrotnie próbował wyrwać się z Calais. Każda taka próba to ryzykowanie życia. Wielu wpada pod koła. Benio był na kilku ciężarówkach i któregoś razu miał szczęście. Chłopak zdołał się wdrapać na naczepę z nowymi autami prosto z fabryki. Ukrył się między samochodami opakowanymi w zwoje białego plastiku i tak spędził kilkanaście godzin modląc się by ciężarówka jechała do Dover. Często zdarza się tak, że ciężarówki jadą w głąb Francji a wtedy pasażerowie na gapę muszą wracać do obozu nia piechotę.

Benio wygrał los na loterii i dostał się do Anglii. Potem wygrał po raz drugi, bo postanowił przyjść do collegu i uczyć się. Osoby ubiegające się o azyl w UK mieszkają w pokojach a czasem w schroniskach opłacanych przez lokalny council. Ich tygodniowy zasiłek to £35. To £5 funtów dziennie. £5 to akurat na kawę i kanapkę. No więc mimo biedy, niepewności i młodego wieku Benio wybrał naukę a nie pracę na czarno czy szemrane interesy.

Ale wróćmy do drugiej wizyty Benia. Test napisał śpiewająco i zaproponowałam mu zmianę grupy. Z nadzieją, że nie nawali jeszcze tego samego dnia został pełnoprawnym uczniem. Zastanawiałam się czy w ogóle pojawi się w nowej grupie, ale coś mi mówiło, że będzie dobrze.

Benio przyszedł i był zachwycony nową grupą. Wszedł do klasy z miną zwycięzcy i z błyskiem w oku. Całkiem inny Benio, odmieniony. Pracował bardzo sumiennie a po lekcji zebrał słowniki. Wzorowy uczeń.

Ostatnio powiedział mi, że oprócz angielskiego chce się zapisać na matematykę, iśc na uniwersytet i zostać księgowym. Benio uśmiechając się szeroko i pokazując piękne zęby powiedział- tak powiedział  a nie poprosił-  żebym mu pomogła z tą matematyką.  Już wiem, że to co Benio ma w oczach to determinacja, bezgraniczna nadzieja i wiara we własne siły.

Oczywiście zadzwoniłam w sprawie matematyki. Niestety na matematykę trzeba czekać kilka miesięcy. Benio, który ma mnie za jakąs bohaterkę, Siłaczkę jak z Żeromskiego, znowu spojrzał na mnie z wielką wiarą. Kiedy ja się uczyłam w liceum i na uniwerku, bardzo wiele osób mnie wspierało i ktoś mi kiedyś powiedział, że takim jak ja warto pomagać. Teraz ja jestem na pozycji wspierającej i często sama spotykam osoby, którym warto pomagać i miałam przeczucie, że Benio to dobra inwestycja czasu i energii.

Naprędce znalazłam Mu jakieś zeszyty ćwiczeń do matematyki. Zachwycony powiedział, że rozwiąże je jeszcze tego samego dnia. Wyszedł w podskokach a ja zostałam z dużym uśmiechem na twarzy.

Odrobina szacunku i zaufania. Tyle wystarczyło by tchnąć w Benia nowe życie. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Nie ma szans, bo będę go miała na oku.

I napiszę mu super referencje na uniwersytet.

I proszę nie miejcie Beniowi za złe, że uciekł ze swojego kraju by szukać szczęścia i lepszego życia w Europie. Moi rodzice i ja też kiedyś spakowaliśmy się i przyjechaliśmy do UK pełni nadziei. Nie musieliśmy koczować w Calais, ani ukrywać się na ciężarówkach, ale w gruncie rzeczy jesteśmy jak Benio. Jedyna różnica między nami to, że ja wygrałam geograficzną loterię i urodziłam się w Polsce. W Erytrei miałabym już pewnie gromadkę dzieci, albo zasypiałabym z głową na karabinie, albo już by mnie nie było- ku chwale ojczyzny, naturalnie.

 

Dodaj komentarz